
Ponad 4200 kilometrów samotnej drogi. Kilka dni spędzonych na Ukrainie pogrążonej w wojnie. Dziesiątki zapalonych zniczy. Polski Cmentarz Wojenny w Charkowie zamknięty od 2022 roku i zaledwie trzydzieści minut zgody na wejście dzięki interwencji polskiego konsula. Tak wyglądała dziewiąta edycja projektu „Światło Pamięci”, którego celem jest zachowanie pamięci o Polakach spoczywających na dawnych Kresach Rzeczypospolitej.
CZĘŚĆ I – BYKOWNIA. POCZĄTEK DROGI PAMIĘCI
Niektórych podróży nie planuje się z myślą o odpoczynku. Nie prowadzą do znanych zabytków ani turystycznych atrakcji. Ich celem są miejsca ciszy – cmentarze wojenne, mogiły i pomniki rozsiane setki kilometrów od granic Polski. Tam spoczywają polscy oficerowie zamordowani przez NKWD, obrońcy Lwowa oraz tysiące ofiar ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej na Wołyniu. To miejsca, w których historia nie jest jedynie zapisem w książkach, lecz pozostaje obecna w każdym krzyżu, każdej tablicy i każdym nazwisku wyrytym w kamieniu.
Od 2017 roku właśnie tam prowadzi mnie projekt „Światło Pamięci”. Jego celem jest oddanie hołdu Polakom, którzy pozostali na Kresach Wschodnich, poprzez zapalenie zniczy, chwilę modlitwy i przypomnienie, że mimo upływu lat nie zostali zapomniani. To inicjatywa, która zrodziła się z przekonania, że pamięć narodowa wymaga nie tylko uroczystych obchodów, ale również osobistej obecności w miejscach, gdzie rozgrywały się jedne z najtragiczniejszych wydarzeń w historii naszego narodu.
Dziewiąta edycja projektu odbyła się w dniach 5–12 lipca 2026 roku. Samotnie wyruszyłem w drogę liczącą ponad 4200 kilometrów, której celem było odwiedzenie najważniejszych polskich miejsc pamięci na Ukrainie oraz w Polsce. Trasa prowadziła przez Bykownię pod Kijowem, Charków, Wołyń, Lwów, a następnie – już po przekroczeniu granicy – do Domostawy i Muzeum Katyńskiego w Warszawie.
Już od pierwszych kilometrów podróży było jasne, że będzie to jedna z najtrudniejszych wypraw od początku realizacji projektu. Ukraina od ponad czterech lat żyje w cieniu wojny, a jej skutki odczuwa się niemal na każdym etapie podróży. To nie tylko zniszczona infrastruktura czy częsta obecność wojska. Wojna zmienia również codzienność zwykłych ludzi i każdego, kto przemierza ten kraj.
Pierwszym celem tegorocznej wyprawy był Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni pod Kijowem – miejsce szczególne dla historii Polski. Spoczywają tam tysiące obywateli II Rzeczypospolitej zamordowanych przez NKWD w ramach zbrodni katyńskiej. Dla rodzin zamordowanych są to groby ich ojców, dziadków, pradziadków i krewnych
Przekraczając bramę cmentarza, trudno oprzeć się refleksji, że jest to nie tylko nekropolia, ale również milczące świadectwo jednej z największych zbrodni XX wieku. Rzędy krzyży i tablic z nazwiskami przypominają o ludziach, którzy jeszcze przed wybuchem II wojny światowej stanowili elitę odrodzonego państwa polskiego – oficerach Wojska Polskiego, policjantach, urzędnikach, przedstawicielach inteligencji oraz funkcjonariuszach innych służb państwowych.
To tutaj w pierwszej kolejności zapłonęły znicze przywiezione z Polski.
Każdy płomień był symbolem pamięci oraz znakiem, że mimo upływu osiemdziesięciu sześciu lat od zbrodni katyńskiej nadal są ludzie gotowi pokonać tysiące kilometrów, aby oddać hołd tym, którym odebrano życie z rozkazu sowieckiego aparatu terroru.
