RAK
    Tomasz Bojanowski otworzył zapomniany pamiętnik z Rańska. Takiej historii Mazur jeszcze nie czytaliście

    Tomasz Bojanowski otworzył zapomniany pamiętnik z Rańska. Takiej historii Mazur jeszcze nie czytaliście

    372 odsłon
    Warmińsko-mazurskie

    Tomasz Bojanowski otworzył zapomniany pamiętnik z Rańska. Takiej historii Mazur jeszcze nie czytaliście

    Francuski jeniec zostawił w Rańsku niezwykły pamiętnik. Po latach odkrył go mieszkaniec gminy Dźwierzuty. Pięć lat niewoli, wojna widziana oczami francuskiego jeńca i zapiski, które przez dziesięciolecia pozostawały praktycznie nieznane. Tomasz Bojanowski, doktorant, radny gminy Dźwierzuty i pasjonat lokalnej historii, odnalazł niezwykłe dzienniki Gabriela Noury'ego i po raz pierwszy przedstawia ich polskie opracowanie. To będzie wyjątkowa seria odsłaniająca mało znane dzieje Rańska i Mazur podczas II wojny światowej.

    Tomasz Bojanowski otworzył zapomniany pamiętnik z Rańska. Takiej historii Mazur jeszcze nie czytaliście.

    Data: Czwartek, 2026-07-16 07:31:29

    „Diem Perdidi” – historia francuskiego jeńca wojennego z Rańska #1 Historia naszych ziem jest trudna i zawiła, co jednocześnie czyni ją niezwykle ciekawą. Chciałbym przedstawić państwu wycinek życia człowieka, który spędził na Mazurach – a konkretnie w Rańsku i okolicach – pięć lat w niewoli. Będzie to historia osadzona w realiach wojennych, przepełniona tęsknotą za ojczyzną oraz bliskimi, walką z bólem i cierpieniem, smutkiem, ale i nadzieją na wolność. To opowieść, która łączy pokolenia i – co ważne – ostatecznie kończy się szczęśliwie. Dziś niewielu o niej pamięta, a być może już nikt, dlatego nadrzędnym celem tych wpisów będzie ocalenie jej od zapomnienia.

    W 2015 roku w Rańsku zjawia się francuski podróżnik, Jacky Clémenceau . Jest on powinowatym jednego z francuskich jeńców wojennych, którzy najpierw trafili do Stalagu w Olsztynku, a następnie zostali skierowani do prac przymusowych na terenie Prus. Jacky prezentuje nam historię oraz dzienniki zatytułowane „Diem Perdidi” autorstwa Gabriela Noury. Gabriel opisał w nich swoje losy: od momentu krwawych walk na froncie zachodnim, przez okres niewoli w Prusach i tzw. „wyzwolenia” przez Armię Czerwoną, aż po powrót do domu w Angers we Francji. Jacky podążał śladami Gabriela, uzupełniając jego zapiski własnymi ustaleniami.

    Fotokopia dwóch stron małego kieszonkowego notesu, w którym pan Gabriel Noury opisał swoją niewolę.

    Miałem okazję z nim porozmawiać, choć to jedynie didaskalia do całej opowieści, która już się wydarzyła. Jacky niestety zmarł na nowotwór w 2021 roku. Jednak historia ta cały czas tkwiła w mojej głowie; czekałem na odpowiedni moment, aby szerzej przedstawić ją mieszkańcom tych terenów, którzy wcześniej nie mieli z nią styczności. Nawiązałem kontakt z synem Jacky’ego – Adrienem – również podróżnikiem, który m.in. przepłynął kajakiem Wołgę oraz eksploruje szlaki kajakowe na Łotwie. Adrien przyjął ten pomysł z zachwytem: wyraził zgodę na tłumaczenie dzienników i zadeklarował, że będzie kontynuował dzieło swojego ojca.

    W związku z powyższym czuję potrzebę podzielenia się tą historią. Losy ludzkie rzadko bywają czarno-białe, na co możemy wskazać tysiące przykładów. W tym miejscu warto przywołać wersy utworu Leszka Kaźmierczaka „Eldo” – Ulice Przeklęte:

    „ Wiele miejsc ukrywa straszny sekret za zwykłą nazwą ulice przeklęte świadectwa bólu, słowa z ustnych przekazów by nikt nie zapomniał świadków tamtych czasów Wiele miast naznaczonych podobnie wiele rodzin, anonimowa wspólnota wspomnień Te same myśli, odpowiedzialność za pamięć, bo jeśli po nich nic, to co po nas zostanie?” Dlatego w kolejnych wpisach przedstawię historię Gabriela Noury pt. „Diem Perdidi” (straciłem dzień – dzień stracony). Są to słowa rzymskiego cesarza Tytusa Flawiusza, który według przekazu Swetoniusza (Tytus 8) miał wypowiadać to zdanie, gdy pod koniec dnia zorientował się, że nie wyświadczył nikomu żadnej przysługi ani nie zrobił niczego dobrego.

    Podejmę się autorskiego tłumaczenia dzienników z języka francuskiego na polski – z wykorzystaniem dostępnych narzędzi opierających się na funkcjonowaniu systemach maszynowych sztucznej inteligencji – będzie to przekład kontekstowy i dostosowany tak, aby każdy mógł zapoznać się z tym wycinkiem dziejów Rańska oraz wydarzeniami, które rozegrały się na naszych ziemiach. Nie będzie to tłumaczenie idealne pod względem filologicznym, lecz dokonane możliwie wnikliwie; to próba wczucia się w realia niewoli lat 40. XX wieku. Każdy może wyciągnąć z tej opowieści własne wnioski, należy jednak pamiętać, że opisane wydarzenia działy się naprawdę. Są one świadectwem piekła wojny i tragedii niewoli, a także trudnej i niejednolitej historii naszych terenów. Wielu „obcych” nigdy nie wróciło do domów – zakończyli swój żywot tutaj, na Mazurach.

