
Ponad rok temu powstało Balu – miejsce, które miało być azylem dla rodziców z małymi dziećmi. Przestrzeń do swobodnej zabawy, dobrej kawy i chwili wytchnienia. Minął rok. W miniony weekend Balu było otwarte po raz ostatni. To kolejne miejsce, które znika z mapy Gniezna. Stworzyliśmy to miejsce dla
Ponad rok temu powstało Balu – miejsce, które miało być azylem dla rodziców z małymi dziećmi. Przestrzeń do swobodnej zabawy, dobrej kawy i chwili wytchnienia. Minął rok. W miniony weekend Balu było otwarte po raz ostatni. To kolejne miejsce, które znika z mapy Gniezna.
Stworzyliśmy to miejsce dla Was. Marzyliśmy o przestrzeni, w której najmłodsi mogą swobodnie się bawić, a rodzice choć na chwilę złapać oddech – piszą właściciele.
Balu od początku było czymś więcej niż zwykłą bawialnią. To setki rozmów przy kawie, pierwsze przyjaźnie dzieci, wspólne świętowanie urodzin, warsztaty, spotkania mam i tysiące wspomnień, które stworzyli rodzice i dzieci razem z właścicielami.
To była niezwykła przygoda. Pełna wyzwań, nieprzespanych nocy, trudnych decyzji, ale też ogromnej satysfakcji i wzruszeń – wspominają.
Właściciele nie zamykają Balu definitywnie – szukają osoby, która pokocha to miejsce tak jak oni i przejmie je, rozwijając po swojemu, z nową energią i własnymi pomysłami.
Jeśli marzysz o prowadzeniu miejsca dla rodzin i dzieci lub znasz kogoś, kto szuka takiej możliwości – napisz do nas – apelują.
Balu dołącza do rosnącej listy miejsc, które w ostatnim czasie zniknęły z mapy Gniezna. Pizzeria Wenecja przeniosła się na Bednarski Rynek i ledwo zipie. Sklep z balonami przy Grzybowo 4 kończy działalność. Biedronka przy Witkowskiej zamknięta bez podania powodu. Teraz Balu. To niepokojący trend. Czy to zapaść gospodarcza? Czy normalna kolej rzeczy? A może coś innego?
Wysokie koszty prowadzenia działalności, rosnące ceny mediów, zmieniające się nawyki konsumentów – to wszystko może wpływać na kondycję lokalnych biznesów. Coraz więcej osób robi zakupy w sieciówkach, a małe, kameralne miejsca – choć kochane przez stałych bywalców – często nie są w stanie konkurować z większymi graczami.
Pandemia, inflacja, wojna w Ukrainie – to wszystko odcisnęło piętno na lokalnej gospodarce. Ale czy to jedyne powody? Może brakuje wsparcia ze strony miasta? Może przedsiębiorcy nie mają wystarczających narzędzi, by przetrwać trudne czasy?
Balu szuka następcy. Jeśli nikt się nie zgłosi – miejsce zniknie na dobre. A wraz z nim – kolejny kawałek gnieźnieńskiego serca, które biło dla dzieci i rodziców.
Może to sygnał dla władz miasta. Może czas zastanowić się, jak wspierać lokalnych przedsiębiorców. Bo jeśli będą znikać kolejni – Gniezno stanie się miastem pustych witryn. I wtedy będzie już naprawdę trudno je odbudować.
Źródło: Moje Gniezno