
Kiedy opozycja rzuca na stół uchwałę, która ma chronić miasto, obóz rządzący z zasady musi ją utopić. Choćby przy okazji miał utopić też zdrowy rozsądek i przyrodę. Dzisiejsza sesja Rady Miasta Ełku to nie była merytoryczna dyskusja o ścieżce rowerowej. To była bezczelna, polityczna gra w wykonaniu
Blamaż DW i PiS w sprawie ścieżki do NWE. Byle uciszyć opozycję
Szukano dosłownie wszystkiego , żeby zagłosować na „nie”. Nagle, gdy trzeba było wysłać twardy sygnał do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Olsztynie „nie niszczcie naszej zieleni” – radni koalicji rządzącej zaczęli zasłaniać się nagłym deficytem kompetencji. Radny Dzienisiewicz bezlitośnie obnażył tę hipokryzję: „Na tej sali w czerwcu 25 roku podejmowano stanowisko w sprawie uchodźców. Co my mamy do polityki państwa na temat uchodźców, a głosowaliśmy? To nie przeszkadzało!” . W punkt uderzył też radny Dracewicz, przypominając absurd: „Poparliśmy apel o zakazie odstrzału żubrów. […] Ja o żubrach wiem bardzo mało” .
Rozumiecie? Ełccy radni chętnie i z namaszczeniem pochylają się nad losem żubrów w puszczy i polityką migracyjną państwa polskiego, ale gdy ważą się losy ełckich drzew, nagle udają, że nie mogą, nie wiedzą, że może też na prawo, ale jeszcze nie teraz.
Bądźmy ze sobą brutalnie szczerzy. Gdyby to stanowisko złożyło Dobro Wspólne pod rękę z PiS-em i domagali się w nim, żeby w Ełku w połowie lipca zaczął padać śnieg, to uchwała przeszłaby z pieśnią na ustach, a radni jeszcze cieszyliby się na nadchodzący kulig.
Tu już dawno nie chodzi o to, co jest w treści dokumentu, ile drzew ocaleje i o co wnioskodawcy realnie walczą. Liczy się wyłącznie to, kto dokument przyniósł. Skoro złożył to Łączy nas Ełk, a poparła Koalicja Obywatelska, to z definicji trzeba to zablokować.
Symboliczne dno tej sesji osiągnął radny Mirosław Sawczyński z Dobra Wspólnego. Zasiada w radzie, pobiera dietę, ale w sprawie kluczowej dla miasta z rozbrajającą szczerością przyznaje do mikrofonu: „Ja jako radny też mam jakby taki niedosyt, że o wszystkim nie wiem” . Tłumaczy, że bez dodatkowych danych o rurach „nie jest przekonany, czy na prawo, czy na lewo”. Panie radny, jak się nie czyta dokumentów przed przyjściem do pracy, to się przynajmniej nie obnosi z tą ignorancją publicznie.
Zresztą sam Bogusław Wisowaty (radny sejmiku z zaplecza Dobra Wspólnego) gra tu w najlepsze w dwa ognie. Publicznie nazywa ełcki bór „kikutami”, w kuluarach niby łagodzi ton i mówi (jak twierdzi radny Wiloch), że w sumie to on by wolał prawą stronę. A…. po chwili jego własne środowisko polityczne torpeduje uchwałę, która by mu to ułatwiła.
A co na to prezydent Tomasz Andrukiewicz i jego obrońcy? Oni zamienili politykę w stand-up. Radny Andrzej Orzechowski odleciał w kosmos, porównując stanowisko obronne opozycji do… „kija bejsbolowego”. Następnie postanowił zabłysnąć opowieścią o tym, jak „prezydent Trump ostatnio, jak piłkarz Stanów Zjednoczonych dostał czerwoną kartkę, to tak zainterweniował (…), i USA przegrało z Belgią 1:4” . Jeśli ktoś z Państwa wie, co amerykański piłkarz ma do wycinki ełckiego lasu to gratuluję wyobraźni.
Sam prezydent Andrukiewicz dopełnił tego komicznego obrazka w roli „wielkiego dyplomaty”. Obrażony na rzekome „atakowanie ludzi”, stwierdził z dumą: „Nie chcę być uzbrojony w negatywne emocje i jechać do marszałka” . Nie przeszkadza mu nawet to, że drogowcy z Olsztyna mają Ełk w tak głębokim poważaniu, że w oficjalnych pismach robią z niego „burmistrza”. „Gdybym się obrażał (…), na pewno nie siedziałbym w tym miejscu” – oświadcza prezydent.
I tak właśnie wygląda ełcka racja stanu. Uśmiechać się, nie prowokować, dać się tytułować burmistrzem, byle pan w Olsztynie się nie zdenerwował. Trudno. Ważne, że nikt z Dobra Wspólnego nie musiał głosować za projektem Łączy nas Ełk i Koalicji Obywatelskiej. Operacja się udała, dyplomacja triumfuje. Tylko lasu i pacjenta szkoda.
Więcej
© Wszystkie prawa zastrzeżone 2025