RAK
    Anna Zimna przejęła stery. Chce przywrócić blask konińskiemu żeglarstwu

    Anna Zimna przejęła stery. Chce przywrócić blask konińskiemu żeglarstwu

    713 odsłon
    Anna Zimna przejęła stery. Chce przywrócić blask konińskiemu żeglarstwu

    Pierwsza kobieta na czele konińskich żeglarzy nie boi się nowych wyzwań. Anna Zimna stawia na integrację, tradycję i powrót wielkich żeglarskich wydarzeń.

    Od dziecka mieszka nad Jeziorem Pątnowskim, a pasją do żeglowania zaraził ją ojciec. Dziś Anna Zimna jest prezeską Konińskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego i pierwszą kobietą na tym stanowisku. Opowiada o dzieciństwie spędzonym w klubie, morskich wyprawach, żeglarskich tradycjach oraz planach przywrócenia Koninowi atmosfery dawnych regat i koncertów szantowych. Z Anną Zimną rozmawia Anna Pilarska.

    Anna Pilarska: Żeglarką jest pani z zamiłowania, bo zawodowo zajmuje się pani czymś zupełnie innym.

    Anna Zimna: Z zawodu jestem księgową, ale żeglarką właściwie od urodzenia. Pasję odziedziczyłam po tacie, który od wielu lat jest zapalonym żeglarzem. Zaraził swoim hobby całą naszą rodzinę. Ja je kontynuuję i do dziś żeglujemy wspólnie.

    Ta przygoda rozpoczęła się na konińskich jeziorach?

    Tak. Tata jest rodowitym Koninianinem i zaczynał żeglować na Jeziorze Pątnowskim. Ja również całe dzieciństwo spędziłam nad tym jeziorem. Mieliśmy właściwie codzienny dostęp do wody, a do tego dochodziła motywacja ze strony taty. Dzięki temu nasza pasja mogła się bardzo naturalnie rozwijać.

    Tata zachęcał czy czasami jednak zmuszał do żeglowania?

    Nie zmuszał, chociaż miał różne metody zachęcania nas do żeglarstwa – czasami lepsze, czasami gorsze. Oboje z bratem od początku wiedzieliśmy jednak, że jest to coś, co nam się podoba. Żeglowanie uspokaja, pozwala odpocząć i naprawdę potrafi człowieka zrelaksować. Brat żegluje obecnie trochę rzadziej, ponieważ na co dzień mieszka w Poznaniu. Ja natomiast wróciłam do Konina, więc znowu mam niemal codzienny dostęp do wody. Obecnie pracuję w Warszawie, ale mieszkam w Koninie. Żeglarstwo towarzyszy mi właściwie od zawsze i nigdy się do niego nie zraziłam.

    W 2025 roku została pani prezeską Konińskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego.

    Zgadza się. Pół żartem, pół serio cały czas mówię, że panowie chyba nie wiedzieli, co robią, kiedy zdecydowali się wybrać kobietę na to stanowisko. Od ubiegłego roku staram się rozwijać konińskie żeglarstwo i wykorzystywać możliwości, które dają nam nasze jeziora. Zarządowi zależy na tym, aby było o nas głośno, ale przede wszystkim chcemy zachęcić mieszkańców Konina i okolic do poznawania naszej pasji. Żeglarstwo jest świetnym sportem. Pozwala odpocząć, tworzy wyjątkową atmosferę, a jednocześnie ma niezwykle bogatą kulturę i tradycję. To wszystko chcemy promować.

    Jak liczne jest środowisko żeglarskie skupione wokół związku?

    Koniński Okręgowy Związek Żeglarski zrzesza pięć klubów. Każdy z nich ma swoich członków. Jeden klub jest mniejszy, inny większy, ale łącznie możemy mówić o około trzystu aktywnych żeglarzach. W naszym związku działają Klub Żeglarski Energetyk, Klub Żeglarski KWB Konin, Klub Żeglarski w Przykonie, który dołączył do nas jakiś czas temu, Uczniowski Klub Sportowy Delfin oraz Klub Żeglarski Bryza, który wcześniej funkcjonował przy Hucie Aluminium Konin. Jesteśmy więc jedną dużą społecznością, chociaż formalnie podzieloną na pięć organizacji.

