Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem ponownie wszedł w fazę otwartej eskalacji. Waszyngton przeprowadził kolejną serię ataków na cele wojskowe w Iranie, argumentując, że działania mają powstrzymać zagrożenie dla żeglugi w cieśninie Ormuz. Teheran odpowiedział ostrymi oskarżeniami pod adres
Spis treści
Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem ponownie wszedł w fazę otwartej eskalacji. Waszyngton przeprowadził kolejną serię ataków na cele wojskowe w Iranie, argumentując, że działania mają powstrzymać zagrożenie dla żeglugi w cieśninie Ormuz. Teheran odpowiedział ostrymi oskarżeniami pod adresem USA, twierdząc, że amerykańskie działania przekreśliły wysiłki dyplomatyczne ostatnich miesięcy i doprowadziły do ponownego wzrostu napięcia w regionie.
W opublikowanym w nocy z niedzieli na poniedziałek komunikacie irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych "stanowczo potępiło" amerykańskie naloty. Władze w Teheranie zarzuciły administracji Donalda Trumpa złamanie ustaleń zawartych w czerwcowym porozumieniu kończącym konflikt USA i Izraela z Iranem oraz doprowadzenie do destabilizacji sytuacji wokół jednej z najważniejszych morskich arterii świata.
Kolejna fala amerykańskich uderzeń
Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało, że 12 lipca rozpoczęło następną falę operacji wojskowej przeciwko Iranowi. Według strony amerykańskiej celem było dalsze ograniczenie zdolności irańskich sił do przeprowadzania ataków na statki handlowe przepływające przez cieśninę Ormuz.
Jak przekazał CENTCOM, działania prowadzono na bezpośrednie polecenie prezydenta Donalda Trumpa, który nakazał "pociągnąć Iran do odpowiedzialności" za zagrożenie dla międzynarodowej żeglugi. W komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych podkreślono, że operacja miała umożliwić bezpieczne funkcjonowanie jednego z kluczowych szlaków handlowych świata.
Kilka godzin później amerykańskie dowództwo poinformowało o zakończeniu ataków. Tym razem celem były przede wszystkim irańskie systemy obrony przeciwlotniczej, radary oraz niewielkie jednostki wykorzystywane przez marynarkę wojenną. W operacji użyto lotnictwa, okrętów wojennych, dronów powietrznych, a po raz pierwszy również morskich dronów kamikadze.
Równocześnie irańskie media państwowe informowały o eksplozjach w południowej części kraju, przede wszystkim w Bandar Abbas – strategicznym porcie położonym nad cieśniną Ormuz.
Amerykanie podkreślili jednocześnie, że mimo działań Iranu kluczowy szlak morski pozostaje otwarty.
– Cieśnina Ormuz jest kluczowym dla światowego handlu szlakiem wodnym. Iran jej nie kontroluje – przekazało Dowództwo Centralne USA.
Iran odpowiada atakami na bazy w regionie
Teheran niemal natychmiast zapowiedział odwet. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował o przeprowadzeniu ataku na bazę lotniczą Szejk Isa w Bahrajnie, wykorzystywaną wcześniej przez amerykańskie lotnictwo.
Według irańskich komunikatów celem uderzeń była również baza lotnicza Księcia Hasana w Jordanii, z której korzystają siły USA. Władze w Teheranie twierdzą, że wykorzystano drony oraz rakiety, a w wyniku ostrzału doszło do pożaru magazynów paliwa i składu uzbrojenia.
Nad ranem pojawiły się także informacje o kolejnych atakach wymierzonych w bazy Ali Al-Salem oraz Ahmad al-Dżabir w Kuwejcie, gdzie stacjonuje amerykański personel wojskowy. Armia Kuwejtu potwierdziła wykrycie niezidentyfikowanych obiektów w swojej przestrzeni powietrznej oraz poinformowała, że słyszane eksplozje były związane z działaniami krajowej obrony przeciwlotniczej.
Cieśnina Ormuz znów w centrum kryzysu. Ropa drożeje
Największe obawy światowych rynków dotyczą jednak sytuacji w cieśninie Ormuz. Irańska Gwardia Rewolucyjna ogłosiła, że akwen został "zamknięty do odwołania", informując jednocześnie o zatrzymaniu dwóch jednostek, które – według Teheranu – próbowały przepłynąć bez zgody irańskich władz.
Waszyngton odpowiedział serią nalotów na około 140 irańskich celów wojskowych. W kolejnych godzinach Iran przeprowadził uderzenia na bazy amerykańskie rozmieszczone w państwach Zatoki Perskiej.
Prezydent Donald Trump przekonywał jednak, że wbrew deklaracjom Iranu cieśnina pozostaje otwarta dla międzynarodowej żeglugi. Według amerykańskiego przywódcy jeszcze podczas sobotnich rozmów Iran miał zaakceptować warunki porozumienia, po czym niemal natychmiast wznowił działania przeciwko statkom przepływającym przez Ormuz.
Rosnące napięcie natychmiast odbiło się na światowych rynkach surowców. W poniedziałek rano cena ropy Brent wzrosła o ponad 4 proc., osiągając poziom 79,11 dolara za baryłkę. Ropa WTI drożała w podobnym tempie – do 74,36 dolara za baryłkę.
Skalę zakłóceń w żegludze pokazują również dane firmy analitycznej Kpler. Wynika z nich, że 12 lipca przez cieśninę Ormuz przepłynęło zaledwie sześć statków. To najniższy wynik od pięciu tygodni. Przed wybuchem wojny między USA, Izraelem i Iranem każdego dnia trasę tę pokonywało nawet 150 jednostek.
Znaczenie cieśniny Ormuz dla światowej gospodarki pozostaje ogromne. Szlakiem tym transportowane jest około 20 proc. światowego eksportu ropy naftowej oraz blisko 30 proc. globalnego eksportu skroplonego gazu ziemnego (LNG). Każde zakłócenie ruchu natychmiast przekłada się więc na ceny surowców i sytuację na światowych rynkach.
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)