Kilka chwil ciszy i modlitwy wystarczyło, by po raz kolejny uświadomić sobie, jak wielką wartością jest możliwość odwiedzania takich miejsc. Dla rodzin ofiar Bykownia pozostaje przestrzenią bólu, ale jednocześnie miejscem pamięci, które przypomina o obowiązku przekazywania prawdy kolejnym pokoleniom.
Już podczas przejazdu z Kijowa coraz wyraźniej odczuwalne były skutki trwającej wojny. Jednym z najbardziej zaskakujących problemów okazały się bardzo silne zakłócenia sygnału GPS. Nawigacja wielokrotnie traciła połączenie z satelitami, wskazywała błędną lokalizację lub prowadziła w niewłaściwym kierunku. W praktyce oznaczało to konieczność częstego zatrzymywania się, analizowania map oraz polegania na własnej orientacji w terenie.
Wojna nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy słychać wybuchy. Czasem objawia się w znacznie mniej oczywisty sposób. Zakłócony sygnał GPS, liczne punkty kontrolne, obecność wojska, uszkodzone budynki oraz świadomość, że kilkadziesiąt kilometrów dalej nadal toczą się działania zbrojne, sprawiają, że nawet zwykła podróż samochodem nabiera zupełnie innego znaczenia. Każdy przejechany kilometr przypomina, że życie w kraju ogarniętym wojną wygląda inaczej niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
Po zakończeniu wizyty w Bykowni ruszyłem w kierunku Charkowa – miasta, które od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji pozostaje jednym z najbardziej doświadczonych przez działania wojenne miejsc na Ukrainie. To właśnie tam znajduje się Polski Cmentarz Wojenny, na który od kilku lat praktycznie nikt nie może wejść.
I właśnie tam miał rozpocząć się najbardziej wymagający etap całej tegorocznej wyprawy.
CZĘŚĆ II – CHARKÓW. TRZYDZIEŚCI MINUT, KTÓRE ZOSTANĄ W PAMIĘCI NA ZAWSZE
Po opuszczeniu Bykowni obrałem kurs na Charków – miasto, które od pierwszych dni pełnoskalowej rosyjskiej agresji stało się jednym z głównych celów ataków. Droga prowadziła przez tereny, na których wojna nie była już jedynie tematem wiadomości czy obrazem z telewizji. Towarzyszyła na każdym etapie podróży, przypominając o swojej obecności zniszczonymi budynkami, punktami kontrolnymi i wzmożoną obecnością służb. W zasadzie cała podróż przez centralną i wschodnią Ukrainę odbywała się w cieniu nieustannego zagrożenia. Co pewien czas nad okolicą rozbrzmiewały syreny alarmu przeciwlotniczego, a na telefon docierały alerty informujące o wystrzeleniu rakiet oraz wskazujące konkretne rejony kraju objęte bezpośrednim zagrożeniem. Kilkukrotnie komunikaty dotyczyły obszarów, przez które właśnie się przemieszczałem, przypominając, że wojna nie jest jedynie tłem tej wyprawy, lecz realnym zagrożeniem obecnym na trasie podróży.
Piatichatki – dzielnica drugiego co do wielkości miasta na Ukrainie - to właśnie tutaj znajduje się Polski Cmentarz Wojenny w Charkowie , miejsce spoczynku tysięcy polskich oficerów Wojska Polskiego, policjantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej i innych przedstawicieli II Rzeczypospolitej zamordowanych przez NKWD wiosną 1940 roku. Dla rodzin ofiar są to groby ich najbliższych, a dla całego narodu jedno z najważniejszych miejsc pamięci związanych ze zbrodnią katyńską.
Do Charkowa przyjechałem z jedną świadomością – Polski Cmentarz Wojenny od 2022 roku pozostaje zamknięty .
