RAK
    Senior w aptece. Co robić by lek nie stał się trucizną

    Senior w aptece. Co robić by lek nie stał się trucizną

    1196 odsłon
    Senior w aptece. Co robić by lek nie stał się trucizną

    Czy życie po 60. roku życia musi zwalniać? W nowym cyklu edukacyjno-poradnikowym „Czy życie zacina się po 60-tce?” doświadczeni specjaliści z ośmiu dziedzin podpowiedzą, jak dbać o zdrowie , sprawność i dobre samopoczucie w wieku senioralnym. Rozmowy z farmaceutą, diabetologiem, geriatrą, psychologiem, fizjoterapeutą, podologiem, dietetykiem i okulistą przeprowadziła Katarzyna Gruchot , dziennikarka od lat zajmująca się problematyką senioralną.

    Wiesz coś więcej na ten temat?

    Napisz do nas

    Ponad połowa polskich seniorów przyjmuje codziennie pięć lub więcej leków. Do tego dochodzą suplementy diety, witaminy, preparaty ziołowe i środki przeciwbólowe kupowane bez recepty. Czy rzeczywiście bierzemy za dużo? I jak robić to bezpiecznie? O interakcji między lekami, modnych witaminach i kuchennych apteczkach z farmaceutką Justyną Kiedrowską rozmawia Katarzyna Gruchot.

    – Seniorzy są największymi konsumentami leków w Polsce. Z raportu GUS wynika, że 55% z nich zażywa codziennie co najmniej 5 leków. Czy to nie jest tak, że farmaceuci sami proponują seniorom kolejne suplementy, witaminy i probiotyki?

    – Musimy pamiętać o tym, że rolą farmaceuty w aptece jest jak najlepsze doradztwo i jak najlepsza pomoc. Każdy adept zawodu składa przysięgę, w której mówi, że dobro chorego jest dla niego najwyższym nakazem. Z jednej strony jest więc troska o pacjenta, a z drugiej, niestety, nieubłagany marketing, spod którego nasza branża nie jest wyjęta. To on dominuje w naszym świecie i sprawia, że seniorzy, którzy są podatni na reklamy, częściej sięgają po preparaty, których wcale nie potrzebują. Nie możemy mieć pretensji do farmaceuty, że próbuje coś dodatkowo seniorowi polecić. Prosty przykład. Przychodzi senior z objawami przeziębienia, farmaceuta widzi na recepcie antybiotyk, więc z automatu pyta, czy pacjent ma w domu probiotyk, czy go dołożyć i już jest następne opakowanie. Czasami pacjent sam mówi, że czegoś jeszcze potrzebuje. Społeczeństwo polskie lubi zażywać leki i chciałoby się uchronić przed jakąkolwiek chorobą, a jak ktoś jest już chory to chce się szybko wyleczyć i myśli, że jak kupi dwa czy cztery leki, to będzie lepiej. Czasami wystarczyłby jeden i 48 godzin odpoczynku, wygrzania się i wyleżakowania. My nie staramy się nadmiernie tych seniorów zachęcać do zakupów, ale liczba sprzedawanych leków wciąż wzrasta.

    – Im więcej leków, tym większa możliwość interakcji między nimi. Które suplementy diety najczęściej wchodzą w interakcje z innymi lekami?

    – Na początku chciałabym Państwu przybliżyć definicję produktu leczniczego, bo musimy bardzo wyraźnie rozgraniczyć leki od suplementów diety. Produkt leczniczy jest substancją chemiczną, albo pochodzenia naturalnego, albo pochodzenia roślinnego, która zmienia czynność organizmu w taki sposób, że prowadzi do złagodzenia objawów choroby, albo do jej wyleczenia, zmieniając czynność fizjologiczną organizmu. Natomiast suplement diety nie zmienia czynności organizmu tylko uzupełnia w nim to, co może być niedoborem. Może nam czegoś brakować z powodu zażywanych leków, złego odżywiania się lub na skutek starzenia się organizmu. Na przykład zaczyna nam brakować kolagenu, w związku z czym potrzebne są substancje, które go uzupełniają. Leki wchodzą w interakcję między sobą, ale mogą też wejść w interakcję z suplementami, które zażywamy. Nawet popularny sok grejpfrutowy może być niebezpieczny, bo zawiera składniki, które wchodząc w interakcję z lekami i wpływają na ich działanie w organizmie. Lek działa wtedy, kiedy jest połączony z białkiem, natomiast jak jest wyparty z tego białka, to rośnie jego stężenie we krwi, ale działanie nie wzrasta. W związku z tym niosąc choremu do szpitala grejpfruty albo wypijając sok grejpfrutowy musimy się zastanowić, czy na pewno robimy dobrze.

