Pościg autostradą, próba zepchnięcia radiowozu z drogi, staranowana policyjna blokada i ciężarówka porzucona na skraju lasu. Sceny, które mogłyby znaleźć się w scenariuszu filmu sensacyjnego, rozegrały się na Kujawach i Pomorzu. Sprawa jest tym poważniejsza, że na naczepie uciekającego pojazdu znajd
Spis treści
Pościg autostradą, próba zepchnięcia radiowozu z drogi, staranowana policyjna blokada i ciężarówka porzucona na skraju lasu. Sceny, które mogłyby znaleźć się w scenariuszu filmu sensacyjnego, rozegrały się na Kujawach i Pomorzu. Sprawa jest tym poważniejsza, że na naczepie uciekającego pojazdu znajdowało się 12 dużych zbiorników z żrącą substancją. Kierowcy do tej pory nie odnaleziono.
Wszystko zaczęło się na drodze ekspresowej S10 w rejonie Czerniewic. To właśnie tam funkcjonariusze kujawsko-pomorskiej Krajowej Administracji Skarbowej podjęli próbę kontroli ciężarówki. Początkowo nic nie wskazywało na to, że rutynowa interwencja za chwilę zamieni się w niebezpieczny pościg.
Kierujący miał jedynie przestawić pojazd w miejsce, w którym możliwe byłoby bezpieczne przeprowadzenie dalszych czynności. Mężczyzna wybrał jednak zupełnie inne rozwiązanie. Zamiast podporządkować się poleceniom, gwałtownie ruszył i rozpoczął ucieczkę autostradą A1 w kierunku Łodzi.
Jak przekazała st. asp. Justyna Pasieczyńska, rzeczniczka szefa Krajowej Administracji Skarbowej, funkcjonariusze natychmiast ruszyli za ciężarówką.
Radiowóz taranowany na autostradzie
W rejonie węzła Ciechocinek patrolowi KAS udało się wyprzedzić uciekający pojazd. Funkcjonariusze uruchomili sygnały świetlne i dźwiękowe, a kierowcy wyświetlono jednoznaczny komunikat nakazujący zjazd na parking.
Mężczyzna nie zamierzał jednak kończyć ucieczki. Według relacji służb dwukrotnie uderzył ciężarówką w radiowóz KAS i próbował zepchnąć samochód funkcjonariuszy z autostrady. Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna, dlatego do działań włączono policję.
Nawet ustawiona na trasie blokada nie zatrzymała kierującego. Ciężarówka staranowała ją i pojechała dalej. Pościg trwał aż do momentu, gdy pojazd został odnaleziony na skraju lasu. Ciężarówka uderzyła w drzewo, a jej kierowca zdążył opuścić kabinę i uciec w głąb pobliskiego kompleksu leśnego.
W ciężarówce 12 mauzerów i dokumenty na różne nazwiska
Po zabezpieczeniu pojazdu funkcjonariusze rozpoczęli jego dokładne sprawdzanie. To, co znaleźli, tylko zwiększyło liczbę pytań dotyczących całej sprawy.
Na naczepie znajdowało się 12 pojemników typu mauzer wypełnionych nieznaną początkowo cieczą. Z kolei w kabinie mundurowi zabezpieczyli dokumenty tożsamości wystawione na różne nazwiska, prawo jazdy oraz znaczną ilość gotówki.
Jak poinformowała st. asp. Justyna Pasieczyńska, ustalono również, że mężczyzna prowadził ciężarówkę bez karty kierowcy umieszczonej w tachografie.
Szczególne obawy wzbudził jednak przewożony ładunek. Na miejsce skierowano patrol chemiczny Państwowej Straży Pożarnej z Torunia, którego zadaniem było sprawdzenie zawartości zbiorników.
Żrąca substancja na naczepie. Kierowca wciąż poszukiwany
Wstępne badania wykazały, że w pojemnikach znajdowały się żrące substancje zasadowe — wodorotlenki. Według przekazanych informacji mogą one stanowić niebezpieczne odpady. Dokładne okoliczności transportu oraz pochodzenie przewożonych substancji wymagają dalszego wyjaśnienia.
Tymczasem najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: gdzie jest kierowca ciężarówki?
Mężczyzna po porzuceniu pojazdu uciekł do lasu. Służby prowadzą intensywne poszukiwania. Wyjaśnienia wymaga również, dlaczego kierujący zdecydował się na tak desperacką i niebezpieczną ucieczkę, podczas której miał taranować radiowozy i policyjną blokadę.
Jedno jest pewne — interwencja, która rozpoczęła się od próby zatrzymania ciężarówki do kontroli, w krótkim czasie przerodziła się w wyjątkowo niebezpieczny pościg. A zawartość porzuconego pojazdu sprawiła, że sprawa może mieć znacznie poważniejsze tło, niż początkowo przypuszczano.
Obserwuj nas na Google News