
Zapowiedź ograniczenia stawek lekarzy do 240 zł brutto za godzinę wywołała nieoczekiwane zamieszanie. Jak mówi Interii Biznes prof. Jarosław J. Fedorowski, część lekarzy zarabiających dotąd 100–150 zł za godzinę zaczęła domagać się natychmiastowych podwyżek właśnie do poziomu planowanego limitu.
Problem jest jednak znacznie szerszy. Brak specjalistów sprawia, że szpitale konkurują między sobą o lekarzy, podbijając wynagrodzenia. Związek Powiatów Polskich od dawna alarmuje, że dyrektorzy placówek znajdują się pod ogromną presją, ponieważ odejście całego zespołu może zagrozić funkcjonowaniu oddziału.
Sam limit nie wystarczy
Eksperci przekonują, że sztywna stawka nie uwzględnia odpowiedzialności ani charakteru wykonywanej pracy. Inaczej powinien być wynagradzany zwykły dyżur, a inaczej praca w nocy, na SOR-ze czy OIOM-ie. Jednym z rozwiązań mogłoby być więc powiązanie pensji lekarzy ze specjalizacją, warunkami pracy oraz jej efektywnością.
Ministerstwo Zdrowia argumentuje, że ograniczenie najwyższych wynagrodzeń pozwoliłoby pozostawić więcej pieniędzy na leczenie pacjentów. Przedstawiciele środowiska medycznego odpowiadają jednak, że zadłużone placówki prawdopodobnie przeznaczą te środki przede wszystkim na spłatę zobowiązań.
Szpitale potrzebują większej reformy
Szczególnie trudna pozostaje sytuacja części szpitali powiatowych, które mierzą się z rosnącymi kosztami, problemami kadrowymi i niedoszacowaniem świadczeń. Dlatego samo ograniczenie zarobków lekarzy może okazać się jedynie doraźnym rozwiązaniem.
Bez zmian w finansowaniu szpitali, sposobie wyceny pracy medyków i organizacji leczenia trudno oczekiwać, że pacjenci rzeczywiście odczują poprawę.
Komentarz Redakcji: Stawka 240 zł za godzinę pracy dla lekarzy nie stać nas, podatników, tyle im płacić. To absurdalne, co robi ministerstwo zdrowia. Czy zatem takie same stawki zapłaci budżet na żołnierzy, policjantów, pracowników administracji czy nauczycieli? A w czym oni są gorsi? Dochodzimy w naszym państwie do absurdu. Pracę każdego lekarza chce się podciągnąć do pracy wybitnych specjalistów, którzy z pewnością mogą zasługiwać na takie stawki, ale nie wszyscy. Po prostu państwa polskiego na takie pensje nie stać. Tym bardziej że ci lekarze dostają w zasadzie bezpłatne studia, które kosztują od 300 tys. zł w górę. Kończą je na koszt Skarbu Państwa, a potem szantażują ten Skarb Państwa, czyli nas, którzy płacą za te studia, że odejdą od łóżek, że nie będą pracować. Czy to jest normalny kraj?
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)