RAK
    Lucjan Zielonka - droga od ucznia do mistrza

    Lucjan Zielonka - droga od ucznia do mistrza

    2841 odsłon
    Lucjan Zielonka - droga od ucznia do mistrza

    Do przyzakładowej szkoły Rafako prowadzi go marzenie o własnym motocyklu. Z czasem staje się cenionym instruktorem praktycznej nauki zawodu, który kształci kolejne pokolenia fachowców. Po latach Lucjan Zielonka wspomina wyjątkową atmosferę zakładu, który dzięki swym pracownikom i uczniom pomyślnie p

    Jak nauka i praca pomagają być niezależnym

    Lucjan Zielonka przychodzi na świat w Brzeziu, gdzie ojciec Franciszek pracuje jako kierowca właściciela garbarni. Jego żona Anna zajmuje się dziećmi, bo oprócz Lucjana są jeszcze jego młodsi bracia Jerzy i Janusz. W 1954 rodzina przeprowadza się do wybudowanego w Łańcach domu, a rok później Lucjan Zielonka idzie do pierwszej klasy. Szkoła w Łańcach jest filią tej z Kornowaca i nauka trwa w niej tylko trzy lata. - Naszą wychowawczynią i jednocześnie kierowniczką placówki jest przez pierwszy rok Beata Szota, a po niej Irena Smoła, której młodsza córka Lidka śpi w wózku podczas naszych lekcji. W klasie jest trzech chłopaków: Stefan Bujok, Bronisław Wojak i ja oraz trzy dziewczyny: Jadwiga Szlezak, Krystyna Fila i Krystyna Wojak. Mamy tylko jedną salę lekcyjną, ogrzewaną piecem, w którym pali woźna Maria Wyszkoń. Od czwartej klasy chodzimy już do szkoły w Kornowacu - tłumaczy pan Lucjan.

    Legitymacja szkolna Lucjana Zielonki z czasów jego edukacji w Zespolu Szkół Zawodowych Rafako

    Legitymacja szkolna Lucjana Zielonki z czasów jego edukacji w Zespolu Szkół Zawodowych Rafako

    Po podstawówce zamierza pójść do technikum mechanicznego, ale znajduje ulotkę Raciborskiej Fabryki Kotłów, która zachęca do skorzystania z przyzakładowej szkoły i płatnych praktyk. Od razu oblicza, po jakim czasie będzie mógł sobie kupić upragniony motocykl i wybiera szybszy sposób na usamodzielnienie się. 3 września 1963 roku podpisuje umowę o naukę zawodu w Zasadniczej Szkole Zawodowej dla Pracujących Fabryki Kotłów w Rafako. - Trzy dni w tygodniu uczymy się w szkole przy ul. Fornalskiej i trzy dni mamy praktyki w warsztatach szkolnych przy Łąkowej. Powstają dwie klasy, w których jest w sumie 90 osób. Na początku wygląda to tak, że podczas praktyk przygotowujemy na potrzeby warsztatów baraki, w którym kiedyś był hotel robotniczy. W pierwszej klasie naszym wychowawcą jest Jan Malucha. Potem wybieramy zawód i gdy trafiam do grupy tokarzy, to naszym instruktorem zostaje Franciszek Piechaczek w Pietrowic Wielkich - wspomina pan Zielonka.

    Przez pierwsze dwa lata nauki uczniowie przyzakładowej szkoły mają praktyki w warsztatach przez 12 miesięcy, a w trzecim roku trwają one 10 miesięcy i kończy je egzamin praktyczny. - Żeby się dostać do szkoły trzeba być mieszkańcem Raciborza, więc oficjalnie podaję, że mieszkam u kuzyna przy placu Wolności. Ale jak się później staram o przyznanie mi z Rafako węgla, to podaję, że mieszkam w Łańcach i zajmuję osobny pokój. Na szczęście nikt tego nie sprawdza - mówi ze śmiechem pan Lucjan, który po rocznym stażu w narzędziowni, zdaje przed komisją Cechu Rzemiosł Różnych w Raciborzu najpierw egzamin czeladniczy a potem mistrzowski.

    Wycieczka z pracownikami narzędziowni Rafako w sierpniu 1967 roku. Pan Lucjan siedzi drugi z lewej.

    Wycieczka z pracownikami narzędziowni Rafako w sierpniu 1967 roku. Pan Lucjan siedzi drugi z lewej.

    Instruktor na szlaku

    W kwietniu 1968 roku przychodzi powołanie do wojska i pan Lucjan trafia na dwa lata do brygady zmechanizowanej w Szczecinie. Po powrocie zostaje przeniesiony do działu postępu technicznego, który podlega głównemu technologowi. Kieruje nim Stanisław Mikiewicz i to właśnie za jego namową pan Lucjan kończy zaocznie raciborski “Mechanik”.

    W 1978 roku zostaje mistrzem szkolenia praktycznego, ale żeby mógł szkolić młodzież musi ukończyć odpowiednie kursy w Zakładzie Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych w Katowicach. - Mamy tam zajęcia z pedagogiki, dydaktyki i psychologii a nauka kończy się egzaminem i pracą dyplomową. Jak trafiam jako nauczyciel mianowany do warsztatów szkolnych to okazuje się, że praca z młodzieżą to moje powołanie. Mamy nieraz tak wielu uczniów, że musimy organizować pracę na dwie zmiany. Ja prowadzę zajęcia w warsztatach mechanicznych, ale tych warsztatów jest więcej, bo gdzie indziej uczą się ślusarze czy spawacze. Robimy też usługi dla ludności, na przykład piece centralnego ogrzewania, które mają szalony popyt albo pomagamy w naprawach maszyn rolniczych - tłumaczy pan Lucjan.

