Dwadzieścia-letnia Antonina Dyderska została dawcą szpiku kostnego, co zostało podkreślone jako heroiczny czyn. Artykuł celebruje jej postawę, sugerując, że bohaterowie są obecni w codziennym życiu.
Spis treści
Wszystko zaczęło się od jednej decyzji
Dziś Antonina Dyderska studiuje psychologię i marzy o tym, by w przyszłości pomagać ludziom. Jak się okazuje, pierwszą tak ważną pomoc ofiarowała jeszcze zanim rozpoczęła studia.
W listopadzie 2024 roku była uczennicą klasy maturalnej Liceum Ogólnokształcącego w Opalenicy. W szkole zorganizowano akcję honorowego krwiodawstwa oraz rejestrację potencjalnych dawców szpiku.
Antonina początkowo chciała oddać krew, jednak z przyczyn zdrowotnych nie mogła tego zrobić. Nie zrezygnowała jednak z chęci niesienia pomocy i zdecydowała się zarejestrować w bazie potencjalnych dawców szpiku.
– Nie zastanawiałam się nawet przez chwilę. Pomyślałam, że skoro nie mogę oddać krwi, to może w inny sposób uda mi się kiedyś komuś pomóc. To zajęło dosłownie kilka minut – wypełniłam formularz i oddałam wymaz z policzka. Wiedziałam, że szansa na znalezienie genetycznego bliźniaka jest niewielka, ale uznałam, że warto. Nawet jeśli nigdy nikt do mnie nie zadzwoni, to przynajmniej zrobiłam wszystko, co mogłam – wspomina 20-latka. 20-letnia Antonina Dyderska z Opalenicy udowodniła, że jeden gest może uratować czyjeś życie. W lipcu została dawcą komórek macierzystych dla chorego mężczyzny z Holandii. Archiwum prywatne Antoniny Dyderskiej Telefon, który zmienił wszystko
Telefon zadzwonił 19 lutego. Po drugiej stronie usłyszała, że jest potencjalnym genetycznym bliźniakiem osoby chorej i może zostać dawcą.
– To był ogromny moment. Usłyszałam, że mogę komuś pomóc. Nie zastanawiałam się ani chwili. Nie miałam żadnych obaw ani wątpliwości. Wiedziałam, że skoro jestem zgodna z kimś, kto walczy o życie, to chcę zrobić wszystko, żeby mu pomóc. Dla mnie odpowiedź mogła być tylko jedna – oczywiście, że tak – opowiada. Już 25 lutego odbyło się pierwsze spotkanie, podczas którego potwierdzono jej decyzję i szczegółowo przedstawiono całą procedurę.
– Wszystko zostało mi dokładnie wyjaśnione. Wiedziałam, co będzie się działo na każdym etapie. Mogłam o wszystko zapytać. Od samego początku czułam, że jestem otoczona opieką ludzi, którzy naprawdę dbają zarówno o dawcę, jak i o biorcę. To dawało ogromny spokój – mówi.
Oddała cząstkę siebie, by dać komuś życie. Aleksandra Mazur została dawcą szpiku
Młoda, odważna i pełna empatii. Aleksandra Mazur z Nądni, 18-letnia maturzystka z wolsztyńskiego liceum, została dawcą szpiku i pomogła nieznajomej osobie z USA. Jej gest pokazuje, że prawdziwe bohate...
Badania i przygotowania
Pierwsze szczegółowe badania Antonina przeszła 20 marca w szpitalu w Poznaniu , a kolejne odbyły się 25 czerwca . Od 16 lipca rozpoczęła przyjmowanie specjalnych zastrzyków z czynnikiem wzrostu, które pobudzają organizm do produkcji komórek macierzystych.
– To chyba jedyny etap, który można nazwać trochę nieprzyjemnym. Po kilku dniach zaczęły boleć mnie kości, trochę jak podczas grypy. Wiedziałam jednak, że to normalne i że właśnie tak działa ten lek. Ani przez chwilę nie pomyślałam o rezygnacji – przyznaje. „Naprawdę nie ma się czego bać”
Pobranie komórek macierzystych odbyło się 20 lipca . Wbrew obawom wielu osób nie było to pobranie szpiku z kręgosłupa. W przypadku Antoniny komórki pobrano z krwi obwodowej przy użyciu specjalnego separatora.
