
Dokładnie 14 lipca były już pracownik bielskiego MZK ma stanąć przed śledczymi w związku z zarzutem propagowania mowy nienawiści. Awantura z dwiema młodymi obywatelkami Ukrainy może zakończyć się dla niego dozorem policyjnym albo trafieniem za kratki. Autor: jhaliasz/ Archiwum prywatne Spis treści
Dokładnie 14 lipca były już pracownik bielskiego MZK ma stanąć przed śledczymi w związku z zarzutem propagowania mowy nienawiści. Awantura z dwiema młodymi obywatelkami Ukrainy może zakończyć się dla niego dozorem policyjnym albo trafieniem za kratki.
Spis treści
Dokładnie 14 lipca zatrudniony niegdyś w bielskim MZK kierowca stanie przed śledczymi, by odpowiedzieć za nawoływanie do nienawiści. Sprawa dotyczy bulwersującego zajścia z 12 lipca, które miało miejsce w pojeździe obsługującym linię numer 8. Rozpatrywane jest wniosek o tymczasowy areszt lub nałożenie policyjnego dozoru. Opinia publiczna dowiedziała się o skandalu dzięki krótkiemu nagraniu wideo, które natychmiast obiegło internet i sprowokowało falę krytycznych komentarzy pod adresem furiata.
Amatorski film udostępniony w sieci ukazuje dorosłego pasażera obrzucającego dzieci wulgaryzmami oraz brutalnie chwytającego jedną z nich za ramię. Choć materiał to zaledwie ułamek całej awantury, wywołał powszechne zszokowanie, a świadkowie relacjonują, że to stanowcza interwencja pełniącego służbę szofera doprowadziła do wyrzucenia agresywnego mężczyzny na przystanek.
Błyskawicznie po wybuchu afery ustalono, że głównym bohaterem nagrania jest etatowy pracownik miejskiego przewoźnika w Bielsku-Białej. Tamtego dnia nie siedział jednak za kółkiem, lecz podróżował jako zwykły pasażer, korzystając z oficjalnego zwolnienia chorobowego.
Zarząd spółki bez wahania zwolnił mężczyznę. Śledztwo z urzędu natychmiast wszczęli policjanci pracujący pod ścisłym nadzorem Prokuratury Rejonowej w Żywcu, zabezpieczając jednocześnie pełny zapis z wewnętrznych kamer autobusu, który pozwala na dogłębne zbadanie sprawy mimo braku publikacji tych kadrów w mediach.
Zarząd bielskiej komunikacji miejskiej zareagował na wydarzenia, publikując rozbudowane oświadczenie w tej sprawie.
Polecany artykuł:
Na podstawie analizy zapisów monitoringu przez osoby uprawnione przez Spółkę wynika, że jedna z poszkodowanych wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy. Sytuacja ta – jakkolwiek odstępująca od przyjętych standardów – w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami. Ponadto z analizy monitoringu wynika, że sytuacja ta nie zakłócała komfortu podroży innych pasażerów, gdyż młode pasażerki głównie były zajęte korzystaniem z telefonów komórkowych - wyjaśniło MZK w oświadczeniu.
Wyniki wstępnych analiz przewoźnika dowodzą, że furiat najpierw podszedł do dziewczynek i zwrócił im uwagę na niewłaściwe zachowanie. Młode pasażerki momentalnie posłuchały mężczyzny, zestawiły nogi z foteli, a jedna z nich zajęła miejsce tuż obok znajomej. Zabezpieczone nagrania z monitoringu udowadniają, że przez dłuższą chwilę panował spokój, ale pasażer nie spuszczał wzroku z nastolatek. Dopiero po pewnym czasie, nie będąc w ogóle prowokowanym, wpadł w furię, wykrzykując rynsztokowe hasła w kierunku dzieci.
Miejskie przedsiębiorstwo kategorycznie zaprzeczyło krążącym w internecie plotkom, jakoby to nastolatki w jakikolwiek sposób zainicjowały tę patologiczną sytuację. Zarząd stanowczo podkreślił, że ewentualne braki w wychowaniu dziewczynek absolutnie nie dają dorosłemu człowiekowi prawa do stosowania tak drastycznej przemocy słownej. Według oficjalnego stanowiska MZK, poziom agresji sprawcy był całkowicie nieuzasadniony i nieadekwatny do zaistniałych okoliczności.
Najdłuższe linie autobusowe w woj. śląskim:
Całe postępowanie toczy się pod czujnym okiem żywieckiej Prokuratury Rejonowej, a 14 lipca krewki pasażer ma oficjalnie usłyszeć prokuratorskie zarzuty o sianie mowy nienawiści. Śledczy drobiazgowo badają przesłanki do objęcia go policyjnym dozorem lub zamknięcia w areszcie tymczasowym do czasu rozprawy.
Za atak na ukraińskie obywatelki kodeks karny przewiduje sankcję sięgającą nawet trzech lat pozbawienia wolności. Kluczowe decyzje prokuratorów prowadzących tę sprawę zostaną opublikowane w ciągu zaledwie kilku najbliższych godzin.
Źródło: Radio ESKA Śląsk