RAK
    PANI EWA ZNICZE SPRZEDAJE OD 18 LAT. DZIŚ MUSI WALCZYĆ O… MAŁĄ BUDKĘ

    PANI EWA ZNICZE SPRZEDAJE OD 18 LAT. DZIŚ MUSI WALCZYĆ O… MAŁĄ BUDKĘ

    549 odsłon
    PANI EWA ZNICZE SPRZEDAJE OD 18 LAT. DZIŚ MUSI WALCZYĆ O… MAŁĄ BUDKĘ

    W naszym mieście mamy te charakterystyczne osobowości, które pamiętamy i kojarzymy z danym miejscem. Panią Ewę Jaworowską z pewnością zna wielu odwiedzających groby swoich bliskich na cmentarzu przy ul. Spokojnej. Jej budka, w której prowadziła sprzedaż artykułów cmentarnych, niestety musiała zostać rozebrana, ponieważ stała w miejscu, które za jakiś czas będzie terenem przeznaczonym pod kolejne kwatery grzebalne. Jak wiemy, trwa powiększanie cmentarza. Sytuacja, w której się znalazła, pokazuje, że postęp, zwłaszcza ten dotyczący przepisów, choć z założenia ma służyć społeczeństwu, nie zawsze w praktyce gra do jego bramki. Pani Ewa handlowała głównie zniczami i stroikami przez 18 lat. Przez tak długi czas udało jej się zawrzeć wiele znajomości, a wraz z nimi przyszło grono stałych klientów. I to właśnie ci ludzie przekonali panią Ewę, by jednak została ze swoim handlem, ponieważ był moment, w którym ostródzianka zastanawiała się, czy dalej prowadzić działalność. Tutejsi dobrze pamiętają ten widok – nieistniejącą już budkę pani Ewy. A gdy obok stała jej srebrna Toyota RAV4, wszyscy wiedzieli, że pani Ewa jest na miejscu.

    Przed utworzeniem terenu budowy przyszło pismo z Miasta wypowiadające dzierżawę. Kiedy zaczynały się prace, jeszcze przez chwilę, za pozwoleniem firmy DROMO, mogłam handlować, ale koniec końców wyniosłam się po majówce. W międzyczasie nachodziły mnie myśli, żeby już tego nie ciągnąć i byłam bliska takiej decyzji. Do pozostania skłonili mnie klienci. No bo kiedy słyszy się pytania: „A gdzie będzie teraz po wkłady do zniczy przychodzić?”, to człowiek czuje, że jednak jakąś istotną rolę spełnia. Więc zostałam.

    – opowiada. No i pani Ewa musiała szukać sobie nowego miejsca. Najbardziej dogodnym, choć – jak łatwo się domyślić – znacznie gorszym od poprzedniego, okazało się to przy gruntowej drodze biegnącej po wschodniej stronie cmentarza. Po wydzierżawieniu terenu od miasta i jego utwardzeniu wydawało się, że wszystko zacznie już jakoś iść. Ale pojawiły się kolejne przeszkody związane z postępem – przepisy i wymogi przedstawione przez Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. One mocno się zmieniły. Nie tak łatwo jest dziś postawić niewielką budkę ze zniczami. Wygląda to zgoła inaczej niż 20 lat temu. Trudno jest prowadzić sprzedaż nie mając dachu nad głową. Na zdjęciu pani Ewa wykłada towar po wypogodzeniu. Na chwilę obecną pani Ewa rozkłada stolik i pergolę-namiot przy samochodzie. Tylko w taki sposób może prowadzić sprzedaż. A jeśli pogoda nie dopisze, nie jest w stanie handlować w ogóle, jak to miało miejsce ostatnio, kiedy towarzyszył nam wichury.

