
Pięcioletni Maurycy wybrał się z przedszkolną grupą na poznańską pocztę. Spacer brutalnie przerwał 71-letni Zbysław C., który bez żadnego racjonalnego powodu wbił nóż w klatkę piersiową dziecka. Maluch zmarł mimo heroicznej akcji ratunkowej. Ta wstrząsająca historia sparaliżowała całą Polskę, a sprawca ostatecznie nie poniósł odpowiedzialności karnej.
Spis treści
18 października 2023 roku poznański Łazarz zamarł w przerażeniu po niewyobrażalnym ataku na bezbronne dziecko. Pięcioletni Maurycy zupełnie nie znał człowieka, który tego dnia postanowił odebrać mu życie na oczach przerażonych rówieśników i przechodniów. Około godziny 10:00 maluchy w towarzystwie przedszkolnych wychowawczyń zbliżały się do skrzyżowania ulic Karwowskiego i Łukaszewicza. Placówka zorganizowała wyjście na pobliską pocztę w ramach celebrowania Światowego Dnia Poczty, który przypadał na kilka dni przed tą tragedią. Dzieci niosły ze sobą własnoręcznie przygotowane pocztówki. Wtedy do spacerującej grupy niespodziewanie podbiegł starszy człowiek. Błyskawicznie wyciągnął ostre narzędzie i z impetem uderzył chłopca w klatkę piersiową. Naoczni świadkowie zeznali, że sprawca krzyczał w tym momencie słowa: „ave Putin”.
Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Tak, są odpowiednie
Nie, są zbyt łagodne
Nie, są za wysokie
Trudno powiedzieć
Przeraźliwy wrzask przedszkolanek i małych dzieci natychmiast zaalarmował okolicę. Hałas usłyszała przebywająca na urlopie funkcjonariuszka policji, która bez chwili wahania wkroczyła do akcji. Kobieta zaczęła rozmawiać z agresywnym nożownikiem, próbując skupić na sobie jego uwagę. Odwrócenie wzroku napastnika wykorzystał pan Grzegorz Konopczyński. Mężczyzna pracował tego dnia jako brygadzista przy wywozie miejskich śmieci i odegrał kluczową rolę w ujęciu bezlitosnego sprawcy.
Zarówno pracownik służb komunalnych, jak i policjantka poza służbą wykazali się ogromnym heroizmem, który zapobiegł dalszemu rozlewowi krwi. Pan Grzegorz wykonywał rutynowe obowiązki w śmieciarce. Miał akurat opuszczoną szybę, przez którą usłyszał dochodzący z ulicy rozdzierający płacz. Błyskawicznie zapytał gapiów o powód zamieszania, a po usłyszeniu relacji o zaatakowanym dziecku podjął niezwykle zdecydowane kroki ratunkowe.
Pracownik fizyczny wyskoczył z szoferki i ruszył w pościg za oddalającym się 71-latkiem. Zszedł go ostrożnie od tyłu, wykorzystując krótki moment, gdy agresor dyskutował z policjantką. Pan Grzegorz kopnął napastnika w łydkę, a następnie wymierzył mu silny cios w okolice żeber. Zbysław C. stracił równowagę, runął na chodnik i wypuścił z dłoni narzędzie zbrodni. Funkcjonariuszka natychmiast przygniotła emeryta do ziemi swoim ciałem. Chociaż brygadzista zachował zimną krew, przed telewizyjnymi kamerami przyznał ze łzami w oczach, że zupełnie nie uważa się za wielkiego bohatera. Widok walczącego o życie pięciolatka wyrył mu się w pamięci najpewniej do końca życia.
Rozpacz towarzyszyła również personelowi medycznemu ratującemu zaatakowanego chłopca. Kierownik Kliniki Chirurgii, Traumatologii i Urologii Dziecięcej w poznańskim Szpitalu Klinicznym, profesor Przemysław Mańkowski, z trudem dobierał słowa. Doświadczony medyk wyznał dziennikarzom, że „aniołowie próbowali ze szponów śmierci wyrwać to małe dziecko”, ale potężne rany odebrały im wszelkie szanse. „To jest mały chłopczyk, który ma bardzo mało krwi i tak duży uraz, który uszkodził główne naczynia, spowodował, że medycyna była bezsilna” – tłumaczył łamiącym się głosem lekarz. Życie Maurycego zgasło w trakcie trwania zabiegu na bloku operacyjnym.
Wielu zastanawiało się, co popchnęło emeryta do tak makabrycznego czynu. Zbysław C. uchodził wśród lokalnej społeczności za niezwykle opanowanego starszego pana. Mężczyzna zamieszkiwał zadbaną łazarską kamienicę i unikał bliższych relacji z sąsiadami, choć ci znali się między sobą doskonale od wielu lat. Atak na niewinnego przedszkolaka rozegrał się dosłownie kilkadziesiąt metrów od miejsca zamieszkania poznańskiego sprawcy.
Tragicznego poranka senior wykazywał mocno nietypowe dla siebie zachowanie. Jeden z okolicznych lokatorów przekazał dziennikarce "Super Expressu", Ewie Ruszkiewicz, że 71-latek wyjątkowo zaczepiał przechodniów. Po chwili udał się pod pobliski sklep spożywczy, gdzie na papierosa wyszła młoda sprzedawczyni. Pani Natalia doskonale kojarzyła z widzenia miejscowego emeryta. Mężczyzna zbliżył się do ekspedientki i oświadczył, że nie zginie od palenia, bo to on przyjdzie ją zabić. Kobieta całkowicie zbagatelizowała ten mroczny komunikat. Zrelacjonowała naszej reporterce, że w codziennym handlu nasłuchała się już wielu dziwnych tekstów od klientów. Odpowiedziała mu krótko: „to przyjdź”, po czym wróciła za ladę, traktując całą sytuację jako ponury żart. Zbysław C. nie ruszył za nią do środka. Zamiast tego przeszedł przez przejście dla pieszych w stronę swojej kamienicy. Pod drzwiami budynku zauważył zmierzające na pocztę maluchy, wyciągnął wyniesiony z domu nóż kuchenny i bezlitośnie ugodził pięciolatka.