    – Na jakie składniki suplementów diety i leków powinniśmy zwrócić szczególną uwagę w kontekście ich niepożądanych działań?

    – Pierwszą grupę stanowią suplementy diety i leki zawierające dziurawiec. Wszyscy już wiedzą, że dziurawiec i lato to dwie sprzeczności, bo powoduje on reakcje fototoksyczne. Ale dziurawiec wchodzi też na przykład w interakcje z lekami przeciwdepresyjnymi. Z jednej strony dziurawiec działa przy schorzeniach wątroby i układu trawienia, ale z drugiej strony działa też na układ nerwowy i wchodzi w konflikt z lekami przeciwdepresyjnymi. Osoby przyjmujące antydepresanty muszą być bardzo ostrożne, jeśli chodzi o dziurawiec. Druga grupa to na przykład preparaty z miłorzębu japońskiego. I tutaj mamy zarówno preparaty, które mają status produktu leczniczego, dostępnego bez recepty, jak i suplementu. Miłorząb japoński jest naturalnym preparatem roślinnym, który poprawia krążenie mózgowe, obwodowe, pamięć i koncentrację, więc idealnie nadaje się dla seniorów. Niestety, wchodzi też w interakcję z dużą grupą leków rozrzedzających czy przeciwzakrzepowych, poczynając od popularnego kwasu acetylosalicylowego, czyli tych wszystkich preparatów z serduszkiem, takich jak popularny Polocard, czy Acard. Seniorzy, którzy zażywają tego typu leki powinni zwrócić uwagę na to, czy w ich składzie jest Rivaroxaban i Dabigatran, bo one wchodzą w interakcję z miłorzębem japońskim. Oczywiście nie odstawiamy leków, tylko suplementy.

    – Czy witaminy są bezpieczne i możemy je przyjmować przez cały rok?

    – W mojej ocenie witaminy należałoby przyjmować sezonowo. Pamiętam czasy pandemii i absolutny szał na witaminę C w dużych dawkach. Obserwowaliśmy, że ten trend utrzymywał się przez kolejne trzy lata. A nie powinniśmy atakować naszego organizmu przez okrągły rok jednogramową dawką witaminy C na dobę, bo trzeba dać organizmowi szansę samodzielnego działania. Jeżeli czujemy objawy przeziębienia lub grypy i wtedy wejdziemy z uderzeniową dawką witaminy C przez kilka dni, to jest OK, ale profilaktycznie i na okrągło już nie. Oczywiście łagodna suplementacja w standardowych dawkach po 100 lub 200 mg w okresie zachorowań na grypę jest bezpieczna. Trzeba jednak pamiętać o tym, że witamina C, o której się mówi, że jest rozpuszczalna w wodzie i jej nadmiar się wydala, musi zostać przez nasz organizm w całości zmetabolizowana.

    – A co z najbardziej popularną w dzisiejszych czasach witaminą D?

    – Na nią też jest niestety moda i to już od kilku lat. Witamina D już taka bezpieczna jak C nie jest, ponieważ jest rozpuszczalna w tłuszczu, a więc jej nadmiar może się skumulować w naszym organizmie, bo go nie wydalamy. No i teraz o witaminie D jest dłuższa bajka, bo kiedyś, 30, 40 lat temu nie było niedoborów witaminy D i nikt o tym nie słyszał. Mało tego, na początku mojej kariery zawodowej, jej przedawkowanie było uważane za gorsze niż jej brak, a przeliczane jednostki przepisywano tylko dzieciom. W kolejnym pokoleniu to się zmieniło za sprawą naszego stylu życia. Nasi rodzice albo nasi dziadkowie, czyli Ci, do których adresujemy ten wywiad, więcej czasu spędzali na świeżym powietrzu i słońcu. Nie siedzieli całymi dniami przed komputerami w wysokich wieżowcach, albo pomieszczeniach bez okien. W związku z tym mieli cały czas dostęp do naturalnej witaminy D, która syntetyzowała się w organizmie już od najmłodszych lat, bo dzieci częściej bawiły się na dworze i nawet WF miały na dworze. Cywilizacja sprawiła, że zamknęliśmy się w czterech ścianach domu, gdzie nie ma słońca i nasz organizm samodzielnie nie syntetyzuje tej witaminy, a jeżeli to robi to w ograniczonej ilości. Sprawę załatwiłby dwutygodniowy wyjazd dwa albo trzy razy do roku do ciepłych krajów, gdzie chodzilibyśmy odkryci. Ale nawet jak gdzieś jedziemy, to nie jesteśmy odkryci, bo się boimy dziury ozonowej, opalenizny, raka skóry, więc się zakrywamy. A tak naprawdę to 15 minut dziennie spędzane na słońcu między 10.00 a 15.00, przy odsłoniętych 80 procentach ciała zapewnia nam wystarczającą dawkę witaminy D. Dlatego zanim zaczniemy ją przyjmować, zalecane jest wykonanie badania krwi na jej poziom w organizmie. Jeśli jest niedobór to w sezonie zimowym, czyli od października do marca, dorosły senior, a już na pewno ten o zwiększonej masie ciała albo cukrzyk, może bezpiecznie przyjmować 4 tysiące jednostek witaminy D. Potem schodzimy do 2 tysięcy. Kontrolnie, raz w roku należy zrobić badanie, które potwierdzi, że jej potrzebujemy.

