Dziesiąta noc z rzędu przyniosła kolejne amerykańskie uderzenia na cele w Iranie. Operacja trwała pięć godzin, a na liście zaatakowanych obiektów znalazły się między innymi centra dowodzenia, bazy rakietowe oraz elementy systemu obrony powietrznej. W tym samym czasie napięcie wokół cieśniny Ormuz ponownie gwałtownie wzrosło, a Departament Stanu USA wystosował szerokie ostrzeżenie do Amerykanów przebywających poza granicami kraju.
Jak poinformowało Dowództwo Centralne USA (CENTCOM), najnowsza seria nalotów zakończyła się w poniedziałek o godz. 21 czasu wschodnioamerykańskiego, czyli o godz. 3 nad ranem we wtorek czasu polskiego. Była to już dziesiąta kolejna noc amerykańskich działań przeciwko Iranowi.
Pięć godzin uderzeń. USA wskazują cele
Według informacji przekazanych przez CENTCOM amerykańskie siły atakowały obiekty o znaczeniu militarnym. Uderzenia miały być wymierzone między innymi w irańskie centra dowodzenia, bazy rakietowe oraz systemy obrony powietrznej.
Sytuacja pozostaje jednak wyjątkowo napięta nie tylko na lądzie i w powietrzu. We wtorek rano Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował o eksplozjach w rejonie cieśniny Ormuz. Według strony irańskiej dwa tankowce, które próbowały przepłynąć przez ten strategiczny szlak, stanęły w ogniu.
Teheran przekonuje jednocześnie, że cieśnina pozostanie zamknięta tak długo, jak długo będą trwały działania Stanów Zjednoczonych w regionie. Zupełnie inny obraz sytuacji przedstawiają Amerykanie. CENTCOM zapewnia, że ruch statków handlowych przez Ormuz nadal się odbywa.
Amerykańskie dowództwo podało, że od początku maja jego siły pomogły w bezpiecznym tranzycie około 900 jednostkom handlowym. W tym czasie przez ten obszar miało zostać przetransportowanych około 450 mln baryłek ropy naftowej.
USA zapowiadają przy tym dalszą ochronę żeglugi i ostrzegają Iran przed kolejnymi działaniami wymierzonymi w cywilnych marynarzy. Amerykańskie wojsko deklaruje, że pozostaje w pełnej gotowości do reakcji.
Departament Stanu ostrzega Amerykanów. „Możliwa nieprzewidziana eskalacja”
Rosnące napięcie skłoniło Departament Stanu do wydania w poniedziałek wieczorem ostrzeżenia skierowanego do obywateli USA. Amerykańskie władze zwracają uwagę, że sytuacja bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest obecnie wyjątkowo niestabilna, a dalszy rozwój wydarzeń może być trudny do przewidzenia.
Amerykanie przebywający w regionie zostali wezwani do zachowania szczególnej ostrożności i zwiększonej czujności. Powinni również liczyć się z możliwością odwoływania lotów, czasowego zamykania przestrzeni powietrznej oraz innych poważnych utrudnień w podróżowaniu.
Ostrzeżenie ma jednak szerszy charakter. Departament Stanu przypomniał, że celem ataków stawały się już amerykańskie placówki dyplomatyczne, również te znajdujące się poza Bliskim Wschodem. Waszyngton nie wyklucza, że Iran lub powiązane z nim ugrupowania mogą próbować uderzać w kolejne amerykańskie interesy, obiekty związane z USA albo samych obywateli Stanów Zjednoczonych w różnych częściach świata.
Trump grozi Teheranowi. Rozejm pozostał tylko na papierze
Konflikt zaostrza również coraz ostrzejsza retoryka płynąca z Waszyngtonu. Prezydent USA Donald Trump zagroził w poniedziałek, że śmierć każdego kolejnego amerykańskiego żołnierza spotka się z odpowiedzią, której konsekwencje dla Iranu będą wielokrotnie poważniejsze.
W weekend na Bliskim Wschodzie zginęło co najmniej trzech amerykańskich wojskowych. Tymczasem obecna wymiana uderzeń między Stanami Zjednoczonymi a Iranem trwa już dziesięć dni, mimo że jeszcze w połowie czerwca obie strony ogłosiły zawarcie rozejmu.
Porozumienie szybko okazało się niezwykle kruche. Jednym z głównych problemów stały się niejednoznaczne zapisy, które Waszyngton i Teheran interpretują w zupełnie inny sposób. Szczególne znaczenie ma kwestia cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych szlaków energetycznych świata.
Przed rozpoczęciem wojny przez ten wąski morski korytarz transportowano około 20 proc. światowego eksportu ropy i gazu. Dziś cieśnina stała się nie tylko areną militarnej konfrontacji, ale również jednym z najważniejszych punktów nacisku w konflikcie. Każda kolejna eksplozja i każda groźba jej zamknięcia mogą mieć konsekwencje daleko wykraczające poza Bliski Wschód.
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)