    To środowisko łączy zarówno dzieci stawiające pierwsze kroki na wodzie, jak i prawdziwych weteranów żeglarstwa?

    Dokładnie tak. Mamy w swoich szeregach bardzo doświadczonych żeglarzy, a także mistrzów i wicemistrzów Polski. Jedną z takich osób był niedawno zmarły Grzegorz Pińkowski, związany również z windsurfingiem. Zdobywał tytuły mistrzowskie i wicemistrzowskie, a jednocześnie działał w konińskim środowisku żeglarskim. Są wśród nas osoby, które przez wiele lat pracowały na rzecz konińskiego żeglarstwa, współtworzyły związek i budowały organizację funkcjonującą do dzisiaj. Z drugiej strony mamy również najmłodsze dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z wodą.

    Dzieci mogą w Koninie nie tylko nauczyć się żeglować, ale również zdobyć oficjalne uprawnienia?

    Tak. Kluby prowadzą szkolenia przygotowujące do zdobycia uprawnień Polskiego Związku Żeglarskiego. Są to pełnoprawne kursy zakończone egzaminem państwowym. Takie uprawnienia można obecnie zdobyć również u nas.

    W jakim wieku pani zdała swój pierwszy egzamin?

    Tata zadbał o to, żebym bardzo szybko mogła przystąpić do egzaminu państwowego na żeglarza jachtowego, czyli zdobyć pierwszy stopień uprawnień. Miałam ułatwione zadanie, ponieważ tata pracował w kopalni, która organizowała obozy żeglarskie. Udało mi się pojechać na taki obóz i zdobyć uprawnienia. Z tego, co pamiętam, było to w 2004 roku. Miałam wtedy jedenaście lat.

    Obecnie mam już uprawnienia jachtowego sternika morskiego, które zdobyłam w ubiegłym roku (2025). Zobaczymy, co będzie dalej. Nie zamykam sobie żadnej drogi, ale mam obecnie tak wiele planów, że nie chcę wyznaczać sobie kolejnych stopni. Wolę poczekać i zobaczyć, co przyniesie czas.

    Jak doszło do tego, że została pani prezeską związku? Od wielu lat działała pani w strukturach klubowych?

    Jestem pątnowianką i mieszkałam właściwie za płotem tego klubu. Spędziłam tam całe dzieciństwo, dlatego jego członkowie znają mnie od najmłodszych lat i – jak mówię – od podszewki. Tata przez całe życie działał w Klubie Żeglarskim KWB Konin.

    Swoją działalność organizacyjną rozwinęłam jednak przede wszystkim w Klubie Żeglarskim Energetyk. Jestem tam instruktorką oraz egzaminatorką podczas egzaminów na żeglarza jachtowego. Wspólnie z komandorem Maciejem Hetke budujemy i rozwijamy nasze lokalne żeglarstwo.

    Jakie cele postawiła pani przed sobą po objęciu stanowiska? Konin leży wśród jezior, do których wielu mieszkańców innych części Polski nie ma tak łatwego dostępu.

    Właśnie na wykorzystanie tego potencjału bardzo liczę. Moim celem jest rozruszanie konińskiego społeczeństwa i pokazanie mieszkańcom, jak wiele możliwości znajduje się właściwie na wyciągnięcie ręki.

    Mówi się o nas, że jesteśmy małymi Mazurami w Wielkopolsce. Mamy piękne i bardzo rozbudowane połączenia wodne. Możemy rozpocząć rejs na Jeziorze Pątnowskim, później przepłynąć przez Jezioro Mikorzyńskie i Ślesińskie, a następnie dotrzeć na Gopło i do Kruszwicy. Stamtąd można płynąć dalej, w stronę Łącka i Bydgoszczy. W przeciwnym kierunku można dopłynąć nawet do Szczecina, a później do Berlina, ponieważ mamy również połączenia rzeczne z Odrą. Jesteśmy więc naprawdę świetnie położonym miejscem, w którym żeglarstwo może się rozwijać.

    Mamy piękne akweny, chociaż trzeba przyznać, że w ostatnim czasie były one trochę zaniedbane. Liczę jednak na działania władz zmierzające do poprawy jakości wody i warunków panujących na naszych jeziorach. Chcemy zachęcać coraz więcej mieszkańców, aby do nas dołączali i spędzali czas na wodzie. Od ubiegłego roku organizujemy między innymi pikniki żeglarskie. Ich głównym celem jest zapraszanie mieszkańców Konina do wspólnego pływania i sprawdzania, czy żeglarstwo może stać się ciekawą propozycją dla całych rodzin.

