RAK
    Będziemy tęsknić za świeżymi truskawkami

    Będziemy tęsknić za świeżymi truskawkami

    3534 odsłon
    Wielkopolskie

    Będziemy tęsknić za świeżymi truskawkami

    ZOBACZ ZDJĘCIA

    Spis treści

    Biznes od Flair do Malwiny

    Jak się dowiedzieliśmy od jednego ze sprzedawców w Koninie, to właśnie od truskawek zależy powodzenie sprzedaży wszystkich innych produktów. Również od nich zależny jest czas funkcjonowania stoiska. Tak długo, jak sezon na truskawki trwa, tak długo trwać będzie sprzedaż innych plonów.

    Po pierwszym tygodniu lipca wiadome było, że to już ostatnie dni pracy. Zwiastunem końca truskawkowego szału jest moment, w którym dojrzewa Malwina – najpóźniejsza odmiana tego owocu. Najwcześniejszą z kolei odmianą jest Flair – zbiory rozpoczynają się w pierwszym tygodniu maja.

    • Na początku ludzie masowo przychodzą po truskawki, przy okazji sprzedają się inne owoce. Później, jak już truskawki się przejedzą, to i cała sprzedaż kuleje – powiedział pan Andrzej, rolnik i właściciel jednego ze stoisk w Koninie. Dla pana Andrzeja sprzedaż sezonowych warzyw i owoców nie jest jedynym biznesem. To rolnik, który produkuje znacznie więcej, a plony sprzedaję w skupach. Dla niego taka sprzedaż detaliczna jest pewnego rodzaju kołem ratunkowym. Gdy nie ma komu sprzedać swoich plonów, lub jest to nieopłacalne, wystawia się stoisko. Owoce się nie zmarnują i co nieco się na nich zarobi.

    Dawid kontra Goliat. Stoiska kontra markety

    Walka o klienta pomiędzy rolnikami i ich małymi stoiskami a sieciowymi marketami, co roku rozpoczyna się z pierwszymi truskawkami i kończy z ostatnimi. Aby mniejszy mógł konkurować z większym, ten pierwszy będzie musiał wykazać się sprytem. Tak, jak młody pasterz Dawid z biblijnej historii, rolnicy muszą kombinować, by mieć jakiekolwiek szanse w stawianiu czoła olbrzymiemu Goliatowi, czyli marketom.

    Najważniejsze jest miejsce pod stoisko, bo grunt to dobry punkt. Stoiska rolników często można spotkać pod kościołami, przy dworcach czy pod dużymi sklepami. Maksymalne zbliżenie się do marketu, to jeden ze sprawdzonych sposobów na konkurowanie z nim. Nie można zapominać o wyraźnym szyldzie i dużymi cenami, najlepiej widocznymi już z samochodu.

    O dobrym punkcie mogą powiedzieć właściciele stoiska zlokalizowanego przy samym dworcu kolejowym w Koninie. To ścisłe centrum miasta, gdzie każdego dnia przechodzą setki czy nawet tysiące osób. Mimo doskonałej lokalizacji, nawet tam biznes przestaje się kręcić, gdy w ofercie pojawia się Malwina.

    • Jak co roku. Na początku jest duży ruch, a teraz już słabiutko. – skomentował Olek, syn rolników i sprzedawca na przydworcowym stoisku, gdy rozmawialiśmy z nim w połowie lipca. Jego rodzice w Koninie mają jeszcze jeden punkt, oczywiście przy jednym z marketów, również tam w drugim tygodniu lipca sprzedaż wyraźnie spada.

    Ruiny zamku w Kole dostały nowe życie

    Kolski zamek kazimierzowski, po około 650 latach od wybudowania, został ponownie otwarty. Dzięki nowym schodom na wieże zamkową można podziwiać dolinę Warty z nowej perspektywy.

    Zimą większy ruch, niż latem

    Nie wszystkie budki z produktami od rolników zlokalizowane są przy większych sklepach. Niektóre stoją przy drodze. Możne je spotkać przy ruchliwych krajówkach, czy innych często uczęszczanych trasach. Nie wszyscy rolnicy opierają swój biznes na sprzedaży truskawek.

    Również w Koninie znajduję się budka z produktami od lokalnej rolniczki. Ta jednak usytuowana została przy wyjeździe z prywatnej posesji, z dala od jakiegokolwiek sklepu, lecz przy drodze krajowej niedaleko centrum miasta. Jak powiedziała nam sprzedawczyni pracująca w tym punkcie, to nie latem kierowcy najczęściej zatrzymują się, by coś kupić, ale zimą. Flagowym produktem tego stoiska są bowiem ziemniaki, które przecież Wielkopolanie jedzą chętnie przez cały rok.