Na jego terenie oraz w bezpośrednim otoczeniu znajdują się niewybuchy i pozostałości po rosyjskich ostrzałach. Ze względów bezpieczeństwa nekropolia nie jest udostępniana odwiedzającym, a wejście możliwe jest wyłącznie po uzyskaniu specjalnej zgody.
Jeszcze kilka dni przed wyjazdem nie było pewne, czy uda mi się przekroczyć bramę cmentarza.
Decydująca okazała się interwencja Konsula Rzeczypospolitej Polskiej w Charkowie, który ma tymczasową siedzibę w Kijowie , dzięki której władze ukraińskie wyraziły zgodę na krótką wizytę.
Nie była to jednak zwykła zgoda.
Miałem około trzydziestu minut na wejście na teren nekropolii, zapalenie wszystkich przywiezionych z Polski zniczy, chwilę modlitwy i opuszczenie cmentarza.
Kiedy przekroczyłem jego bramę, towarzyszyła mi świadomość, że jestem jednym z nielicznych Polaków, którzy od czasu wybuchu pełnoskalowej wojny mogli stanąć przy mogiłach ofiar zbrodni katyńskiej i oddać im należny hołd.
Na cmentarzu panowała cisza.
Nie była to jednak cisza znana z większości nekropolii.
Była to cisza miejsca, które samo stało się ofiarą współczesnej wojny.
Widoczne ślady zniszczeń przypominały, że rosyjskie rakiety i ostrzały nie oszczędziły nawet miejsca wiecznego spoczynku ludzi zamordowanych osiemdziesiąt sześć lat wcześniej. Historia po raz kolejny boleśnie zetknęła się tutaj ze współczesnością.
Zapalając kolejne znicze, trudno było nie myśleć o symbolice tej chwili. Płomienie pamięci rozświetlały nekropolię, nad którą niemal codziennie przelatują rakiety i spadają odłamki rosyjskich pocisków. To obraz, którego nie sposób zapomnieć.
Każda minuta miała znaczenie.
Nie było czasu na długie zatrzymywanie się przy poszczególnych tabliczkach epitafijnych. Mimo to starałem się choć przez chwilę zatrzymać przy każdej części cmentarza, oddając hołd wszystkim spoczywającym tam Polakom. W takich momentach człowiek uświadamia sobie, że pamięć nie wymaga wielkich słów. Czasem wystarczy obecność, zapalony znicz i chwila skupienia.
Podczas wcześniejszego pobytu w Charkowie, w lipcu 2022 roku, miałem możliwość zabezpieczenia fragmentów rakiet, elementów uzbrojenia oraz odłamków bomby kasetowej, która spadła na teren Polskiego Cmentarza Wojennego. Nie chciałem, aby przedmioty te pozostały jedynie osobistą pamiątką z podróży.
Zostały przekazane do Muzeum Katyńskiego w Warszawie , gdzie dziś stanowią część ekspozycji.
Fragmenty rakiet, elementy uzbrojenia oraz odłamki bomby kasetowej nie są już tylko wojennymi pozostałościami. Stały się muzealnym świadectwem historii. Przypominają zwiedzającym, że rosyjskie rakiety dosięgnęły również miejsca spoczynku polskich oficerów zamordowanych w 1940 roku. Trudno o bardziej przejmujący symbol spotkania dwóch tragicznych rozdziałów historii – zbrodni katyńskiej i współczesnej wojny na Ukrainie.
Po upływie wyznaczonego czasu musiałem opuścić teren cmentarza.
Brama ponownie zamknęła się za mną.
Zostało we mnie jednak przekonanie, że nawet te trzydzieści minut miały ogromne znaczenie. Pokazały, że pamięć można pielęgnować również wtedy, gdy okoliczności wydają się wyjątkowo trudne, a droga do miejsc pamięci wymaga determinacji, cierpliwości i współpracy wielu ludzi dobrej woli.
