
Są więzienia, w których nie trzeba murów i kajdan. Wystarczy miejsce, z którego nie ma dokąd uciec. Encyklika Magnifica humanitas jest w wielu wymiarach ciekawa. Zmusza do przemyśleń. I może dlatego trudno ją czytać szybko, od deski do deski. Lepiej się zatrzymać, zastanowić, przemyśleć to, co się
Są więzienia, w których nie trzeba murów i kajdan. Wystarczy miejsce, z którego nie ma dokąd uciec.
Encyklika Magnifica humanitas jest w wielu wymiarach ciekawa. Zmusza do przemyśleń. I może dlatego trudno ją czytać szybko, od deski do deski. Lepiej się zatrzymać, zastanowić, przemyśleć to, co się przeczytało. Dziś parę kolejnych myśli zrodzonych z lektury tej encykliki. Bez ambicji wychwycenia wszystkiego. Raczej w formie podzielenia się tym, co piszący te słowa widzi na pierwszy rzut oka. Z części zatytułowanej „Strzec wolności przed uzależnieniem i utowarowieniem”.
W pierwszym z punktów tej części encykliki (punkt 170) papież porusza problem uzależnienia od technologii cyfrowych. Dokładniej: odpowiedzialność ich twórców za taki stan rzeczy.
Temat znany. Subiektywnie najistotniejsze? Odpowiedzialność moralna tych, którzy z chęci pomnażania zysków takie uzależniające systemy tworzą. Odpowiedzialność, od której – jak podkreśla papież – tworzący takie systemu nie mogą się uchylić. Tak, każdą rzecz, każdą technologię, można źle wykorzystać. Łyżkę, widelec, spodnie, samochód, prąd w gniazdku, energię jądrową, silnik odrzutowy – wszystko. W większości jednak przypadków to sytuacje marginalne, dziejące się wbrew intencji tych, którzy takie przedmioty czy technologie tworzą. Gdy marginesem to nie jest – jak przy wytwarzaniu wódki czy przy produkcji broni palnej – nakłada się na branżę ograniczenia. By szkodliwość jak najbardziej ograniczyć. Zagrożenia płynące z korzystania z nowych technologii informatycznych, także sztucznej inteligencji, dopiero niedawno zaczęto zauważać. I mamy dopiero pierwsze próby regulowania ich działalności tak, by ograniczyć negatywne skutki korzystania z nich. Niestety, ich twórcy, dla osiągnięcia jak najwyższych zysków, zdają się te zagrożenia lekceważyć. I choć świadomi problemu, dla pomnożenia zysków specjalnie stosują różne uzależniające techniki. Są odpowiedzialni. Jak ci, którzy swego czasu faszerowali papierosy dodatkowo uzależniającymi substancjami. Też dla zysku...
O niby znanym, ale chyba faktycznie mniej w powszechnej świadomości funkcjonującym zagrożeniu związanym z nowymi informatycznymi technologiami, pisze Leon XIV w kolejnym punkcie swojej encykliki.
Tak, ma papież rację. Takie ciągłe zbieranie najdrobniejszych śladów działania konkretnych ludzi jest społecznie niebezpieczne. Trywialny przykład: w niektórych krajach zarejestrowany w systemach zakup kartą alkoholu może spowodować zainteresowanie się delikwentem instytucji zajmujących się uzależnieniami. Kto jeszcze w związku z tym dowiaduje się o często tylko potencjalnym problemie, strach nawet pomyśleć. Takie dane zaś mogą decydować o konkretnych, niekorzystnych dla człowieka decyzjach.
A przecież tych danych, jakie zostawiamy w świecie cyfrowym, jest całe mnóstwo. Pamiętam szok jaki przeżyłem swego czasu, gdy przejrzałem na Goglach swoje dane z ostatniego roku dotyczące lokalizacji. Codzienna droga do pracy, inna droga z pracy. Niedzielny spacer do kościoła, odwiedziny u matki. Obraz bez znaczenia, gdyby chodziło o dwa dni. Obraz mówiący o człowieku bardzo wiele, bo pokazujący jego tryb życia, gdy przejrzeć takich map kilkadziesiąt. I wszystkie odstępstwa od szablonu widoczne jak na dłoni: tu wizyta u dentysty, tam odwiedziny znajomych, wyjazd w góry: wszystko... Niby bez większego znaczenia. Ale o znaczeniu ogromnym, jeśli ktoś w niecnych zamiarach perfidnie chciałby te dane wykorzystać.
