
W Prawie i Sprawiedliwości trwa polityczna próba sił, której finał może zdecydować nie tylko o przyszłości Mateusza Morawieckiego w partii, ale również o układzie sił w obecnym Sejmie. Były premier i skupieni wokół niego politycy nie zamierzają podporządkować się ultimatum władz PiS w sprawie działa
Spis treści
W Prawie i Sprawiedliwości trwa polityczna próba sił, której finał może zdecydować nie tylko o przyszłości Mateusza Morawieckiego w partii, ale również o układzie sił w obecnym Sejmie. Były premier i skupieni wokół niego politycy nie zamierzają podporządkować się ultimatum władz PiS w sprawie działalności w stowarzyszeniach. Jednocześnie przekonują, że ich celem nie jest rozłam, lecz zmiana sposobu, w jaki partia chce odzyskać władzę.
Najbardziej widocznym sygnałem buntu stał się list otwarty skierowany do Jarosława Kaczyńskiego. Pod dokumentem podpisało się około 45 parlamentarzystów i europosłów związanych z PiS. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. Mateusz Morawiecki, Mirosława Stachowiak-Różecka, Marcin Horała, Szymon Szynkowski vel Sęk, Piotr Müller i Daniel Obajtek.
Sama liczba nazwisk ma znaczenie. Pokazuje bowiem, że środowisko byłego premiera — mimo nacisków płynących z partyjnej centrali — pozostaje stosunkowo liczne i przynajmniej na razie nie zamierza się rozproszyć.
– Nie chcemy wychodzić, ale nie zamierzamy się cofać – mówi jeden z bliskich współpracowników Morawieckiego.
Inny polityk związany z byłym premierem zwraca uwagę, że podpisy pod listem są najlepszym dowodem na ograniczoną skuteczność presji ze strony władz partii.
– Jest ich ponad 40, wśród posłów, senatorów i europosłów. To pokazuje, że naciski nie przyniosły oczekiwanego rezultatu – przekonuje.
List do Kaczyńskiego. Deklaracja lojalności czy polityczne ostrzeżenie?
Dokument opublikowany przez Piotra Müllera został napisany w pojednawczym tonie. Jego autorzy podkreślają, że nie dążą do rozbicia PiS, a różnice zdań nie powinny prowadzić do politycznej wojny wewnątrz ugrupowania.
„Podziały nas osłabiają, a jedność – nawet przy różnicy zdań co do dróg – pozostaje warunkiem trwałego zwycięstwa i odpowiedzialności za państwo. Dlatego pragniemy jasno zadeklarować: naszym celem jest jedność Prawa i Sprawiedliwości” – napisali sygnatariusze.
Za deklaracją jedności kryje się jednak wyraźna krytyka obecnej strategii partii. Ludzie Morawieckiego sugerują, że samo zwarcie szeregów nie wystarczy, aby PiS wróciło do władzy. Ich zdaniem ugrupowanie musi ponownie otworzyć się na wyborców, którzy w ostatnich latach odwrócili się od partii.
„Sama jedność nie wystarczy – równie ważne jest ponowne dotarcie do tych grup, które w ostatnich latach od nas odeszły, i odzyskanie ich zaufania” – czytamy w liście.
W praktyce jest to więc nie tylko apel o zachowanie partyjnej wspólnoty. To również próba zakwestionowania kursu obranego przez kierownictwo PiS i przedstawienia alternatywnej drogi do odzyskania władzy.
Konflikt zaostrzył się po decyzji prezydium komitetu politycznego PiS. Członkowie partii zaangażowani w działalność stowarzyszeń otrzymali ultimatum: mają z nich wystąpić albo liczyć się z konsekwencjami, włącznie z usunięciem z ugrupowania. Szczególne emocje budzi stowarzyszenie Rozwój Plus, skupiające polityków związanych z Morawieckim.
Część jego członków jest zapraszana na rozmowy z szefem klubu parlamentarnego PiS Mariuszem Błaszczakiem. Według rozmówców związanych z frakcją byłego premiera spotkania odbywają się jednak w spokojnej atmosferze. Przynajmniej oficjalnie nie ma mowy o kapitulacji.
Do środy zainteresowani mają złożyć oświadczenia potwierdzające rezygnację z członkostwa w stowarzyszeniach. Dla części polityków sam obowiązek podpisania takiego dokumentu jest kolejnym elementem presji.
– Nie rezygnujemy ani ze stowarzyszenia, ani z planowanej imprezy. Całe zamieszanie przyniosło nam właściwie tylko większy rozgłos – mówi jeden z polityków związanych z Morawieckim.
W jego środowisku odpowiedzialnością za eskalację konfliktu obarczana jest grupa polityków określanych mianem „maślarzy”. Zwolennicy byłego premiera uważają, że to właśnie oni mieli przedstawić działalność stowarzyszenia Jarosławowi Kaczyńskiemu jako zagrożenie dla partii i od dłuższego czasu dążyć do politycznego usunięcia Morawieckiego oraz jego ludzi.
Po drugiej stronie barykady nastroje są równie bojowe. Politycy niechętni byłemu premierowi przekonują, że jego ambicji nie da się już pogodzić z obecnym układem sił w PiS.
– To tylko kwestia tego, czy odejdzie sam, czy zostanie wyrzucony. Ten konflikt trzeba w końcu rozstrzygnąć – mówi jeden z przedstawicieli tej frakcji.
Czterdziestu posłów to już siła. Czy Morawiecki stworzy własny klub?
W tle coraz ostrzejszego sporu pojawia się pytanie, które jeszcze niedawno mogło brzmieć jak czysta polityczna spekulacja: co stanie się, jeśli konfliktu nie uda się wygasić?