Opuszczając Charków, kierowałem się już na zachód Ukrainy.
Przede mną był kolejny etap wyprawy – Wołyń , ziemia naznaczona jedną z największych tragedii w historii narodu polskiego. To właśnie tam projekt „Światło Pamięci” nabiera szczególnie osobistego wymiaru, ponieważ za każdą nazwą miejscowości kryją się losy konkretnych ludzi, rodzin i społeczności, których życie zostało brutalnie przerwane.
CZĘŚĆ III – WOŁYŃ, LWÓW, DOMOSTAWA I ŚLADY PAMIĘCI
Po opuszczeniu Charkowa obrałem kierunek na Wołyń . Dla wielu Polaków nazwa tego regionu nie jest jedynie określeniem geograficznym. To symbol jednej z największych tragedii w dziejach naszego narodu. To ziemia, na której przez stulecia Polacy, Ukraińcy, Żydzi i przedstawiciele innych narodowości żyli obok siebie, aż do czasu, gdy nienawiść doprowadziła do zbrodni, która na zawsze odmieniła los tysięcy rodzin.
Celem tej części wyprawy było odwiedzenie miejsc szczególnie naznaczonych pamięcią o ofiarach ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej w latach 1943–1944.
Na trasie znalazły się Dereżne, Poryck, Kisielin oraz Dolina Janowa – miejscowości, których nazwy dla rodzin pomordowanych mają znaczenie szczególne. Każda z nich przypomina o konkretnych ludziach, którzy jeszcze dzień wcześniej prowadzili zwyczajne życie – pracowali, wychowywali dzieci, budowali swoje domy i wierzyli, że wojna kiedyś się skończy. Zamiast tego spotkała ich śmierć tylko dlatego, że byli Polakami.
Odwiedzając te miejsca, trudno oprzeć się refleksji, jak niewiele pozostało po dawnych polskich społecznościach. W wielu miejscach nie ma już domów ani kościołów, które przez pokolenia stanowiły centrum życia lokalnych mieszkańców. Pozostały cmentarze, pomniki, krzyże i symboliczne miejsca pamięci. To one dziś opowiadają historię ludzi, których głos został brutalnie uciszony.
Przy każdym z odwiedzonych miejsc zatrzymywałem się na chwilę modlitwy i zapalałem znicze przywiezione z Polski. Nie były to jedynie gesty o charakterze symbolicznym. Był to wyraz szacunku wobec ofiar oraz przypomnienie, że pamięć o nich trwa mimo upływu ponad ośmiu dekad.
Na Wołyniu szczególnie mocno odczuwa się, że historia nie jest zamkniętym rozdziałem. Wiele rodzin wciąż poszukuje informacji o swoich bliskich, a liczne miejsca pochówku nadal czekają na pełne upamiętnienie. Dlatego każda obecność przy tych mogiłach ma znaczenie nie tylko historyczne, ale również głęboko ludzkie.
Dla mnie projekt „Światło Pamięci” nigdy nie był wyłącznie podróżą po miejscach związanych z historią. Jest przede wszystkim spotkaniem z pamięcią o ludziach, których nazwiska często znane są już tylko nielicznym. Zapalenie znicza jest prostym gestem, ale niesie ze sobą przesłanie, że ofiary nie zostały zapomniane.
Po zakończeniu wizyty na Wołyniu udałem się do Lwowa .
Miasto od wieków zajmuje szczególne miejsce w historii Polski. To tutaj przez stulecia przenikały się kultura, nauka i tradycja wielu narodów. Dla Polaków Lwów pozostaje jednak przede wszystkim symbolem odwagi i patriotyzmu.
Najważniejszym punktem pobytu był Cmentarz Obrońców Lwowa , znany powszechnie jako Cmentarz Orląt Lwowskich .