    – Czy przyjmowanie ziół jest zawsze bezpieczne?

    – W mojej ocenie tak, bo nawet zaparzając sobie codziennie inne herbatki, nie jesteśmy w stanie przedawkować. Żeby nam coś zaszkodziło, musielibyśmy pić co najmniej 6 szklanek naparu dziennie. Ziółka są bezpieczne, natomiast trzeba mieć do nich dużo cierpliwości i systematyczności, bo na efekty trzeba długo czekać. Sama jestem zwolenniczką różnego rodzaju herbatek ziołowych, mieszanek, ziół świeżych latem, czy ziół suszonych zimą.

    – A co z popularnymi lekami przeciwbólowymi? Jak działa z innymi lekami aspiryna i na przykład ibuprofeny?

    – Spożycie tych leków w naszym kraju jest naprawdę duże i rodzą się pewne niebezpieczeństwa. Przede wszystkim powiem coś, co boli nas, farmaceutów. Jesteśmy przerażeni tym, że oprócz tradycyjnego już od ponad 120 lat kwasu acetylosalicylowego, czyli aspiryny, a później paracetamolu i ibuprofenów, dopuszczono w Polsce do sprzedaży bez recept leki zawierające meloksikam, naproksen czy ketoprofen. To są kolejne trzy podstawowe leki z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych, które łączone z lekami z tej samej grupy, co one, czyli z ibuprofenami i z aspirynami, czyli kwasem acetylosalicylowym, powodują spotęgowanie nasilenia działań niepożądanych. I tu tkwi to niebezpieczeństwo, ponieważ działania niepożądane ze strony tych leków, to problemy ze strony przewodu pokarmowego, nadżerki, choroba wrzodowa, czy krwawienia. Jeżeli trafi nam się krwotok z przewodu pokarmowego, to jest to stan zagrażający życiu, a mówimy o lekach, nad którymi nie ma kontroli, bo są dostępne bez recepty. Reklama i marketing sprawiły, że pacjenci doskonale wiedzą, że bez recepty lek jest w mniejszej dawce, więc biorą po dwie tabletki. Kiedy seniora coś boli, a dolegliwości, szczególnie ze strony narządów ruchu, jest dużo to sięgają po środki przeciwbólowe o sporej skuteczności, ale trzeba zwrócić uwagę na nasilenie działań niepożądanych, bo one będą się pojawiać.

    – O czym należy pamiętać zażywając leki?

    – Przede wszystkim o przeczytaniu ulotki, zanim ją wyrzucimy. A jak już czytamy, to nie należy się skupiać na działaniach niepożądanych tylko na tym, jak lek brać. Mnóstwo leków bierze się przed posiłkiem, bo wtedy jest gwarancja ich skuteczność, ale utartym schematem jest to, że lepiej je brać po jedzeniu, żeby nie cierpiał żołądek. I to też jest prawda, bo zależy co przyjmujemy. Przeczytanie ulotki jest więc kluczowe. Pacjenci, którzy przyjmują hormony tarczycy wiedzą, że jest to tabletka na czczo. Na przykład leki na osteoporozę, działające na układ kostny, należy zażyć przed wstaniem z łóżka, popijając szklanką wody i przez pół godziny się nie kłaść i nie siadać. Dlaczego tak? Bo tabletka pływa sobie w naszym żołądku na tej tafli wody i w ten sposób pomalutku się rozpuszcza. W momencie kiedy usiądziemy na pół godziny w fotelu, przestanie pływać, nie daj Bóg się przylepi do ścianki żołądka, no i nadżerka gotowa. To wszystko jest opisane w ulotce, może nie aż tak barwnie jak ja Państwu opowiedziałam, ale to wszystko jest, wystarczy przeczytać.

