
Napięcie na Bliskim Wschodzie gwałtownie rośnie. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował o atakach na cele związane z obecnością wojsk USA w regionie, w tym instalacje radarowe i bazę lotniczą. Teheran twierdzi, że odpowiedział w ten sposób na działania amerykańskich sił, które wcześniej przeprowadziły kolejną falę uderzeń na Iran.
Noc z poniedziałku na wtorek przyniosła kolejną odsłonę konfrontacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przekazał, że przeprowadził ataki na obiekty wojskowe w kilku państwach regionu, w których stacjonują amerykańskie siły.
Według komunikatów IRGC celem miały być m.in. instalacje radarowe kontroli przestrzeni powietrznej należące do amerykańskiej V Floty w Bahrajnie oraz baza lotnicza USA w Jordanii. Irańczycy poinformowali również o uderzeniach w magazyny uzbrojenia, centrum łączności satelitarnej oraz miejsca zakwaterowania amerykańskich żołnierzy w Bahrajnie.
Jordańskie siły zbrojne potwierdziły, że w ich przestrzeń powietrzną wleciały rakiety wystrzelone z terytorium Iranu. Według informacji przekazanych przez agencję Petra, obrona powietrzna Jordanii przechwyciła i zniszczyła cztery pociski. Władze podkreśliły, że atak nie spowodował ofiar ani strat materialnych.
Teheran ostrzega i apeluje do sąsiadów
Po ataku irańskie władze zwróciły się do Jordanii z apelem o usunięcie amerykańskich baz wojskowych ze swojego terytorium. W komunikacie cytowanym przez półoficjalną agencję Fars Iran przekonywał, że nie jest wrogi wobec narodu jordańskiego, ale sprzeciwia się obecności wojsk USA w regionie.
Jednocześnie Teheran nadal eskaluje działania wokół strategicznej cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych szlaków transportu energii na świecie. Przez ten akwen przed rozpoczęciem obecnego konfliktu przepływało około 20 proc. światowego eksportu ropy naftowej i gazu skroplonego.
USA odpowiadają kolejnymi uderzeniami
Stany Zjednoczone poinformowały wcześniej o zakończeniu wielogodzinnej operacji przeciwko celom w Iranie. Amerykańskie Dowództwo Centralne (CENTCOM) podało, że zaatakowano m.in. systemy obrony wybrzeża, stanowiska rakietowe oraz infrastrukturę wykorzystywaną do operowania dronami.
Według USA działania te mają ograniczyć zdolności Iranu do atakowania cywilów oraz statków handlowych przemieszczających się przez cieśninę Ormuz.
Prezydent Donald Trump zapowiedział również wznowienie blokady irańskich portów i stwierdził, że Stany Zjednoczone będą pełnić rolę „strażnika Ormuzu”. Zapowiedział przy tym możliwość pobierania opłat od statków korzystających z tego szlaku, argumentując to koniecznością pokrycia kosztów bezpieczeństwa.
Walka o kontrolę nad cieśniną Ormuz
Iran od dłuższego czasu domaga się większej kontroli nad ruchem morskim w regionie. W ostatnich dniach IRGC poinformował także o zaatakowaniu dwóch tankowców, które – według irańskich władz – miały ignorować ostrzeżenia dotyczące trasy przepływu.
Z kolei Zjednoczone Emiraty Arabskie oskarżyły Iran o przeprowadzenie ataku na dwa statki na wodach Omanu. Według władz ZEA w zdarzeniu zginął jeden członek załogi, a kilku kolejnych zostało rannych.
Seria wzajemnych ataków zwiększa ryzyko dalszej destabilizacji Bliskiego Wschodu. Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów zapalnych, a każdy incydent w tym rejonie może mieć konsekwencje dla światowych rynków energii i bezpieczeństwa międzynarodowego.
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)