    TŁO HISTORYCZNE Przed przejściem do właściwej opowieści należy nakreślić kontekst historyczny. Tłem dzienników jest II wojna światowa – najkrwawszy konflikt zbrojny w dziejach ludzkości – oraz Mazury, ówczesne Prusy Wschodnie. Geneza tej wojny jest niezwykle złożona. Choć zamach w Sarajewie z 28 czerwca 1914 roku na następcę tronu austro-węgierskiego, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żonę Zofię , był bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej, to właśnie wynik tamtego konfliktu położył podwaliny pod kolejny.

    Dla Niemców kluczowym momentem było podpisanie traktatu wersalskiego 28 czerwca 1919 roku. Postanowienia te traktowano jako narodowe poniżenie i obrazę, co stało się przyczynkiem do narodzin ruchu nazistowskiego oraz chęci odwetu na całej Europie za – w ich mniemaniu – niesprawiedliwe potraktowanie. Uosobieniem tych dążeń stał się Adolf Hitler oraz ogrom popełnionych przez niego zbrodni oraz krzywd, za które do tej pory nie zadośćuczyniono.

    Z polskiej perspektywy wojna rozpoczęła się 1 września 1939 roku wraz z atakiem Niemiec na Polskę. Charakteru światowego konflikt nabrał 3 września 1939 roku, kiedy to Wielka Brytania i Francja oficjalnie wypowiedziały wojnę Niemcom. Warto przy tym podkreślić fakt często pomijany w uproszczonych przekazach historycznych: 5 września Francuzi podjęli ograniczoną ofensywę w Zagłębiu Saary. Dysponując znaczną przewagą liczebną i materiałową, wkroczyli jednak jedynie 8 kilometrów w głąb terytorium Niemiec na odcinku frontu o szerokości 32 kilometrów. Nie napotkali oporu, lecz zgodnie z rozkazem generała Maurice’a Gamelina zatrzymali się przed umocnieniami Linii Zygfryda.

    12 września, gdy wojska niemieckie zbliżały się do wrót Warszawy, Francja i Wielka Brytania postanowiły, że nie udzielą Polsce realnej pomocy wojskowej. Francuskie dywizje wycofały się za umocnienia Linii Maginota, podczas gdy Brytyjski Korpus Ekspedycyjny stał bezczynnie na granicy francusko-belgijskiej. Stan ten trwał aż do maja 1940 roku – i to właśnie w tym momencie zaczyna się historia Gabriela Noury.

    WPROWDZENIE DO PIERWSZEJ CZĘŚCI DZIENNIKA W pierwszym wpisie Gabriel Noury opisuje swoje losy od momentu wybuchu wojny aż do przybycia do Rańska. Relacjonuje działania zbrojne na froncie zachodnim, niemieckie bombardowania oraz moment trafienia do niewoli. Dalej opisuje transport przez terytorium nazistowskich Niemiec oraz okupowanej Polski do Prus Wschodnich, z przystankiem w obozie jenieckim – Stalagu IB w Olsztynku (okolice Królikowa). Autor dzieli się również pierwszymi wrażeniami z samego Rańska, opisując nieistniejący już drewniany budynek obok remizy OSP, w którym spędzał noce. Co ciekawe, aktualnie dokładnie w tym samym miejscu powstaje nowa siedziba OSP Rańsk. Reasumując pierwszy wpis obejmuje okres od 2 września 1939 r. do 17 czerwca 1940 r. W tym momencie zaczyna się właściwa treść dzienników.

    DIEM PERDIDI #1 W małym kieszonkowym notesie pan Gabriel Noury opisał swoją niewolę. W 1994 roku, na podstawie tych zapisków, napisał broszurę zatytułowaną: „Diem perdidi” – Rańsk przez Olsztynek, Prusy Wschodnie 1940–1945.

    Przedmowa Nie spodziewajcie się lektury powieści. Nie chciałem używać stylu podniosłego; postawiłem na język prosty, bezpośredni i oszczędny, który lepiej pasuje do tej narracji. Jeśli wystarczy Wam woli i wytrwałości, by przeczytać tę historię do końca, nie będziecie żałować: DOWIECIE SIĘ!

    Napisałem tę relację w kilka tygodni – tak, jak przychodziło mi to do głowy, bez nadmiernego zastanawiania się i bez prawdziwego wysiłku pamięciowego (tak bardzo ten okres zapadł mi w pamięć!). Powstała bez żadnego brudnopisu, w oparciu jedynie o kilka notatek sporządzonych pospiesznie w małym notesie kieszonkowym, który nigdy mnie nie opuścił.

    Wszystko, co tu znajdziecie, jest czystą prawdą, choć – co zrozumiałe po 50 latach przerwy – mogłem o czymś zapomnieć. Proszę, byście nie podchodzili do tej lektury jak do przykrego obowiązku. Czytajcie ją z wyrozumiałością dla faktów, które mogą wydawać się błahe tym, którzy nie zaznali „uroków” wojny. Chciałbym, abyście mogli dobrze poczuć warunki, w jakich żyłem przez sześć długich lat – lat, które powinny być najpiękniejszymi w moim życiu. Dziękuję za zrozumienie. Gaby Noury 25 stycznia 1994 r. Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573377-diem-perdidi-1

    Kolejne części tej niesamowitej historii będą ukazywały się na łamach "Tygodnika Szczytno" w każdy czwartek.


    Źródło: Tygodnik Szczytno (tygodnikszczytno.pl)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era