Liczba parlamentarzystów związanych ze środowiskiem Morawieckiego sprawia, że scenariusza rozłamu nie można całkowicie ignorować. Gdyby znaczna część sygnatariuszy listu zdecydowała się opuścić klub PiS, w Sejmie mogłaby powstać nowa, znacząca formacja parlamentarna.
Ludzie byłego premiera podkreślają jednak, że nie jest to dziś scenariusz podstawowy. Przynajmniej na tym etapie chcą pozostać w partii i przekonać Jarosława Kaczyńskiego, że działalność stowarzyszenia nie stanowi zagrożenia dla PiS.
Jednocześnie przygotowują się na różne warianty rozwoju sytuacji.
Po stronie przeciwników Morawieckiego pojawia się z kolei argument, że konflikt należy rozstrzygnąć jeszcze przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. Według tej logiki dopuszczenie byłego premiera i jego najbliższych współpracowników do startu z list PiS mogłoby jedynie odsunąć problem w czasie. Jeśli Morawiecki po wyborach zdecydowałby się na polityczną samodzielność, partia znalazłaby się w znacznie trudniejszej sytuacji.
– Prezes mówił kiedyś, że opozycja to najlepszy moment na robienie porządków, bo koszty są wtedy znacznie mniejsze niż w czasie sprawowania władzy – przypomina polityk związany z Nowogrodzką.
Zwolennicy Morawieckiego widzą tę sytuację inaczej. Ich zdaniem próba wypchnięcia byłego premiera z partii może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Jeśli grupa pozostanie zwarta, może dysponować realną siłą parlamentarną i politycznym zapleczem pozwalającym na budowę własnego projektu.
Na razie jednak strategią ma być spokój. Środowisko byłego premiera przygotowuje argumenty na rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim, w tym analizy prawne dotyczące działalności stowarzyszenia. To właśnie potencjalne zagrożenie dla finansów PiS miało być jednym z najważniejszych powodów, dla których prezes partii zdecydował się postawić sprawę tak ostro.
I tutaj pojawia się kolejny problem: prawnicy oraz członkowie Państwowej Komisji Wyborczej niekoniecznie podzielają te obawy.
Czy stowarzyszenie rzeczywiście może zagrozić finansom PiS?
Argument dotyczący możliwych konsekwencji finansowych ma duże znaczenie dla całego sporu. PiS ma za sobą poważne problemy związane z rozliczeniami wyborczymi, dlatego każda konstrukcja mogąca wzbudzić kolejne wątpliwości Państwowej Komisji Wyborczej siłą rzeczy wywołuje na Nowogrodzkiej nerwowość.
Z wypowiedzi członków PKW wynika jednak, że samo równoczesne członkostwo w partii politycznej i stowarzyszeniu nie oznacza naruszenia prawa.
– Jakakolwiek działalność stowarzyszenia jest poza kodeksem wyborczym i ustawą o partiach politycznych. Stowarzyszenie Morawieckiego jest takie samo jak tysiące innych. To, że ludzie są jednocześnie w stowarzyszeniu i partii, nie jest zabronione – wskazuje Ryszard Kalisz, członek PKW.
Jak tłumaczy, znaczenie mogłyby mieć dopiero konkretne przepływy finansowe pomiędzy partią a stowarzyszeniem. Sam fakt personalnego powiązania obu środowisk nie wystarcza, aby mówić o zagrożeniu dla partyjnej subwencji.
Podobną ocenę przedstawia inny członek PKW, który chce zachować anonimowość. Według niego problem mógłby powstać dopiero w bardzo konkretnej sytuacji – na przykład wtedy, gdy stowarzyszenie finansowałoby w okresie kampanii wydarzenia będące w praktyce agitacją na rzecz jednej partii.
Granica nie zawsze byłaby jednak oczywista. Inaczej należałoby ocenić wydarzenie organizowane wyłącznie dla polityków jednego ugrupowania, a inaczej otwartą imprezę z udziałem przedstawicieli różnych środowisk.
– Sam fakt istnienia stowarzyszenia, nawet personalnie powiązanego z partią, jeszcze o niczym nie przesądza. Według mnie argument dotyczący PKW został tutaj wykorzystany przede wszystkim jako straszak – ocenia rozmówca.
To właśnie ten punkt może okazać się jednym z kluczowych podczas dalszych rozmów wewnątrz PiS. Zwolennicy Morawieckiego chcą wykazać, że zamiast likwidacji stowarzyszenia ewentualne ryzyka można ograniczyć poprzez odpowiednie rozwiązania prawne, choćby zmianę jego statutu lub jasne rozdzielenie działalności organizacji od aktywności partyjnej i wyborczej.
Polityczny problem pozostaje jednak znacznie większy niż spór o przepisy.
List podpisany przez kilkudziesięciu polityków miał być deklaracją jedności, ale równie dobrze może zostać odczytany jako demonstracja siły. Morawiecki pokazuje, że ma wokół siebie grupę ludzi gotowych przeciwstawić się decyzji partyjnej centrali. Nowogrodzka z kolei musi zdecydować, czy rzeczywiście chce sprawdzić ich determinację.
Najbliższe dni pokażą więc, czy list stanie się początkiem kompromisu, czy ostatnią próbą zatrzymania konfliktu, który zaszedł już zbyt daleko. Bo jeśli żadna ze stron nie ustąpi, pytanie może przestać brzmieć, czy w PiS dojdzie do rozłamu.
Wtedy pozostanie już tylko pytanie: jak duży on będzie?
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)