Ponad 100 pielgrzymów wyruszyło w drogę na Jasną Górę, co jest tradycyjnym wydarzeniem religijnym w Polsce.
Z bazyliki św. Marii Magdaleny wyruszyła 42. Tyska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. W ciągu czterech dni ponad 100 uczestników pokona blisko 100 km. Na miejsce dotrą przez Chorzów, Żyglin i Kamińskie Młyny.
Pielgrzymi wyruszyli z Tychów w kierunku Mąkołowca i Stargańca. Pierwszy etap zakończy się w Chorzowie, gdzie zaplanowano nocleg. Następnego dnia trasa poprowadzi przez Piekary Śląskie i Świerklaniec do Żyglina. Kolejny nocleg odbędzie się w Kamińskich Młynach, do których uczestnicy dotrą przez Miotek. Ostatni etap zakończy się na Jasnej Górze.
Każdego dnia pielgrzymi pokonają średnio 22–23 km. Najdłuższy etap ma liczyć około 27 km. Marsz, wraz z zaplanowanymi postojami, potrwa przeważnie od rana do późnego popołudnia. Tempo będzie zależało między innymi od pogody.
– Cztery dni idziemy, piątego jesteśmy w Częstochowie i wracamy autokarami do bazyliki – wyjaśnia jedna z organizatorek pielgrzymki Małgorzata Jaworek, która sama wyruszyła na Jasną Górę już po raz 30.
Kierownikiem pielgrzymki jest Stanisław Błachnia, natomiast funkcję jej duchowego opiekuna pełni ks. Paweł Kaczmarczyk z bazyliki św. Marii Magdaleny. Kapłan uczestniczy w tyskiej pielgrzymce po raz dziewiąty. Tegorocznej pielgrzymce towarzyszy hasło „Idziemy do Matki jako uczniowie-misjonarze”. Jak podkreśla jej duchowy opiekun, uczestnicy mają później przenieść doświadczenia wspólnej drogi do codziennego życia.
– Chcemy wrócić i zanieść to, czego doświadczymy, do naszych rodzin i miejsc, w których działamy na co dzień – mówi ks. Paweł Kaczmarczyk. – Chciałbym, żeby pielgrzymi widzieli, że nie idą sami i że nie są sami w tym świecie jako chrześcijanie.
W tegorocznej pielgrzymce uczestniczy około 100 osób. To znacznie mniej niż przed pandemią, kiedy w drogę na Jasną Górę wyruszało z Tychów od 400 do 450 pielgrzymów. W grupie są zarówno osoby pielgrzymujące od wielu lat, jak i najmłodsi uczestnicy podróżujący w dziecięcych wózkach. Najstarszy uczestnik liczy sobie 83 lata.
– To cztery dni ładowania akumulatorów, żeby później wrócić do świata, który nie jest łatwy. Kiedy idzie się tyle kilometrów, nie zawsze jest łatwo. Jest trudno, ale widzimy, że nie jesteśmy sami. O to chodzi – podsumowuje ks. Paweł Kaczmarczyk.
Źródło: Twoje Tychy (tygodnik miejski)