
Komisja Europejska analizuje możliwość wprowadzenia obowiązkowego systemu, który automatycznie ograniczałby prędkość samochodu na podstawie danych o lokalizacji, znakach drogowych i obowiązujących limitach. Według medialnych doniesień rozwiązanie miałoby objąć wszystkie nowe auta sprzedawane w państ
Spis treści
Komisja Europejska analizuje możliwość wprowadzenia obowiązkowego systemu, który automatycznie ograniczałby prędkość samochodu na podstawie danych o lokalizacji, znakach drogowych i obowiązujących limitach. Według medialnych doniesień rozwiązanie miałoby objąć wszystkie nowe auta sprzedawane w państwach Unii Europejskiej od 2030 roku. Pomysł już wywołuje kontrowersje wśród części ekspertów i organizacji kierowców.
Samochód miałby sam zwalniać
Zgodnie z opisywanymi założeniami system wykorzystywałby dane satelitarne, sieć 5G oraz kamery rozpoznające znaki drogowe. Po wjechaniu na odcinek z niższym limitem prędkości pojazd miałby automatycznie dostosowywać jazdę do obowiązujących przepisów. Producenci samochodów musieliby montować urządzenia ograniczające moc silnika, które mogłyby być kontrolowane zdalnie.
Rozwiązanie miałoby dotyczyć nowych samochodów trafiających na rynek unijny. Według opisywanych planów mowa o terminie od 2030 roku. Nie oznacza to więc natychmiastowej zmiany dla wszystkich aut poruszających się obecnie po drogach.
Kontrowersje wokół bezpieczeństwa i kontroli
Pomysł budzi sprzeciw części środowisk motoryzacyjnych. Krytycy wskazują, że automatyczne ograniczanie prędkości może w niektórych sytuacjach zaskakiwać kierowców i prowadzić do niebezpiecznych zachowań na drodze.
„To absurd. To może powodować wypadki, a nie im zapobiegać. Ludzie wciąż nie będą patrzeć i nie zauważą, a kolizje i tak będą się zdarzać” – ocenił Brian Gregory z Alliance of British Drivers. Wątpliwości dotyczą również cyberbezpieczeństwa i zakresu kontroli nad pojazdami. Część komentatorów ostrzega przed możliwością nadużyć lub ataków hakerskich na systemy, które miałyby wpływ na pracę samochodu.
„To przepis na Wielkiego Brata. Czy to nie kolejny sposób, by zagraniczni aktorzy uzbrojeni w coraz potężniejsze AI włamali się do naszego codziennego życia i wywołali chaos” – mówił brytyjski poseł Richard Holden. Unia stawia na systemy wspierające kierowcę
Nowy pomysł wpisuje się w szerszą politykę Unii Europejskiej dotyczącą bezpieczeństwa drogowego. Od 2024 roku wiele systemów bezpieczeństwa jest już obowiązkowych w nowo rejestrowanych samochodach osobowych i dostawczych. Od 7 lipca 2026 roku nowe auta w UE muszą spełniać kolejne wymagania, między innymi dotyczące zaawansowanego hamowania awaryjnego wykrywającego pieszych i rowerzystów oraz systemów ostrzegających przed rozproszeniem kierowcy.
Obowiązkowe systemy wspomagania kierowcy obejmują już między innymi inteligentne wspomaganie prędkości, kamerę lub czujniki cofania, ostrzeganie przed sennością albo rozproszeniem, rejestratory danych oraz rozwiązania związane z cyberbezpieczeństwem. W przypadku samochodów osobowych i dostawczych dochodzą do tego między innymi systemy utrzymania pasa ruchu i automatycznego hamowania.
Zwolennicy mówią o mniejszej liczbie ofiar
Zwolennicy automatycznego ograniczania prędkości przekonują, że technologia może zmniejszyć liczbę najpoważniejszych wypadków. Według danych przytaczanych w debacie nad rozwiązaniem nadmierna prędkość pozostaje jedną z głównych przyczyn tragicznych zdarzeń na drogach. Szacuje się, że wprowadzenie takiego systemu mogłoby ograniczyć liczbę ofiar nawet o jedną piątą.
Po brexicie Wielka Brytania nie ma obowiązku wdrażania nowych unijnych regulacji. Tamtejszy rząd deklaruje, że nie planuje wprowadzać podobnych rozwiązań. Eksperci zwracają jednak uwagę, że dla producentów samochodów tworzenie osobnych wersji pojazdów bez takiego systemu tylko na rynek brytyjski mogłoby okazać się kosztowne.
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)