RAK
    Róg zadrżał od mocy. Znamy wyniki

    Róg zadrżał od mocy. Znamy wyniki

    1307 odsłon
    Warmińsko-mazurskie

    To był prawdziwy festiwal koni mechanicznych, ryczących silników i ogromnych emocji. W sobotę Róg stał się stolicą polskiego tractor pullingu. Tysiące kibiców, tumany kurzu, zapach spalin i rywalizacja do ostatnich metrów – niewielka miejscowość w gminie Janowo przeżyła prawdziwe oblężenie. Do Rogu

    +98

    104

    To był prawdziwy festiwal koni mechanicznych, ryczących silników i ogromnych emocji. W sobotę Róg stał się stolicą polskiego tractor pullingu. Tysiące kibiców, tumany kurzu, zapach spalin i rywalizacja do ostatnich metrów – niewielka miejscowość w gminie Janowo przeżyła prawdziwe oblężenie.

    Do Rogu od rana ciągnęły samochody. Parkingi szybko się zapełniały, kolejni kibice wciąż dojeżdżali. Wokół dwóch przygotowanych torów zebrały się tłumy. Kiedy na starcie pojawiały się kolejne maszyny, rozmowy milkły. Zostawał ryk silnika i pytanie: jak daleko zajedzie? Tractor pulling z pozoru wydaje się prosty. Zadaniem zawodnika jest przeciągnięcie specjalnej platformy obciążeniowej, nazywanej sledem, na jak najdłuższym dystansie. Wraz z kolejnymi metrami opór rośnie. Jeśli maszyna pokona cały tor, zalicza tzw. full pull. W praktyce sama liczba koni mechanicznych nie wystarczy. — Moc bez trakcji tutaj się nie liczy — celnie podsumował konferansjer zawodów. I było to widać podczas kolejnych przejazdów. Niektóre potężne ciągniki kończyły rywalizację przed metą. Inne wykonywały efektowne full pulle, nagradzane głośnymi brawami publiczności.

    Zaczęło się od jednego silnika Za wydarzeniem stoi Robert Sawicki z powiatu nidzickiego – rolnik i pasjonat potężnych maszyn. Jego przygoda z tractor pullingiem zaczęła się właściwie przypadkiem. Sprzedawał używane części do samobieżnych sieczkarni do kukurydzy. Jeden z silników trafił do Holandii, do zawodnika startującego w tractor pullingu. Robert Sawicki pojechał zobaczyć zawody na własne oczy. Tam odkrył, że silniki, które znał z maszyn rolniczych, napędzają niezwykłe konstrukcje budowane specjalnie do rywalizacji na torze. — Kiedy pierwszy raz wsiadłem do pullera z silnikiem kupionym ode mnie, to był ciągnik mający około dwóch tysięcy koni mechanicznych. Wtedy sam o takim zamarzyłem — wspominał Robert Sawicki. Po powrocie do Polski zaczął budować własną maszynę. Samodzielnie, z części sprowadzanych z zagranicy i tego, co miał na podwórku. Z czasem prywatna pasja przerodziła się w pomysł na wydarzenie. Rozmowa z wójtem gminy Janowo Mateuszem Jaroszewskim dała początek zawodom w Rogu.

    Z małej miejscowości na mapę polskiego motorsportu Pierwsza edycja przyciągnęła około 40 ciągników. Tegoroczna lista startowa zamknęła się już po miesiącu od rozpoczęcia zapisów. Do Rogu przyjechało 50 uczestników, rywalizacja odbywała się na dwóch torach. — Widać, że ludzie złapali bakcyla. Coraz więcej osób buduje własne pullery i chce spróbować swoich sił — mówi Robert Sawicki. W sobotę było widać jeszcze jedno: bakcyla złapali również kibice. Wokół areny ustawiły się tysiące ludzi. Jedni przyjechali z ciekawości, inni doskonale znali zawodników i maszyny. Były rodziny z dziećmi, rolnicy, mechanicy i miłośnicy motorsportu. Robert Sawicki nie ukrywa, że ma kolejne plany. Chce, aby w przyszłości do Rogu przyjechały również zespoły zagraniczne. Jest w kontakcie z federacją holenderską, która wspiera organizatorów w kwestiach związanych z budową i organizacją zawodów.

    Obserwuj nas na Google News

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era