RAK
    Gdy ziemia zatrzęsła osłabionym państwem

    Gdy ziemia zatrzęsła osłabionym państwem

    2048 odsłon
    Gdy ziemia zatrzęsła osłabionym państwem

    Trzęsienia ziemi nie da się zatrzymać, ale można ograniczyć jego skutki. W Wenezueli tysiące ludzi zginęły nie tylko dlatego, że wstrząsy były wyjątkowo silne. Ich szanse zmniejszały również słabe budynki, niedobór sprzętu ratowniczego i system ochrony zdrowia osłabiony przez lata kryzysu.

    4490 zabitych i 16 740 rannych – to najnowszy oficjalny bilans dwóch potężnych trzęsień ziemi, które 24 czerwca nawiedziły Wenezuelę. Około 30 tysięcy nadal uznaje się za zaginionych, a 315 odnalezionych ciał nie zostało jeszcze zidentyfikowanych. Wstrząsy o magnitudzie 7,2 i 7,5 uderzyły jeden po drugim, powodując ogromne zniszczenia przede wszystkim w nadmorskim stanie La Guaira. Uszkodzonych zostało 856 budynków, z których 190 zawaliło się lub doznało poważnych uszkodzeń konstrukcyjnych. Około 17 tys. osób straciło dach nad głową. Bilans ofiar przez kolejne dni gwałtownie rósł.

    Nie ma wątpliwości, że Wenezuelę dotknął wyjątkowo silny kataklizm. Dwa potężne wstrząsy przyniosłyby poważne straty także w znacznie bogatszym kraju. Im więcej czasu mija jednak od katastrofy, tym częściej powraca pytanie: czy liczba ofiar musiała być aż tak wielka?

    Śmierć pod słabymi murami

    Jednym z najbardziej dramatycznych obrazów po trzęsieniu byli mieszkańcy samodzielnie przeszukujący ruiny własnych domów. Associated Press opisywała ludzi szukających bliskich przy użyciu prostych narzędzi. Niektóre rodziny za własne pieniądze wynajmowały ciężki sprzęt, aby dotrzeć do miejsc, w których mogły znajdować się ciała krewnych.

    Szczególne pytania dotyczą części budynków wzniesionych w ramach publicznych programów mieszkaniowych rozwijanych za czasów Hugo Cháveza. Relacje mieszkańców i ekspertów wskazują na możliwe problemy z jakością konstrukcji oraz nadzorem budowlanym. W niektórych miejscach całe kompleksy rozsypywały się, podczas gdy stojące w pobliżu budynki przetrwały.

    Na ostateczne wnioski trzeba poczekać do czasu ekspertyz. Nie każdy zawalony dom jest dowodem zaniedbania. Katastrofa ponownie postawiła jednak pytania o stan infrastruktury w kraju od lat pogrążonym w kryzysie gospodarczym i politycznym. Sama magnituda nie decyduje bowiem o liczbie ofiar trzęsienia ziemi. Znaczenie mają także jakość budynków, przestrzeganie norm i przygotowanie służb. W Wenezueli ziemia zatrzęsła państwem, które przez lata traciło pieniądze, specjalistów i zdolność utrzymania podstawowej infrastruktury.

    Wyścig, w którym brakowało sprzętu

    Po zawaleniu budynku zaczyna się wyścig z czasem. Tymczasem relacje zagranicznych agencji z pierwszych dni katastrofy pokazywały cywilów poszukujących bliskich na własną rękę. Brakowało ciężkiego sprzętu, a pomoc nie wszędzie docierała równie szybko. Władze odrzucają zarzuty o spóźnioną reakcję. Do najbardziej dotkniętych regionów skierowano bowiem krajowe służby i wojsko, a do Wenezueli przybyło ponad 1,6 tys. zagranicznych ratowników. Pełniąca obowiązki prezydenta Delcy Rodríguez zapewniała, że państwo od pierwszych godzin mobilizowało wszystkie dostępne siły.

    Skala katastrofy szybko przekroczyła jednak możliwości krajowego systemu. Reuters opisywał mieszkańców i wolontariuszy kopiących w gruzach gołymi rękami. AP relacjonowała historie rodzin, które same musiały organizować dźwigi potrzebne do wydobycia ciał bliskich. – Świat rozpadł się w mniej niż dwie minuty – mówiła w EWTN News Claudia Gonzales z World Vision Venezuela. Opowiadała o rodzinach śpiących na ulicach i ludziach uwięzionych pod betonem. – Międzynarodowa pomoc przybyła. Problem w tym, że La Guaira jest duża. To nie wystarcza – podkreślała. W wielu miejscach pierwszymi ratownikami byli sąsiedzi i krewni. Ten obraz pokazuje, jak wielkie znaczenie w pierwszych godzinach katastrofy ma sprawny system reagowania kryzysowego.