    Zapraszamy zarówno najmłodszych, jak i osoby dorosłe. Udział jest bezpłatny. Pierwszy tegoroczny piknik odbędzie się 22 i 23 sierpnia, a kolejny zaplanowaliśmy na 5 i 6 września. Szczegółowe programy publikujemy w naszych mediach społecznościowych. Podczas pikników nie proponujemy jedynie rodzinnych rejsów. Staramy się przygotowywać również inne atrakcje. W tym roku planujemy między innymi warsztaty techniczne, podczas których będzie można dowiedzieć się, jak naprawić drobne uszkodzenia na jachcie.

    Pani również potrafi przeprowadzać takie naprawy?

    Trochę potrafię, chociaż nie ukrywam, że wspomagam się tatą. To on jest w naszym domu główną osobą odpowiedzialną za wszystkie naprawy. Ja jestem jednak bardzo aktywną obserwatorką i również interesuję się tą stroną żeglarstwa.

    Mamy w rodzinie doświadczenie związane z budowaniem jachtów typu Calibra. Nie tworzyliśmy ich całkowicie od podstaw. Kupowaliśmy skorupę, a następnie samodzielnie ją zabudowywaliśmy i wyposażaliśmy. Wiem więc, jak wygląda taki proces i co do czego służy. Główny prym nadal wiedzie jednak tata i nie zamierzam odbierać mu tej korony.

    Żeglarstwo często kojarzone jest z męską siłą i męskim zajęciem, a pani została pierwszą kobietą kierującą Konińskim Okręgowym Związkiem Żeglarskim.

    Dlatego żartuję, że panowie nie wiedzieli, na co się piszą, wybierając mnie na to stanowisko. Świat żeglarski rzeczywiście przez wiele lat był światem typowo męskim. Te kanony są jednak stopniowo przełamywane. Kobiet w żeglarstwie jest coraz więcej. Zdobywają tytuły mistrzyń Polski i świata, uczestniczą w najważniejszych zawodach, działają w organizacjach oraz obejmują odpowiedzialne stanowiska.

    W Koninie po raz pierwszy kobieta stanęła na czele związku. Mam nadzieję, że nie po raz ostatni. Nie widzę żadnego powodu, dla którego w przyszłości nie miałaby mnie zastąpić kolejna kobieta ze świeżymi pomysłami i energią do działania. Bardzo chętnie przyjmę do naszych struktur więcej kobiet i będę korzystała z ich wsparcia. Kobiety są kreatywne, wiedzą, czego chcą, i bardzo dobrze się z nimi współpracuje.

    Obecnie w zarządzie współpracuję głównie z panami, ale nie mogę narzekać. To świetni, kreatywni ludzie, którzy pomagają na każdej płaszczyźnie. Wspólnie ciągniemy ten żeglarski wózek.

    [srona]

    Powrót do złotych czasów żeglarstwa

    Które ze swoich żeglarskich doświadczeń wspomina pani najlepiej? Są to wyprawy z dzieciństwa czy późniejsze rejsy?

    Mam ogromną liczbę żeglarskich wspomnień, ponieważ na wodzie jestem od najmłodszych lat. Najlepiej pamiętam jednak lata dzieciństwa. Właśnie do tamtej atmosfery chciałabym dzisiaj w pewnym stopniu wrócić.

    Żeglarstwo w Koninie naprawdę wtedy żyło. Kluby miały oczywiście inne zaplecze niż obecnie, ponieważ całe ośrodki wypoczynkowe należały do zakładów pracy. Plaża w Pątnowie była do dyspozycji Klubu Żeglarskiego KWB Konin, plaża w Gosławicach należała do Klubu Żeglarskiego Energetyk, a plaża w Mikorzynie była związana z Klubem Żeglarskim Bryza.

    To były złote czasy. Żeglarstwo było beztroskie, a kluby organizowały bardzo dużo spotkań integracyjnych i wyjątkowych wydarzeń. Po egzaminach odbywały się na przykład nocne parady dla nowych żeglarzy. Organizowano im symboliczne chrzty żeglarskie. Pojawiali się Neptun i Prozerpina, która przypływała na jachcie udekorowanym glonami. To obrazy, które bardzo dobrze pamiętam z dzieciństwa.

