Droga zarówno Hiszpanii, jak i Argentyny do finału piłkarskich mistrzostw świata w Ameryce Północnej wiodła przez reprezentacje Republiki Zielonego Przylądka oraz Austrii. Mistrzowie Europy stracili najmniej goli - jednego, a obrońcy tytułu najwięcej strzelili - 19.
Hiszpania rozpoczęła udział w turnieju od - jak się wówczas wydawało - wielkiego blamażu. Podopieczni selekcjonera Luisa de la Fuente tylko zremisowali bezbramkowo z debiutującą w mundialu Republiką Zielonego Przylądka. Później okazało się, że był to ich najsłabszy występ w ostatnich pięciu tygodniach, a reprezentacja wyspiarskiego kraju z Afryki okazała się znacznie solidniejsza niż się spodziewano.
Kolejny mecz Hiszpanów w grupie H to komfortowe zwycięstwo nad Arabią Saudyjską 4:0. Później przypieczętowali oni awans do fazy pucharowej pokonując Urugwaj 1:0, choć tak naprawdę awansowaliby także w razie porażki.
Z pierwszego miejsca awansowali do 1/16 finału, w której nie dali szans Austrii (3:0). Gol w końcówce pomógł im wyeliminować w kolejnej rundzie Portugalię (1:0), a jedyną dotychczas bramkę stracili w ćwierćfinale z Belgią (2:1). Wówczas na 649 minutach zakończyła się seria liczby minut w mundialu z czystym kontem bramkarza Unaia Simona.
W półfinale „La Roja” niespodziewanie łatwo zdominowała finalistę sprzed czterech lat i mistrza z 2018 roku - Francję. Wygrana 2:0 była zaskakująca głównie ze względu na łatwość, z jaką Hiszpanie radzili sobie z zakusami Kyliana Mbappe, Michaela Olise czy Ousmane’a Dembele.
Argentyna tak solidna w defensywie jak mistrz Europy nie była - dała sobie wbić siedem goli, za to nadrabiała to siłą w ataku. Zdobyła 19 bramek, z których osiem było dziełem Lionela Messiego.
W grupie nie dała szans Algierii (3:0), Austrii (2:0) i Jordanii (3:1), za to w fazie pucharowej zaczęły się schody. Już w 1/16 finału dał się jej we znaki ten sam rywal, który sprawił sensację z Hiszpanią - Republika Zielonego Przylądka dwukrotnie odrabiała straty, w tym raz w dogrywce, i ostatecznie przegrała tylko 2:3.
Jeszcze trudniej było podopiecznym trenera Lionela Scaloniego w 1/8 finału, gdy dwa razy zaskoczył ich Egipt. Do 79. minuty rywale prowadzili 2:0, ale później mistrzowie świata zdobyli trzy gole, unikając nawet dogrywki. Wówczas spora krytyka spadła na zespół sędziowski, na czele z Francuzem Francois Letexierem, który oskarżano o podejmowanie decyzji faworyzujących Argentynę.
W ćwierćfinale „Albicelestes” wyeliminowali Szwajcarów, ale znów do zwycięstwa 3:1 potrzebna im była dogrywka - choć tym razem to rywale musieli gonić wynik. Argentyńczycy straty odrabiali ponownie w półfinale z Anglią, która prowadziła 1:0 do 85. minuty, ale gole Enzo Fernandeza i Lautaro Martineza, po asystach Messiego, przesądziły o awansie obrońców tytułu do finału.
Argentyna może zostać trzecią w historii drużyną, która zatriumfuje w dwóch edycjach MŚ z rzędu. Wcześniej dokonali tego Włosi w 1938 i Brazylijczycy w 1962 roku.
(PAP)
mm/ pp/
Obserwuj nas na Google News