– Bardzo chciałabym obalić mit, że pobranie szpiku jest czymś strasznym. W moim przypadku wszystko odbyło się z krwi. Zabieg był całkowicie bezbolesny. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy zrobiłabym to drugi raz, odpowiedziałabym bez chwili zastanowienia, że tak – podkreśla. Jak dodaje, ogromne wrażenie zrobiło na niej również podejście personelu medycznego.
– Czułam się naprawdę zaopiekowana. Każda osoba, którą spotkałam podczas całej procedury, była życzliwa, cierpliwa i uśmiechnięta. Wszystko odbywało się spokojnie, bez pośpiechu. Dzięki temu stres praktycznie zniknął. W takich chwilach człowiek naprawdę czuje, że nie jest sam – opowiada. 20-letnia Antonina Dyderska z Opalenicy udowodniła, że jeden gest może uratować czyjeś życie. W lipcu została dawcą komórek macierzystych dla chorego mężczyzny z Holandii Archiwum prywatne Antoniny Dyderskiej Pomogła mężczyźnie z Holandii
Na ten moment Antonina wie jedynie, że jej komórki macierzyste otrzymał dorosły mężczyzna z Holandii . Po upływie sześciu miesięcy będzie mogła dowiedzieć się, jak wygląda jego stan zdrowia.
– Bardzo często o nim myślę. Mam ogromną nadzieję, że wszystko się uda i że wróci do zdrowia. To niesamowite uczucie wiedzieć, że gdzieś w innym kraju żyje człowiek, któremu mogłam dać szansę. Chciałabym kiedyś dowiedzieć się, jak się czuje. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy usłyszę dobre wiadomości – mówi. Rejestracja trwa kilka minut, a może uratować życie
Historia Antoniny pokazuje, że zostanie potencjalnym dawcą szpiku jest bardzo proste. Rejestracja polega na wypełnieniu formularza i pobraniu wymazu z wewnętrznej strony policzka. Można jej dokonać podczas specjalnych akcji organizowanych w szkołach, na uczelniach czy wydarzeniach społecznych, ale również zamawiając bezpłatny pakiet rejestracyjny do domu.
Dopiero wtedy, gdy znajdzie się osoba o zgodnych cechach genetycznych, rozpoczyna się szczegółowa kwalifikacja oraz badania. W zdecydowanej większości przypadków komórki macierzyste pobierane są z krwi obwodowej, a nie – jak wciąż błędnie uważa wiele osób – z kręgosłupa.
Nowotomyślanin Kamil Brambor został dawcą szpiku. Nie wahał się ani sekundy!
Pan Kamil na co dzień jest szczęśliwym mężem i ojcem. By trafić do bazy danych dawców DKMS zdecydował jakieś 10 lat temu. Teraz postanowił opowiedzieć o tym, jak otrzymał telefon i zdecydował się pomó...
„Możesz być jedyną nadzieją dla drugiego człowieka”
Dziś Antonina zachęca wszystkich, którzy spełniają wymagania, aby zarejestrowali się w bazie potencjalnych dawców.
– Rejestracja trwa chwilę, nic nie boli i nic nie kosztuje. A może się okazać, że właśnie Ty jesteś jedyną osobą na świecie, która może uratować czyjeś życie. Nie każdy z nas dostaje taką szansę. Ja miałam i jestem ogromnie szczęśliwa, że mogłam z niej skorzystać. Jeśli dzięki mojej historii choć jedna osoba zdecyduje się zarejestrować jako potencjalny dawca szpiku, będę miała poczucie, że ta pomoc zatoczyła jeszcze większe koło. Dobro naprawdę wraca, a uratowanie czyjegoś życia to najpiękniejszy prezent, jaki można komuś podarować - zaznacza. Choć sama nie lubi, gdy nazywa się ją bohaterką, trudno znaleźć lepsze określenie. Jedna decyzja podjęta w szkolnej ławce sprawiła, że gdzieś w Holandii dorosły mężczyzna otrzyma drugą szansę na życie. Czasem naprawdę wystarczy kilka minut, by zmienić czyjś świat.
Źródło: Dzień Nowotomysko-Grodziski