    Każde regaty, czyli wyścigi żaglówek na naszych jeziorach, kończyły się wspólnym ogniskiem i biesiadowaniem. Nigdy nie było to jednak zwykłe spotkanie. Zawsze pojawiało się coś dodatkowego. Mamy w Koninie również niezwykle bogatą historię bali żeglarskich. To także nie były zwyczajne potańcówki. Towarzyszył im cały rytuał przygotowywania tak zwanego grogu według specjalnego, oryginalnego przepisu wymyślonego przez żeglarzy. Organizowano też bale przebierane.

    W Koninie można było również posłuchać szant. Odbywały się koncerty w Oskardzie.

    Tak, organizowano koncerty Złotej Szekli w domu kultury Oskard. To wszystko tworzyło wyjątkowy żeglarski klimat. Są to momenty i obrazy, które bardzo dobrze pamiętam. Chciałabym, abyśmy mogli przynajmniej częściowo do nich wrócić. Oczywiście dzisiaj organizacja wszystkiego wiąże się z dużymi kosztami. Staramy się jednak z roku na rok, małymi krokami, ponownie rozbudzać żeglarskiego ducha.

    Chcecie więc nie tylko organizować rejsy i szkolenia, ale odbudować całą kulturę skupioną wokół żeglarstwa?

    Dokładnie. Kultura żeglarska jest czymś, co nas wyróżnia. Żeglarstwo od zawsze było obecne w Koninie i stanowi część historii miasta. To niezwykle bogata kultura – muzyczna, obyczajowa i historyczna. Jako polscy żeglarze mamy również wiele osiągnięć sportowych. Chcemy przypominać o tym dziedzictwie i przekazywać je następnym pokoleniom.

    „Co roku mówię, że na morze już nie wrócę”

    Uprawnienia jachtowego sternika morskiego, które zdobyła pani w ubiegłym roku, pozwalają już wypływać na szerokie wody?

    Tak. Jestem obecnie jachtową sterniczką morską i mogę pływać po morzach bez ograniczeń, które obowiązywały mnie wcześniej. Mając pierwszy stopień uprawnień, mogłam pływać jedynie w odległości do dwóch mil morskich. Teraz tego ograniczenia już nie mam. Od pewnego czasu pływam po morzach razem z kapitanem Maciejem Hetke. To właśnie on zaraził nas żeglarstwem morskim i wprowadził do oferty Klubu Żeglarskiego Energetyk morskie wyprawy.

    Każdego roku organizuje ciekawy wyjazd i jestem mu za to bardzo wdzięczna. Dzięki jego zaangażowaniu mogłam spróbować żeglowania po morzu. Dzisiaj mogę powiedzieć, że podoba mi się ono bardziej lub mniej, ponieważ cierpię na chorobę morską. Czasami mam z nią duży problem. Jest taka znana szanta, w której padają słowa, że "już na morze nie wrócę". Ja powtarzam je właściwie każdego roku. Po każdym rejsie mówię, że był to ostatni raz. Później mija kilka miesięcy i morze znowu zaczyna przyciągać. Pojawia się myśl, że może jeszcze w tym roku warto spróbować po raz kolejny.

    Jakie cechy charakteru powinien mieć dobry żeglarz?

    Przede wszystkim cierpliwość i wytrwałość. Dobrze żegluje się wtedy, kiedy jest odpowiednia pogoda i wiatr. W naszym środowisku mówi się, że nie ma złej pogody dla żeglarza. Czasami może być jednak pogoda trudniejsza.

    Paradoksalnie bardzo trudny jest moment, w którym wiatr nie wieje w ogóle. Stoimy wtedy na środku jeziora i musimy znaleźć sposób, żeby dotrzeć do portu. W takiej sytuacji cierpliwość jest kluczowa. Wytrwałość przydaje się z kolei podczas silnego wiatru, szczególnie kiedy dodatkowo pojawia się choroba morska. Trzeba być wtedy twardym, nie poddawać się i nie schodzić z pokładu z przekonaniem, że był to ostatni rejs w życiu.

