Choć sama jestem etykiem, dyplomowanym coachem i ukończyłam studia z zakresu diagnozy oraz terapii psychopedagogicznej, bardzo porusza mnie zachęta Jezusa z niedzielnej Ewangelii św. Mateusza, z rozdziału 11, aby po pomoc i wsparcie najpierw udawać się właśnie do Niego. Zwykle staram się tak postępo
Spis treści
Choć sama jestem etykiem, dyplomowanym coachem i ukończyłam studia z zakresu diagnozy oraz terapii psychopedagogicznej, bardzo porusza mnie zachęta Jezusa z niedzielnej Ewangelii św. Mateusza, z rozdziału 11, aby po pomoc i wsparcie najpierw udawać się właśnie do Niego. Zwykle staram się tak postępować, a jeśli kiedykolwiek z tej rady nie skorzystałam, to zwykle okazywało się, że tylko na tym traciłam. Zostawałam z jeszcze większym utrudzeniem i obciążeniem.
Dostępny Bóg
Do Boga nie ma zapisów, kolejek, saloników vipowskich, wyznaczonych godzin przyjęć lub konieczności bycia z określonego środowiska. Nie trzeba przygotowywać się finansowo na drogą wizytę lub szukać pośredników do Niego. Bóg nie pobiera opłaty za poradę i jest dostępny zawsze. On nie mówi: „Proszę się zapisać”, lecz mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”.
On jest zawsze tu i teraz. Czeka w każdym kościele, obecny w Najświętszym Sakramencie. Ale wysłucha nas także w czterech ścianach naszego pokoju. Można przyjść do Niego o każdej porze dnia i nocy i z całą prostotą powiedzieć wszystko – bez przygotowanego wcześniej wystąpienia, bez notatek czy zapisanych precyzyjnie punkcików, aby coś nam nie uleciało z głowy lub z obawy, że zostaniemy źle zrozumiani. On już wie, zanim otworzymy usta.
Nieznośny ciężar bytu
Jezus mówi do nas tej niedzieli wprost: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Słyszymy wyraźnie, że nie zwraca się wyłącznie do wybranych ludzi, do jakichś etycznie silnych, aksjologicznie uformowanych lub zawsze pewnych swoich decyzji. Jezus woła wszystkich, zwłaszcza tych, którzy są zmęczeni, zagubieni, przeciążeni, bezradni, w kryzysie, w chorobie, których codzienność przeraża i są w dołku. Jezus zaprasza człowieka, który nie daje już sobie rady z obowiązkami, emocjami, relacjami, po prostu z samym sobą. Każdy zresztą zna ten stan z własnego życia.
Współczesny człowiek żyje bowiem w gąszczu zadań, projektów, terminów i codziennych spraw do odhaczenia. Podlega presji sukcesu, skuteczności i ciągłego rozwoju. Ma być aktywny, dobrze zorganizowany, atrakcyjny fizycznie i towarzysko, odporny psychicznie, spełniony zawodowo i prywatnie oraz ustawiony społecznie. Gdy pojawia się problem, w tym chaosie często nie potrafi już ocenić, czego naprawdę chce, czego się boi i co powinien zrobić. Staje się przestraszony i decyzyjnie wręcz sparaliżowany. U iluż osób, które szukały u mnie wsparcia, widzę ten sam mechanizm: lęk zawsze rodzi brak obiektywizmu i realnej oceny siebie i swoich możliwości czy też obaw co do swojej decyzyjności. Bywa, że rodzi też autoagresję lub agresję w stosunku do innych. Człowiek nie potrafi wytrzymać sam ze sobą, a inni z nim. Stąd potem zaburzenia, nałogi, uzależnienia i ten nieznośny ciężar bytu. Dlatego szukają kogoś, kto rzuci światło na ich sytuację i podpowie, co należy zrobić. Szukają więc psychologów, mentorów, terapeutów, trenerów rozwoju osobistego, doradców, grup wsparcia, forów internetowych i telefonów zaufania. Potrzebują kogoś, kto ich wysłucha, pomoże uporządkować myśli, nazwie emocje i pokaże możliwy kierunek działania. Czasem potrzebują porady, czasem planu, a czasem jedynie możliwości wypowiedzenia tego, co od dawna w sobie noszą – takiego zwykłego, ludzkiego wygadania się, wyrzucenia z siebie nagromadzonych pokładów własnej niemocy.
Potrzeba pokrzepienia
Ludzie bowiem jako istoty racjonalne chcą być zrozumiani. Chcą usłyszeć, że ich lęk, zmęczenie, zagubienie, bezradność nie czynią ich gorszymi i niewartościowymi. Potrzebują spojrzenia z zewnątrz, ponieważ własne myśli często krążą w kółko wokół tego samego problemu i nie prowadzą do żadnego rozwiązania. Szukają także skutecznej strategii i poczucia sprawczości. Chcą wiedzieć, od czego zacząć i jaki powinien być następny krok. Niekiedy wybierają anonimowy kontakt, ponieważ boją się oceny bliskich. Innym razem potrzebują prawdziwych fachowców od życia, którzy, mają nadzieję, przekażą im wiedzę i doświadczenie. U podstaw tych wszystkich działań znajduje się potrzeba zmniejszenia lęku, odzyskania orientacji i uwolnienia się od dojmującego poczucia osamotnienia.