    – Trochę szkoda, że te ulotki nie są pisane właśnie takim prostym językiem a wielkość liter też nie zachęca do lektury…

    – Ulotki powinny być naszym sprzymierzeńcem ale zdaję sobie sprawę z tego, że czasem są naszym wrogiem, bo są bardzo długie, jest w nich mnóstwo ostrzeżeń i dużo takich treści, które mogą niefachowców przerazić. Można więc po prostu przeczytać tylko jak zażywać lek, a jeśli mamy jakieś wątpliwości to poprosić o pomoc farmaceutę.

    – Czym można popijać leki? Czy poranna kawa z mlekiem serwowana do śniadania nadaje się?

    – Kawą z mlekiem możemy popijać śniadanie, ale do zażycia tabletek konieczna jest szklanka wody. Ani kawa, ani herbata, ani mleko, ani Coca-Cola, ani nic innego nie jest dobrym płynem do popijania leków. Jest nim wyłącznie woda. I tej wody musi być odpowiednia ilość, żeby te leki się rozpuściły i osiągnęły właściwe stężenie. Zważywszy na to, że seniorzy nie lubią pić i są permanentnie odwodnieni, to ta szklanka wody będzie kolejnym płynem dostarczonym organizmowi, a z czasem wytworzy się też odruch sięgania po picie.

    – Gdzie przechowywać leki? Czy popularna szafka w kuchni lub łazience jest do tego odpowiednia?

    – Proszę Państwa, zarówno szafka w łazience, jak i szafka w kuchni nad piecykiem albo obok piekarnika najczęściej jest najgorszym miejscem do przechowywania leków. Warunki przechowywania leków na poziomie od producenta przez hurt do apteki są bardzo rygorystyczne. W zasadzie temperatura nie powinna przekraczać 25 stopni C, ale jest też grupa leków, które należy przechowywać w lodówce. Natomiast poza apteką, jak lek trafia do domu, to już nikt się nie zastanawia nad jego bezpieczeństwem. W łazienkach i kuchniach jest zawsze wyższa temperatura, bo się myjemy i gotujemy, nie mówiąc już o przekroczonej wilgotności powietrza. W związku z tym to są najgorsze miejsca do przechowywania leków. Musi się znaleźć szafeczka, jedna szuflada lub półeczka w meblościance, w pokoju, daleko od kaloryfera, w której możemy leki przychowywać.

    – Podczas pandemii niektórych leków brakowało w aptekach, więc zaczęliśmy je gromadzić. Czy w domowej apteczce powinniśmy mieć zawsze zapas leków?

    – Nie powinno się kupować leków na zapas, bo wtedy musimy je przechowywać w domu przez wiele miesięcy w różnych warunkach. Ostatnio mamy gorące lata, w domach temperatury przekraczają 30 stopni C, a leków nie można w takich temperaturach trzymać. Dzięki cyfryzacji i patencie e-recepty, mamy naprawdę komfortowe warunki do zamawiania recept, nawet tych z opóźnionym terminem realizacji, więc zapasy nie są konieczne. Leki, które leżą długo w wysokiej temperaturze ulegają rozkładowi, przez co mogą działać z mniejszą skutecznością. Jeszcze gorzej, gdy zajdzie w nich taka przemiana, podczas której lek stanie się trucizną. To cienka linia, której możemy nie dostrzec. Mimo tego, że leki są bardzo drogie, w pojemnikach służących zbiórce do utylizacji jest ich coraz więcej. To jest naprawdę przerażające, ile Państwo są w stanie ich do nas przynieść. Cieszymy się, że je przynosicie i że nie trafiają do odpadów zmieszanych, ale widać, że jak na razie sytuacja finansowa nie zmusza nas do oszczędności na tym polu. Trafiają też suplementy kupowane w nadmiarze i niewykorzystywane. Proszę Państwa, płacicie za leki kilkakrotnie. Płacicie ze swoich pieniążków, płacimy wszyscy, bo leki dostają refundację i na końcu płaci nasz samorząd za ich utylizację. Więc trzykrotnie płacicie za jedną rzecz, którą kupujecie, nieraz zupełnie niepotrzebnie. Dlatego apeluję by kupować leki z rozmysłem i nie robić zapasów.


    Źródło: eZory.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?