    Licheń Stary jako kierunek turystyczny? Warto zobaczyć sanktuarium i okolicę

    Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej Bolesnej Królowej Polski w Licheniu Starym to jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych w Polsce, przyciągające co roku setki tysięcy turystów i wiernych. Poło...

    Albo z Polski, albo z TIR-a

    Sezon na polskie truskawki nie trwa długo. Pierwsze stoiska z tymi owocami pojawiają się w maju, ostatnie zamykane są w połowie lipca. Polacy zatem mają tylko około dwa miesiące, by się ich najeść nim znikną na kolejne dziesięć miesięcy. Później już trzeba wybrać – jeść truskawki wyhodowane w naczepie TIR-a, który przyjechał z Turcji, Hiszpanii czy Maroka lub nie jeść ich wcale.

    Są i tacy, co truskawki mrożą. Taki owoc po wyciągnięciu go z oszronionego pudełka po lodach traci konsystencje i oczywiście trochę smaku. Zachowuje się przynajmniej większość wartości odżywczych. Dobrze jest je wtedy utrzeć lub zmiksować na mus. To tak w ramach marnego pocieszenia dla truskawkożerców.

    W czasach, gdy stawia się na ilość kosztem jakości, ludzie chętnie sięgają do portfela, by zapłacić więcej za świeże owoce i warzywa. Świadomy konsument wie, że im droga z pola na stół jest krótsza, tym lepiej.

    Zbieractwo na wymarciu

    Niedługo po tym, jak skończą się truskawki, rozpocznie się kolejny sezon – na grzyby i jagody. Tak więc stoiska z letnimi owocami znikną, pojawią się te z runem leśnym. W tym biznesie w ciągu ostatnich lat zaszły spore zmiany. Zaobserwował je Marian Buta, właściciel jednego ze skupów runa leśnego w gminie Nowy Tomyśl. Pan Marian prowadzi swoją działalność nieprzerwanie od 1992 roku, dlatego doskonale pamięta czasy, gdy sezon na grzyby i jagody oznaczał prawdziwe oblężenie punktów skupu.

    – Przez ponad 30 lat widziałem naprawdę wiele. Kiedyś do lasu chodziły całe rodziny – dziadkowie, rodzice i dzieci. Zbieranie grzybów czy jagód było dla wielu dodatkowym źródłem dochodu. Zarobki były niższe, a ceny w sklepach nie były tak wysokie jak dziś, więc ludzie chętnie dorabiali w ten sposób – wspomina pan Marian. Za pogorszenie się sytuacji odpowiada spadek liczby osób zbierających i takich, które znają się na grzybach, to znaczy wiedzą gdzie ich szukać i ja je bezpiecznie rozpoznać. W tej branży negatywny wpływ wszechobecnych marketów na rynek runa leśnego jest o wiele bardziej zauważalny, niż w przypadku stosik z owocami wiosennymi i letnimi – tak powiedział nam wspomniany już pan Andrzej z Konina.

    O tym, że zbieractwo powoli wymiera, świadczy również obecna ilość skupów podobnych do tego, które prowadzi pan Marian. Według niego dawniej w każdej większej miejscowości znajdował się jakiś punkt, a grzyby i jagody wywoziło się z nich tonami, także za granicę. Jak sam powiedział:

    • Było zapotrzebowanie i był towar. Dzisiaj takich ilości już nie ma, a zainteresowanie ze strony odbiorców także jest znacznie mniejsze. Prawdę mówiąc, ledwo wiążemy koniec z końcem – przyznaje. Skupy w gotowości na sezon

    Obecnie w skupie panuje jeszcze spokój, jednak właściciel liczy, że sezon dopiero się rozpoczyna. Wyjaśnia, że największy ruch przypada na wrzesień i październik. Wtedy pojawiają się podgrzybki, borowiki i kurki. To właśnie te gatunki cieszą się największym zainteresowaniem.

    • Nadal są osoby, które je przynoszą, ale nie ma już takich ilości jak kiedyś. Tamtych lat po prostu nie da się porównać z tym, co dzieje się dziś – podsumowuje Marian Buta.

    Noga z gazu! W Wielkopolsce uruchomiono nowe urządzenie

    W 2026 roku na drogach w Polsce z każdym miesiącem uruchamianych jest kilka urządzeń pomagających sprawdzić, czy kierowcy stosują się do przepisów drogowych. Przybyło ich także w Wielkopolsce. Zdradza...

    Mat. oryginalny: Od Flair do Malwiny. Sezon truskawkowy 2026 dobiega końca - Nowy Tomyśl Nasze Miasto


    Źródło: Konin Nasze Miasto

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era