Spacer pomiędzy mogiłami młodych obrońców miasta zawsze wywołuje głębokie wzruszenie. Wielu z nich miało zaledwie kilkanaście lat, gdy w 1918 roku chwycili za broń, aby bronić swojego miasta i odradzającej się Rzeczypospolitej. Ich poświęcenie stało się jednym z najpiękniejszych symboli służby Ojczyźnie.
Także tutaj zapłonęły znicze przywiezione z Polski.
Płomienie pozostawione przy mogiłach Orląt Lwowskich były wyrazem wdzięczności wobec młodych ludzi, którzy nie zawahali się oddać życia za wolność. To miejsce przypomina, że patriotyzm nie zawsze wyraża się wielkimi słowami – często jest gotowością do najwyższego poświęcenia.
Wracając do Polski, zatrzymałem się jeszcze w Domostawie , gdzie znajduje się pomnik „Rzeź Wołyńska” , poświęcony Polakom zamordowanym podczas ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Monument ten w krótkim czasie stał się jednym z najważniejszych współczesnych miejsc pamięci poświęconych ofiarom tamtych wydarzeń.
Zapalenie zniczy również w tym miejscu było symbolicznym zakończeniem wołyńskiej części tegorocznej wyprawy. Pokazało, że pamięć o ofiarach nie kończy się na granicy państwa. Trwa także w Polsce, gdzie kolejne pokolenia podejmują wysiłek zachowania prawdy historycznej.
Ostatnim punktem podróży było Muzeum Katyńskie w Warszawie .
To miejsce odgrywa szczególną rolę w pielęgnowaniu pamięci o ofiarach zbrodni katyńskiej. Tym razem moja wizyta miała jednak dodatkowy wymiar. To właśnie tutaj znajdują się przekazane przeze mnie fragmenty rakiet, elementy uzbrojenia oraz odłamki bomby kasetowej pochodzące z terenu Polskiego Cmentarza Wojennego w Charkowie.
Dziś są one częścią muzealnej ekspozycji.
Nie są już jedynie materialnymi śladami wojny. Stały się świadectwem, że historia nie zakończyła się w 1940 roku. Rosyjskie rakiety, które spadły na teren polskiej nekropolii, połączyły tragiczny los ofiar zbrodni katyńskiej z dramatem współczesnej Ukrainy. Dla odwiedzających muzeum stanowią wymowne przypomnienie, że miejsca pamięci również mogą stać się ofiarami wojny.
Opuszczając Warszawę, wiedziałem, że wszystkie założenia tegorocznej edycji projektu zostały zrealizowane. Jednak najważniejsza część tej historii nie dotyczyła przebytych kilometrów ani odwiedzonych miejsc.
Dotyczyła pamięci.
To właśnie ona pozostaje celem każdej kolejnej edycji „Światła Pamięci” .
CZĘŚĆ IV – PAMIĘĆ, KTÓRA ZOBOWIĄZUJE
Tegoroczna edycja projektu „Światło Pamięci” dobiegła końca, jednak jej przesłanie pozostaje aktualne każdego dnia. Przemierzając ponad 4200 kilometrów przez Polskę i Ukrainę, po raz kolejny przekonałem się, że pamięć historyczna nie jest czymś danym raz na zawsze. Wymaga troski, zaangażowania i gotowości do podejmowania działań nawet wtedy, gdy wiążą się one z wieloma trudnościami.
Od 2017 roku projekt rozwija się z jednej, niezmiennej idei – aby światło pamięci docierało tam, gdzie spoczywają Polacy zamordowani przez totalitarne systemy, polegli w walce o niepodległość lub zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami. Każda kolejna wyprawa jest nie tylko podróżą do miejsc pamięci, ale także próbą ocalenia od zapomnienia historii konkretnych ludzi, rodzin i całych społeczności.