Słusznie pisze papież, że ta „kontrola nie dokonuje się jedynie poprzez wyraźne zakazy, lecz także przez samą architekturę rozpoznawalności: to, co zostaje wzmocnione albo uczynione nierozpoznawalnym, to, co bywa nagradzane albo karane, ostatecznie kształtuje opinie i wybory, rodząc konformizm i autocenzurę”. Nie dostanę takie czy innej pracy, nie obejmę tego czy innego stanowiska, bo odwiedzam niewłaściwe miejsca, korzystam z niewłaściwych mediów, kupuję w niewłaściwych sklepach... Póki co taka kontrola, to, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, teoria. Podobno. Ale czy naprawdę? I jak długo będzie tylko teorią? Stąd słuszny postulat jasnych reguł i paru innych....
A dalej pisze papież o źródle tego rodzaju problemów.
Ciekawe spostrzeżenie: są elity, mające dostęp do danych umożliwiających segregację i podporządkowanie, i jest reszta, zasób dla elit; zasób, który pracować na zasobność elit. Brzmi jak z dawnych futurystycznych wizji świata, ale przecież w jakiejś mierze to już chyba rzeczywistość, nie tak? Dość wspomnieć o różnych mechanizmach finansowych czy kryptofinansowych, na których drobni ciułacze mogą zarobić tylko zbiegiem okoliczności, natomiast zawsze ci, którzy na tym mają zarobić. A elity, uważające się za lepsze? Widzieliśmy to na przykładzie afery z Jefreyem Epsteinem: uważają, że są ponad. Ponad innymi, ponad prawem. Są obrzydliwie bogaci, mogą wiele kupić, ich ono nie dotyczy... Zresztą, co tu dużo mówić, nasze rodzime elity, których możliwości finansowe są oczywiście dużo bardziej ograniczone, też uważają się za lepsze. Jak mogliśmy się przekonać gdy wprowadzono 500+, do nich należą atrakcyjne miejscowości, ekskluzywne lokale i parę innych. Nie ma tam miejsca dla motłochu. I też uważają owe elity, że są ponad prawem...
Warto zwrócić też uwagę na ostatnie zdanie tego punktu Leonowej encykliki: „Także pewne logiki strukturalnego zadłużenia, utrzymujące całe narody w stanie zależności, ujawniają tę samą mentalność, która godzi się – w nowych formach – na relacje podporządkowania zbliżone do niewolnictwa”.
Przykład takiego mechanizmu? Wcisnąć biednym krajom pożyczkę na zakup produkowanych w kraju pożyczkodawcy drogich towarów konsumpcyjnych. Mamy zysk dzięki procentom z pożyczki, mamy zysk w postaci rynku zbytu. Żyć nie umierać. A kraj, którego przywódcy w swojej głupocie (albo przekupieni) wzięli tę pożyczkę, ma problem. Bo przejadłszy pieniądze nie ma z czego spłacić zobowiązania, a dług rośnie. A wraz z nim zależność...
Tak, to bardzo ciekawa encyklika. Także tam, gdzie potwierdza intuicję, że ten świat nie jest poukładany tak, jak się nam najczęściej wydaje. Nie jest tak naprawdę demokracją, bo dawno już znacznie więcej mają w nim do powiedzenia różni „ważniejsi” i stosujący nieczyste zagrywki lobbyści. Odstępstwa od szczytnych ideałów demokracji to już od dawna (jeśli ie od zawsze) nie incydenty, bez wpływu na ogólny obraz spraw, ale rak, który toczy demokrację, zamieniając ją powoli, ale coraz bardziej wyraźnie, w dyktaturę plutokracji.
Zgodzić się z tym? Nie zgodzić? Ale rozważyć warto.
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Intencje papieskie