    Szpitale na granicy wytrzymałości

    Jeszcze przed 24 czerwca wenezuelska ochrona zdrowia zmagała się z niedoborami leków, aparatury i personelu. Wieloletnia emigracja pozbawiła kraj części lekarzy i pielęgniarek, a problemy z dostawami energii i wody zakłócały pracę placówek medycznych. Trzęsienie uderzyło więc nie w system posiadający rezerwy na czas katastrofy, lecz w ochronę zdrowia już wcześniej funkcjonującą pod ogromną presją.

    Światowa Organizacja Zdrowia informowała o poważnie uszkodzonych placówkach i szpitalach działających jedynie częściowo. W lecznicach rosło przepełnienie i liczba oczekujących na operacje. Według AP około połowy pracowników ochrony zdrowia w najbardziej dotkniętym stanie La Guaira sama ucierpiała w wyniku kataklizmu. – Lekarze i pracownicy ochrony zdrowia robią wszystko, co mogą, szczególnie opiekując się rannymi i wieloma ludźmi przybywającymi w stanie emocjonalnego załamania – mówił Vatican News abp José Luis Azuaje Ayala, przewodniczący Caritas Venezuela.

    Zagrożenie nie skończyło się wraz z zakończeniem najintensywniejszych poszukiwań. Tysiące ludzi trafiły do tymczasowych schronisk. Organizacje medyczne ostrzegają przed brakiem czystej wody, złymi warunkami sanitarnymi i ryzykiem chorób. Pomocy potrzebują też przewlekle chorzy, którzy stracili dostęp do leków. Ostateczny bilans katastrofy może więc objąć nie tylko ludzi zabitych przez walące się stropy. Zależy również od tego, czy uda się zapobiec kolejnemu kryzysowi zdrowotnemu.

    Kościół wśród ruin

    Tam, gdzie system państwowy nie był w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb, szybko pojawiły się organizacje pomocowe. Jedną z największych sieci uruchomił Kościół katolicki. Caritas Venezuela rozpoczęła działania już w pierwszych godzinach. – Jako Caritas i Kościół katolicki staramy się pomagać wszystkim tak bardzo, jak to możliwe, aby mogli odnaleźć nadzieję, a przede wszystkim przezwyciężyć kryzys psychologiczny i emocjonalny – mówił abp Azuaje Ayala.

    Pierwszy raport Caritas pokazuje skalę mobilizacji. Do kraju dotarły tysiące ton pomocy humanitarnej. Rozdzielano leki, żywność i zestawy higieniczne. W ciągu kilkunastu dni wsparcie objęło dziesiątki tysięcy ludzi. W La Guaira parafie zmieniły się w centra pomocy. Kościół Niepokalanego Serca Maryi, który przetrwał wstrząsy bez poważnych uszkodzeń konstrukcyjnych, stał się punktem zbiórki i dystrybucji darów. – Parafia stała się miejscem spotkań księży, a także centrum dystrybucji pomocy dla sąsiednich miejscowości – opowiadał Vatican News proboszcz ks. Antonio Rella. Przyznawał, że początkowo działania były częściowo chaotyczne. – Pierwszą organizacją, która odpowiedziała od razu, była Caritas – podkreślił.

    Gdy prowadzony przez siostry zakonne szpital San José w La Guaira doznał poważnych uszkodzeń, zakonnice uruchomiły szpital polowy. Catholic Relief Services wraz z Caritas i lokalnym Kościołem dostarcza żywność, wodę, schronienie i pomoc medyczną. Natomiast Leon XIV przekazał na natychmiastową pomoc dla Wenezueli 100 tys. euro.

    Kościelna pomoc nie zastąpi państwa. Nie odbuduje tysięcy mieszkań, wodociągów i szpitali. Pokazuje jednak znaczenie struktur, które były obecne wśród ludzi jeszcze przed katastrofą. Parafie i lokalna Caritas nie musiały dopiero szukać drogi do poszkodowanych. One już tam były. Trzęsienie ziemi nie stworzyło wieloletniego kryzysu Wenezueli. Obnażyło jednak jego konsekwencje w najbardziej brutalny sposób. Nie wiadomo, ilu ludzi udałoby się uratować w lepiej przygotowanym kraju. Doniesienia z miejsc katastrofy wskazują jednak, że słabość państwa mogła dodatkowo zwiększyć cenę, jaką Wenezuelczycy zapłacili za kataklizm.

    Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.


    Źródło: Gość Niedzielny – edycja sandomierska

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?