    Dużo się zmieniło. Teraz gdzieś do mnie trafia to powiedzenie, że trzeba doceniać to, co się ma, bo nie musi to trwać wiecznie. Miałam to szczęście, że autobusy miejskie zatrzymywały się tuż przy mojej budce. To nimi przyjeżdżały na cmentarz zwłaszcza osoby starsze, które stanowią większość moich klientów. Teraz muszą nadrabiać drogę i nie ukrywam, że to odczuwam. Pomyślałam więc: postawię nową budkę i będzie dobrze. Ale po złożeniu wniosku o pozwolenie na budowę i otrzymaniu pisma z nadzoru budowlanego trochę się wstrząsnęłam. Musiałam skorzystać z usług geodety, zatrudnić biuro projektowe i utwardzić teren. Okazało się, że projekt trzeba uzupełnić o kolejne elementy – od analizy zgodności z otoczeniem, przez kwestie przeciwpożarowe i zagospodarowanie terenu, aż po określenie materiału i koloru dachu. Nie spodziewałam się, że postawienie niewielkiej budki przy cmentarzu będzie wiązało się z aż taką liczbą formalności. To, co zauważyłam, to fakt, że trudno jest to wszystko ogarnąć samemu. Trzeba korzystać z usług firm specjalizujących się w tego typu kwestiach, jak chociażby biuro projektowe. Jestem daleka od narzekania, ale nie ukrywam, że czasami czułam się, jakbym miała rzucane kłody pod nogi. Poczułam, jakby administracja nie była dla nas – zwykłych ludzi. Cóż, wygląda to zupełnie inaczej niż 20 lat temu.

    A czas nagli, koszty rosną i właśnie przez nie pani Ewa zabrnęła już do takiego momentu, z którego nie może się wycofać. Kobieta zdaje sobie również sprawę, że nie można przez długi czas prowadzić sprzedaży z namiotu. Nie da się w ten sposób właściwie wyeksponować towaru, a odpowiednia ekspozycja jest w tym handlu niezwykle ważna. Ma ona bezpośredni wpływ na sprzedaż, a ta jest dla pani Ewy kluczowa – prowadzenie punktu ze zniczami stanowi obecnie jej jedyne źródło utrzymania. Ta złamana pelargonia dobrze symbolizuje trudne warunki pracy pani Ewy.

    Mam nadzieję, że uda mi się uzupełnić wszystkie wymogi nadzoru i że nie dostanę już kolejnego pisma zwrotnego z informacją o brakach. Jestem zdeterminowana. Jeśli tylko dostanę zgodę na budowę, z rodziną postawimy budkę w jeden dzień. Po tym wszystkim jej budowa nie będzie już szczególnym wyzwaniem, tym bardziej że tylko z tego się obecnie utrzymuję. Teraz przyszło mi do głowy, że moja sytuacja jest też pewną przestrogą dla innych. Jeśli ktoś prowadzi działalność albo mieszka w starszym budynku i nastąpi sytuacja, wskutek której go straci, musi liczyć się z tym, że jego odbudowa będzie odbywać się już na zupełnie innych zasadach.

    Można powiedzieć, że historia pani Ewy Jaworowskiej pokazuje, iż współczesny postęp – a może raczej sposób funkcjonowania aparatu administracyjnego – nie zawsze oznacza ułatwienie życia. Czasami zamiast poczucia wsparcia pozostawia wrażenie, że człowiek musi radzić sobie z całym systemem sam. Z systemem, którego przecież sam nie wymyślił. Jak sama przyznaje, trzeba włożyć wiele własnej pracy i środków, aby sprostać wszystkim formalnym wymaganiom. A przecież… czy nie powinno być odwrotnie? Mówimy tutaj o niewielkiej budce przy cmentarzu. To co dopiero dzieje się w przypadku budowy gmachu? Pani Ewa nie załamuje jednak rąk. Mimo wszystkich przeciwności stara się patrzeć w przyszłość z optymizmem. Wciąż spotyka swoich stałych klientów, którzy często przychodzą nie tylko po znicze, ale również po prostu zamienić z nią kilka słów. I nawet w tej trudnej sytuacji potrafi znaleźć odrobinę humoru.

    Plusem całej tej sytuacji jest to, że jestem opalona jak nigdy wcześniej.

    – kończy z uśmiechem. Odwiedźcie panią Ewę. Z pewnością się ucieszy.

    Artykuł PANI EWA ZNICZE SPRZEDAJE OD 18 LAT. DZIŚ MUSI WALCZYĆ O… MAŁĄ BUDKĘ pochodzi z serwisu Ostróda News .


    Źródło: Ostróda News (ostrodanews.pl)

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?