    Jednym z ostatnich pani rejsów była wyprawa na Lofoty w Norwegii. Miała ona związek z jubileuszem Konińskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego?

    Rok 2026 jest dla nas rokiem obchodów 50-lecia Konińskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Założyliśmy, że jubileusz będzie opierał się na trzech głównych wydarzeniach.

    Pierwszym z nich był rejs żaglowcem. Zbieraliśmy uczestników ze wszystkich klubów należących do konińskiego okręgu. Ostatecznie pojechało siedemnaście osób. Żeglowaliśmy wspólnie od 27 czerwca do 4 lipca i zwiedzaliśmy piękną Norwegię. Podczas rejsu mieliśmy właściwie każdy rodzaj pogody. Zdarzały się momenty, w których wiało z siłą siedmiu lub ośmiu stopni w skali Beauforta. To już naprawdę bardzo silny wiatr. Były jednak również dni pełne słońca, kiedy morze zmieniało się w gładką taflę i nie pojawiał się nawet najmniejszy podmuch. Mogliśmy więc doświadczyć wszystkiego po trochu.

    Jakie wydarzenia jubileuszowe są jeszcze przed wami?

    Kolejna część obchodów odbędzie się we wrześniu. Na 19 września zaplanowaliśmy regaty o Puchar Prezydenta Miasta Konina. Tego samego dnia odbędzie się oficjalna gala. Chcemy podczas niej podziękować osobom, które przez wiele lat pracowały na rzecz Konińskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego i przyczyniły się do rozwoju konińskiego żeglarstwa. Zamierzamy uhonorować ludzi, którzy poświęcili tej działalności znaczną część swojego życia. Poza tym wracamy do tradycji organizowania bali żeglarskich. Jubileuszowy bal odbędzie się 21 listopada.

    Pierwsza kobieta za sterem związku

    Można powiedzieć, że po objęciu stanowiska wniosła pani do związku świeży i silny powiew. Jaką miał siłę w skali Beauforta?

    Na początku był to chyba trochę sztorm, ale mam nadzieję, że wszystko powoli się uspokaja. W pierwszym roku działalności rzeczywiście przewróciliśmy wiele rzeczy do góry nogami. W tym roku działamy już bardziej metodycznie, krok po kroku.

    Kalendarz wydarzeń został przygotowany od początku przez nowy zarząd. Ustalaliśmy go i konsultowaliśmy ze wszystkimi klubami, aby uniknąć nakładania się terminów. Zależało nam na tym, żeby już w styczniu wiedzieć, na czym będziemy się skupiać w poszczególnych miesiącach.

    Wprowadziliśmy również na konińskie jeziora nocną paradę jednostek udekorowanych światełkami. W ubiegłym roku odbyła się pierwsza próba. Chcieliśmy sprawdzić, czy mieszkańcom i żeglarzom spodoba się taka propozycja. Nie próbujemy konkurować z Jeziorem Powidzkim i organizatorami z Powidza, którzy przygotowują przepiękną paradę. Postanowiliśmy jednak spróbować stworzyć własne wydarzenie. Otrzymaliśmy bardzo pozytywny odzew, dlatego myślę, że parada na stałe wejdzie do naszego kalendarza. W przyszłym roku powinna być jeszcze większa i ciekawsza.

    Organizujemy także okręgowe rejsy do Kruszwicy. Wpisaliśmy je na stałe w termin Bożego Ciała. Te wyprawy mają integrować całe konińskie środowisko żeglarskie. To nie jest tak, że wcześniej nie było integracji. Ona zawsze istniała, ale najczęściej ograniczała się do pojedynczych klubów. Od ubiegłego roku staramy się to zmienić. Chcemy integrować wszystkich i tworzyć jedną dużą grupę konińskich żeglarzy.

    Mówi pani o żeglarstwie z ogromną pasją. Czy ta działalność nie zaczyna kolidować z życiem prywatnym?

    Na razie jeszcze nie, chociaż wymaga ode mnie bardzo dużo prywatnego czasu. W sezonie letnim niezwykle trudno jest mi zaplanować własny urlop, ponieważ właściwie żyję żeglarstwem. Jest mi o tyle łatwiej, że jest to moja pasja i coś, co naprawdę bardzo lubię. Staram się organizować pracę w taki sposób, aby działalność w związku nie wymagała całkowitego poświęcenia życia osobistego. Mam też wokół siebie ludzi, którzy bardzo chętnie współpracują, pomagają i przejmują część obowiązków. Dzięki temu możemy je rozsądnie rozdzielać.