I to jest zupełnie naturalna potrzeba. Pomoc specjalisty może być skuteczna. Bóg przecież także posługuje się ludźmi, którymi są lekarze, psychologowie, terapeuci, kierownicy duchowi, coachowie, nauczyciele czy życzliwi przyjaciele. Nie należy więc przeciwstawiać Boga profesjonalnemu wsparciu.
Brak zaufania
Trzeba natomiast zapytać, dlaczego potrzebujący tak często do Boga zwracają się dopiero wtedy, gdy zawiodą wszystkie inne możliwości? Dlaczego Bogu pozostawiają ostatnie miejsce, jakby był jedynie awaryjnym rozwiązaniem, a nie Ojcem, który zna całą prawdę o nas, jeszcze zanim Mu o niej powiemy. Konsultację ze Stwórcą omijają szerokim łukiem. Zaczynają od drugiego człowieka, który może jedynie wysłuchać naszej opowieści i na jej podstawie próbować nas zrozumieć. Ludzki specjalista, trzeba nam pamiętać, nie widzi przecież całej historii naszego życia i niewiele wie o zakrętach przeszłości. Tymczasem Jezus, raz jeszcze to podkreślę, zna człowieka dokładniej niż najlepszy terapeuta, mentor, psycholog lub przyjaciel. Zna ludzką naturę w każdym najmniejszym detalu i wie o każdym aspekcie naszego życia, zna najciemniejszy zakamarek ludzkiej duszy, każdą myśl, pragnienie i potrzebę. Chrystus wie o nas więcej niż my sami o sobie; wie, co wydarzyło się dawniej, co dzieje się obecnie i jakie skutki mogą przynieść nasze decyzje. Zna zarówno nasze możliwości, jak i ograniczenia.
Rozumie nas tak doskonale jak nikt inny, a przy tym kocha bezgranicznie. Pragnie naszego dobra oraz stałego rozwoju. Chce, abyśmy stawali się najlepszą wersją samych siebie według boskiego zamierzenia, z którym nas stworzył. Wszyscy wyszliśmy spod Jego stwórczych palców. Skoro, jak słyszeliśmy w ostatnią niedzielę, „każdy włos na naszej głowie jest policzony”, to nie istnieje w naszym życiu sprawa, której Bóg nie zna albo którą uznałby za zbyt małą, nieważną czy niewartą uwagi.
Boski mentor
Dlatego to właśnie On powinien stawać się naszym pierwszym przewodnikiem i najdoskonalszym mentorem. Oczywiście wiem, dlaczego ludzie nie idą najpierw do Boga po pokrzepienie. Nie idą, ponieważ uważają lub nie wierzą, że naprawdę zostaną wysłuchani lub że Bóg faktycznie szczerze interesuje się ich losem.
Owszem, czasami odpowiedź od Boga nie przychodzi natychmiast i nie zawsze jest czytelna, zwłaszcza dla kogoś, kto ma ze Stwórcą kontakt niezbyt intensywny. Ale że będzie, to pewnik!
On raczej prowadzi człowieka do prawdy o nim samym. Uczy rozpoznawać dobro, widzieć we właściwym świetle pragnienia, przyjmować odpowiedzialność i odróżniać to, co istotne, od tego, co jedynie pilne.
Nie chodzi o to, nie chcę być źle zrozumiana, aby rezygnować z leczenia, terapii, coachingu czy profesjonalnego doradztwa. W końcu sama się tym zajmuję. Chodzi mi jedynie o właściwą kolejność. Najpierw Bóg, potem człowiek. Warto zatem najpierw pójść po pokrzepienie do Niego. Dopiero potem szukać właściwego człowieka, który może pomóc przejść przez konkretny problem.
Modlitwa nie zwalnia z myślenia i działania
Dlatego, aby nie przegapić Bożej interwencji lub odpowiedzi, trzeba być uważnym: podczas modlitwy, adoracji, lektury Ewangelii lub rachunku sumienia. Czasem Bóg odpowiada przez drugiego człowieka, konkretną sytuację albo przez słowa, które nagle pozwalają zobaczyć problem inaczej.
Jezus nie mówi do nas: przyjdźcie do Mnie niektórzy, tylko ci, którzy się źle mają, i to dopiero wtedy, gdy już nikt nie będzie potrafił wam pomóc. Mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. To zaproszenie jest aktualne także dziś. Warto z niego korzystać każdego dnia, a nigdy nie pozostaniemy bez pokrzepienia.
Zdzisława Kobylińska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News !