Tegoroczna edycja miała wyjątkowy charakter. Odwiedzone miejsca znajdowały się w kraju, który od lat zmaga się z wojną. Wymagało to dokładnego przygotowania, ciągłego śledzenia sytuacji bezpieczeństwa oraz dostosowywania planów do zmieniających się warunków. Mimo tych okoliczności udało się zrealizować wszystkie założenia wyprawy – zapalić znicze w Bykowni, oddać hołd ofiarom na Polskim Cmentarzu Wojennym w Charkowie, odwiedzić miejsca pamięci na Wołyniu, Cmentarz Obrońców Lwowa, a następnie Domostawę i Muzeum Katyńskie.
Szczególnie poruszającym doświadczeniem pozostanie możliwość wejścia na Polski Cmentarz Wojenny w Charkowie. Dzięki życzliwości i zaangażowaniu Konsula Rzeczypospolitej Polskiej w Kijowie , który podjął skuteczną interwencję u władz ukraińskich, mogłem przez około trzydzieści minut przebywać na nekropolii zamkniętej dla odwiedzających od 2022 roku. Był to moment, który pokazał, że nawet w czasie wojny możliwe jest godne uczczenie pamięci ofiar, jeśli znajdą się ludzie gotowi nieść pomoc i rozumiejący znaczenie takich miejsc dla polskiej historii.
Realizacja przedsięwzięcia nie byłaby możliwa bez wsparcia wielu osób oraz instytucji, którym pragnę wyrazić serdeczną wdzięczność.
Dziękuję Federacji Rodzin Katyńskich oraz Rodzin Katyńskich z Warszawy, Olsztyna, Torunia, Krakowa, Kalisza, Gdańska, Bydgoszczy, Poznania, Wrocławia i Łodzi za wieloletnie wsparcie, życzliwość i wspólne działania na rzecz zachowania pamięci o polskich ofiarach zbrodni katyńskiej.
Dziękuję wszystkim osobom prywatnym, organizacjom społecznym, stowarzyszeniom i darczyńcom, którzy wsparli tegoroczną edycję projektu. Każdy przekazany znicz był wyrazem pamięci, solidarności i przekonania, że obowiązek upamiętniania polskich ofiar spoczywa na całym naszym społeczeństwie.
Projekt „Światło Pamięci” z roku na rok staje się czymś więcej niż indywidualną inicjatywą. To wspólne dzieło ludzi, którzy wierzą, że historia nie może być obojętna, a miejsca spoczynku naszych rodaków – niezależnie od tego, po której stronie granicy się znajdują – zasługują na szacunek, modlitwę i obecność.
Dzisiejszy świat zmienia się bardzo szybko. Świadków tragicznych wydarzeń XX wieku jest coraz mniej, a kolejne pokolenia poznają historię przede wszystkim z książek, filmów i szkolnych lekcji. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy mogą docierać do miejsc pamięci i przekazywać ich historię dalej. Pamięć nie jest bowiem jedynie wspomnieniem przeszłości. Jest fundamentem naszej tożsamości oraz zobowiązaniem wobec przyszłych pokoleń.
Tegoroczna wyprawa dobiegła końca. Samochód wrócił do Polski po przejechaniu ponad 4200 kilometrów , a znicze pozostawione na Kresach powoli wypalały się w ciszy polskich cmentarzy i miejsc pamięci. Jednak istota projektu „Światło Pamięci” nigdy nie polegała wyłącznie na zapaleniu płomienia. Najważniejsze jest to, aby pamięć nie gasła w ludziach. Bo naród, który przestaje pamiętać o swoich ofiarach, z czasem zaczyna tracić również część własnej tożsamości.
Pamięć jest naszym obowiązkiem. To od nas zależy, czy kolejne pokolenia będą znały prawdę o ludziach, którzy oddali życie za Polskę i pozostali na Kresach Wschodnich. Dopóki na ich grobach płoną znicze, dopóty trwa również pamięć o nich.
Rafał Pyra autor tekstu i dziennikarz obywatelski inicjator projektu „Światło Pamięci” na Kresach Wschodnich członek Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Olsztynie nauczyciel Szkoły Podstawowej w Janowcu Kościelnym
Obserwuj nas na Google News