    Czasami rzeczywiście pojawia się jednak trudny wybór: czy pójść na prywatne spotkanie, czy uczestniczyć w wydarzeniu żeglarskim. Na razie zawsze wygrywa wszystko, co jest związane z żeglarstwem. Mam nadzieję, że jeszcze długo tak pozostanie.

    Czy żeglarstwo jest obecne również w pani najbliższym otoczeniu, na przykład w mieszkaniu?

    Mam typowo żeglarską sypialnię. Żeglarstwo jest sportem, który uspokaja, relaksuje i wycisza. Szum wiatru i wody działa bardzo kojąco. Postanowiłam więc zastosować u siebie pewne zasady feng shui i urządzić sypialnię w typowo żeglarskim stylu. Mam odpowiednią kolorystykę i motywy nawiązujące do wody oraz żagli. Bardzo dobrze czuję się w tym pomieszczeniu i dobrze mi się w nim odpoczywa.

    Ma pani własną żaglówkę czy korzysta przede wszystkim ze sprzętu klubowego?

    Mam prywatną, a właściwie rodzinną żaglówkę. Kiedy zachodzi taka potrzeba, mogę również korzystać ze sprzętu należącego do klubu. Każdy klub posiada jednostki przeznaczone dla swoich członków. Jako członkini Klubu Żeglarskiego Energetyk także mam taką możliwość. Ze względu na ogromne zaangażowanie taty nasza rodzina ma jednak własny sprzęt, z którego możemy korzystać na co dzień.

    Mieszkanie nad Jeziorem Pątnowskim sprawiło, że w pewnym sensie została pani skazana na kontakt z wodą?

    Trochę tak. Na pewno ułatwiło mi to wejście w świat żeglarstwa. Dzisiaj absolutnie tego nie żałuję. Bardzo się cieszę, że miałam taką możliwość. Żeglarstwo często kojarzy się z czymś ekskluzywnym i drogim, wymagającym ogromnych nakładów finansowych. Jest to jednak stereotyp, który nie do końca odpowiada rzeczywistości. Kiedy zostajemy członkami klubu i opłacamy roczną składkę, możemy korzystać z należącego do niego sprzętu. Nie trzeba od razu kupować własnego jachtu ani ponosić ogromnych wydatków.

    Składki klubowe również nie są bardzo wysokie. Gdy przeliczymy je na cały rok, okazuje się, że odpowiadają mniej więcej kosztowi karnetu na siłownię. Żeglarstwo może być więc dostępne dla znacznie większej liczby osób, niż powszechnie się wydaje.

    Marzenia prowadzą na Daleki Wschód

    Jakie żeglarskie marzenia chciałaby pani jeszcze spełnić?

    Część swoich marzeń już spełniłam. Nadal chciałabym jednak poznać rejony Dalekiego Wschodu. Marzy mi się pływanie w okolicach Egiptu, a może również Australii i po tamtejszych morzach. Jeszcze nigdy tam nie byłam.

    Które marzenia udało się już zrealizować?

    Zrealizowałam marzenie o Skandynawii. Zawsze chciałam dopłynąć do Norwegii i udało mi się to już dwa razy. Pierwszy raz wiele lat temu wyruszyliśmy z Niemiec. Płynęliśmy przez Szwecję, Norwegię i Danię, a następnie wróciliśmy do Niemiec. Wtedy po raz pierwszy spełniłam swoje marzenie o zobaczeniu Norwegii od strony morza. Zawsze chciałam również zobaczyć Lofoty. To marzenie udało mi się spełnić w tym roku. Marzyłam także o żeglowaniu w okolicach Sardynii, Korsyki i Sycylii. Te miejsca również już odwiedziłam. Wygląda więc na to, że muszę poszukać sobie kolejnych marzeń.

    Dziękuję za rozmowę. Życzę dobrego kierowania związkiem, zrozumienia wśród klubowiczów oraz realizacji kolejnych żeglarskich planów. 

    Zdjęcia z Archiwum Prywatnego 


    Źródło: LM.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era