Mieszkańcy Łazarza wspominali później, że agresywny senior krzyczał też coś o podłożeniu groźnej bomby. Pracująca w sklepie pani Natalia długo obwiniała się o brak początkowej reakcji, ale po prostu nie zakładała tragicznego finału. Od momentu ostrej potyczki słownej z ekspedientką do ataku na małego poznaniaka upłynęły zaledwie trzy minuty. Sprzedawczyni chwyciła za telefon i wykręciła numer dzielnicowego w ułamku sekundy po tym, gdy z ulicy dobiegły ją przeraźliwe wrzaski.
Po schwytaniu starszego mężczyzny kryminalni intensywnie próbowali ustalić motyw wstrząsającej zbrodni. Policjanci błyskawicznie sprawdzili kartoteki i odkryli, że zatrzymany nigdy wcześniej nie figurował w policyjnych systemach. Nie miał też jakichkolwiek relacji z małą ofiarą. Lokatorzy kamienicy w rozmowach z dziennikarzami stanowczo zaprzeczali, by ich sąsiad nadużywał kiedykolwiek alkoholu czy przejawiał ukryte skłonności agresywne.
Początkowo zły stan zdrowia podejrzanego uniemożliwiał prokuraturze przeprowadzenie standardowego przesłuchania zatrzymanego. Obowiązujący kodeks karny pozwala na szczęście na zaoczne sformułowanie i ogłoszenie takich zarzutów. 71-letniemu poznaniakowi oficjalnie zarzucono dokonanie brutalnego zabójstwa poprzez zadanie nożem ciosu skutkującego śmiercią dziecka. Wymiar sprawiedliwości zadecydował o natychmiastowym aresztowaniu. Sprawca został objęty pełną izolacją na specjalistycznym oddziale szpitalnym na terenie aresztu śledczego.
Prokurator Łukasz Wawrzyniak, reprezentujący Prokuraturę Okręgową w Poznaniu, poinformował wprost, że aresztowany nożownik miał bogatą historię specjalistycznego leczenia neurologicznego. Dziennikarze "Super Expressu" dotarli ponadto do nieoficjalnych informacji, z których wynikało, że prawdziwym powodem problemów medycznych był guz mózgu. Biegli eksperci otrzymali zadanie oceny, czy poważna choroba wywołała u pacjenta nagły epizod i niekontrolowaną agresję, a w konsekwencji, czy w świetle prawa należy uznać go za osobę trwale niepoczytalną.
Poznański magistrat we współpracy z lokalnymi służbami natychmiast zorganizował darmowe wsparcie psychologiczne dla rodziców zamordowanego malucha oraz całej przerażonej społeczności z przedszkola. Tragedia wywołała istne poruszenie w każdym zakątku kraju. Tłumy wstrząśniętych obywateli z różnych miast Polski gromadziły się na poznańskim Łazarzu, pozostawiając na chodniku zapalone znicze, kolorowe maskotki i pluszowe misie. Niewyobrażalne cierpienie rodziny zmarłego chłopca łamało serca każdemu przechodniowi.
„To nie do pomyślenia: zostawiasz dziecko w przedszkolu, idziesz do pracy czy załatwiać jakieś sprawy. Myślisz o tym, co będziecie razem robić, gdy wrócisz do domu. Cieszysz się na ten czas. I nagle dostajesz telefon, że coś się stało. A potem okazuje się, że już nigdy dziecka z tego przedszkola nie odbierzesz. Ani nigdy więcej go do niego nie zaprowadzisz. Nie pobawisz się z nim, nie porozmawiasz. To się nie mieści w głowie” – komentowali podłamani i zdruzgotani ludzie zgromadzeni na poznańskiej ulicy.
W tej mrocznej sprawie najbardziej uderzał całkowity brak kontroli nad niesprawiedliwym losem. Zupełnie żaden zatroskany rodzic nie mógłby odpowiednio wcześnie przewidzieć tak abstrakcyjnego zagrożenia. Absolutna niemożność obrony przed tak nagłym i irracjonalnym aktem terroru jedynie potęgowała ogólnonarodową żałobę.
Finał głośnego śledztwa okazał się wyjątkowo gorzki dla społeczeństwa, ponieważ wezwani biegli psychiatrzy wydali bezwzględnie jednoznaczną opinię o niepoczytalności Zbysława C. Medyczni specjaliści ocenili surowo, że borykający się z licznymi schorzeniami neurologicznymi mężczyzna wciąż stwarza potężne zagrożenie dla otoczenia i bez opieki mógłby po raz kolejny zaatakować na wolności. Sąd poznański zapoznał się z aktami i na mocy niepodważalnych dowodów medycznych musiał umieścić starszego zbrodniarza w trwale zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, kończąc ten tragiczny rozdział w historii polskiej kryminalistyki.
Gabrysia chciała od niego uciec, ale nie zdążyła. Dominik jej nie pozwolił | Pokój ZBRODNI
Źródło: Radio ESKA Poznań