
W świecie pełnym sensacyjnych wiadomości łatwo przeoczyć wydarzenia, które nie wywołują wielkiego medialnego zainteresowania, a jednak niosą głębokie duchowe znaczenie.
Zbliżający się jubileusz 150. rocznicy objawień gietrzwałdzkich staje się okazją nie tylko do przypomnienia historii, ale przede wszystkim do postawienia sobie pytania: czy jeszcze potrafimy odczytywać znaki czasu i usłyszeć to, co Bóg mówi także do współczesnego człowieka? Gietrzwałd nie imponuje bowiem rozmachem, nie przyciąga światowymi rekordami ani spektakularnymi wydarzeniami. A jednak od blisko 150 lat nie przestaje stawiać pytań. Nie tyle o historię, ile o teraźniejszość. Nie o to, co wydarzyło się w 1877 roku, ale o to, czy współczesny człowiek potrafi jeszcze rozpoznać znaki czasu. 30 czerwca 2026 roku w Ogrodach Watykańskich kard. Pietro Parolin poświęcił mozaikę przedstawiającą Matkę Bożą z Gietrzwałdu. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jest to jedynie jeden z wielu jubileuszowych gestów poprzedzających 150. rocznicę objawień, przypadającą w 2027 roku. W rzeczywistości jest to wydarzenie o znacznie głębszej wymowie. Objawienia gietrzwałdzkie, jedyne objawienia maryjne w Polsce oficjalnie uznane przez Kościół, coraz wyraźniej wracają do świadomości wiernych. Można odnieść wrażenie, że nie tyle my odkrywamy Gietrzwałd, ile Gietrzwałd na nowo upomina się o naszą uwagę.
Jak zauważa Ewa Czaczkowska w książce Odkryć Gietrzwałd na nowo (Tarnów 2026), zbliżający się jubileusz stwarza szansę, by więcej osób poznało historię tych objawień i odkryło ich duchowe znaczenie. To cenna uwaga. Nie chodzi bowiem wyłącznie o przypomnienie wydarzeń sprzed półtora wieku ani o zwiększenie ruchu pielgrzymkowego. Jubileusze mają sens tylko wtedy, gdy prowadzą do odnowienia pamięci, a pamięć staje się inspiracją do przemiany życia.
Najbardziej zadziwia to, że przesłanie Gietrzwałdu niemal się nie zestarzało. Zmienił się świat, zmieniła się Polska, zmieniły się sposoby komunikacji i styl życia. Ale nie zmieniły się najgłębsze pytania człowieka. Nadal szukamy sensu życia, pokoju serca, trwałych więzi, nadziei silniejszej od lęku i odpowiedzi na pytanie, co naprawdę jest warte naszego wysiłku.
Podczas 82 dni objawień – od 27 czerwca do 16 września 1877 roku – Maryja prowadziła swoistą, prostą, lecz niezwykle wymagającą katechezę. Wskazywała na Chrystusa, zachęcała do codziennej modlitwy, zwłaszcza różańcowej, uczyła zaufania Bogu i wierności Kościołowi. Nie proponowała nowych idei ani nadzwyczajnych rozwiązań. Przypominała rzeczy dobrze znane, które z biegiem czasu łatwo spychamy na margines. Historia chrześcijaństwa pokazuje zresztą, że największe odnowy rodziły się nie z rewolucji, ale z powrotu do tego, co najważniejsze.
To właśnie dlatego Gietrzwałd pozostaje tak aktualny. Mówi o wspólnocie w czasach narastającego indywidualizmu. O modlitwie w epoce nieustannego hałasu. O wolności od uzależnień, które dziś przybierają nowe formy, ale mają to samo źródło – ludzkie serce szukające szczęścia poza Bogiem. Mówi również o sensie życia, który w świecie dobrobytu okazuje się dobrem coraz bardziej deficytowym.
Szczególnie wymagająco brzmi dziś wezwanie do wierności Kościołowi. Nie jest ono łatwe w epoce skandali, rozczarowań i utraty autorytetów. Tym bardziej jednak warto pamiętać, że Maryja nie prowadzi do instytucji dla niej samej, lecz zawsze prowadzi do Chrystusa obecnego w Kościele. Wierność Ewangelii nie oznacza przecież zamykania oczu na ludzkie grzechy. Oznacza odwagę, by mimo nich nie utracić z oczu Tego, który pozostaje źródłem nadziei.
Być może właśnie dlatego jubileusz Gietrzwałdu nie powinien ograniczyć się do okolicznościowych uroczystości, konferencji czy publikacji. Największym niebezpieczeństwem dla życia wiary nie jest przecież brak wydarzeń religijnych, ale przyzwyczajenie. Można znać historię objawień i nigdy nie usłyszeć ich przesłania. Można pielgrzymować do świętych miejsc, a jednocześnie pozostać daleko od Ewangelii.
Chrystus wyrzucał swoim współczesnym, że potrafią rozpoznawać znaki na niebie, lecz nie umieją odczytywać znaków czasu (por. Mt 16,2-3). To zdanie nie straciło nic ze swojej aktualności. Dziś również z niezwykłą łatwością analizujemy polityczne sondaże, gospodarcze prognozy, wyniki badań i doniesienia mediów. Znacznie trudniej dostrzec ciche znaki, przez które Bóg od lat przemawia do człowieka.
Być może największym cudem Gietrzwałdu nie jest to, że przed 150 laty Maryja ukazała się dwóm dziewczynkom: 13-letniej Justynie Szafryńskiej i 12-letniej Barbarze Samulowskiej. Być może większym cudem byłoby to, gdybyśmy po 150 latach naprawdę potraktowali Jej słowa serio. Bo znaki czasu nie są po to, by je podziwiać. Są po to, by zmieniały kierunek naszego życia.
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Przeczytaj jeszcze
Galerie
ks. Leszek Smoliński
Maria Sołowiej
Andrzej Macura
Autoreklama