    Przed budynkiem warsztatów szkolnych stoją od lewej: Jan Głombik, Tadeusz Bugała, Gerard Tomala, Kazimierz Komarnicki, Stefan Hlubek, Lucjan Zielonka, Ryszard Chrobok, Tadeusz Małecki.

    Przed budynkiem warsztatów szkolnych stoją od lewej: Jan Głombik, Tadeusz Bugała, Gerard Tomala, Kazimierz Komarnicki, Stefan Hlubek, Lucjan Zielonka, Ryszard Chrobok, Tadeusz Małecki.

    Nowy budynek szkolny oddany zostaje do użytku przy ul. Łąkowej w 1975 roku, a nauka w szkole trwa do 31 sierpnia 2000 roku, po czym następuje likwidacja placówki. W tym czasie kończy ją 2672 uczniów. Na początku szkoła podlega Leopoldowi Czerniejewskiemu, dyrektorowi “Mechanika”, a jego zastępca Zygmunt Młynarczyk zajmuje się sprawami związanymi ze szkołą Rafako. Potem dyrektorem zasadniczej Szkoły Zawodowej Rafako zostaje Bernard Drosd. - Ja podlegam jednak bezpośrednio pod dyrektora do spraw personalnych Rafako, bo to przecież szkoła przyzakładowa. Jest nim najpierw Janusz Maroń, potem Stefan Kulej, po nim Antoni Szendzielorz i na koniec Anna Zembaty-Łęska. Obowiązuje nas kodeks pracy, ale zasady są takie, że młodociany pracownik, który jest jednocześnie uczniem nie ma dwóch miesięcy wakacji, tak jak w innych szkołach, tylko musi brać urlop. Instruktorzy zawodu maja tego urlopu więcej ale jeśli nie ma ich w warsztacie to muszą znaleźć zastępstwo, bo przecież ktoś z tymi młodymi ludźmi musi mieć zajęcia - opowiada pan Zielonka.

    Smak turystyki poznaje jeszcze jako uczeń, bo jego pierwszy instruktor Franciszek Piechaczek często zabiera swoich podopiecznych na wycieczki. Biorą wtedy namioty, śpiwory i jeżdżą z nim w góry poznając najciekawsze szlaki i ucząc się samodzielności. - On mnie dość mocno pod tym względem kształtuje i jak już sam zostaję instruktorem to kończę kurs PTTK organizatorów turystyki pieszej i autokarowej a potem zabieram często moich uczniów na wycieczki. Szybko przeradza się to w hobby, choć muszę przyznać że nieco męczące, bo okazuje się, że mając odpowiednie uprawnienia odpowiadam za organizację każdego szkolnego wyjazdu. Jeździmy w Góry Stołowe, Beskidy, Tatry, ale organizuję też wyjazdy dla nauczycieli i uczniów nie tylko szkoły rafakowskiej ale i “Ekonomika” - dodaje pan Zielonka.

    Pan Lucjan w czasie pracy w warsztatach szkolnych

    Pan Lucjan w czasie pracy w warsztatach szkolnych

    Wspomnienia, których nie zmywa powódź

    Młodszą o sześć lat Krystynę poznaje w 1970 roku. Ona dojeżdża z Kobyli do II LO w Raciborzu, a on z Łańc do pracy w Rafako. W oczekiwaniu na autobus przygląda się dokładnie młodej licealistce wsłuchanej w jego opowieści o służbie w Szczecinie. W 1973 roku biorą ślub i wprowadzają się do wybudowanego przez jej rodziców domu w Kobyli, a pani Krystyna zaczyna pracę w sekretariacie głównego technologa, gdzie spędza 20 lat. W Rafako znajdzie też pracę syn Zielonków Wojciech i wnuk Krzysztof.

    Zielonkowie nie potrzebują rafakowskiego mieszkania, ale każdego roku korzystają z oferty zakładowych wczasów, kolonii dla dzieci i licznych imprez organizowanych dla pracowników i ich dzieci. - Do dziś wspominamy czterostronicowy list, który wysyła nam córka Kasia z wyjazdu do radzieckiego Podolska, kolonie, na które jeździ Wojtek i nasze ulubione ośrodki wypoczynkowe w Łazach, Zawoi i Zagórzu Śląskim. Na wczasach nikt nie dba o to, kto jest zwykłym pracownikiem fizycznym, a kto dyrektorem. Wszyscy są jak jedna wielka rodzina. Razem gramy w piłkę, razem się bawimy i śpiewamy, a rano wszystkich budzi ta sama melodia z radiowęzła - wspomina pan Zielonka.

    W trakcie powodzi w lipcu 1997 roku warsztaty szkolne zostają całkowicie zalane. - Pamiętam ten dzień doskonale. Wszyscy, którzy mieszkają po drugiej stronie Odry dostają wtedy w zakładzie informację, że mają jechać do domu. Na drugi dzień już do Raciborza nie można dojechać. Zostajemy przez tydzień w domu słuchając komunikatów radia Vanessa, a w domu kultury w Kobyli powstaje punkt, w którym mogą przenocować ci, którzy wracają z wczasów, ale do domu nie mogą dojechać. Jak tylko opada woda, wracamy do zakładu. Wita nas smród i niespotykana cisza. Nie ma prądu, ani wody, a każdą śrubkę i każdą maszynę zalaną w warsztacie trzeba umyć. Nasi uczniowie, choć nikt im tego nie sugeruje, od razu stawiają się w zakładzie i pomagają swoim instruktorom. Idzie nam tak dobrze, że do września mamy wszystko wyczyszczone, wymalowane i możemy zaczynać nowy rok szkolny - wspomina pan Lucjan i dodaje ze śmiechem, że nagrodą za ciężką pracę jest jedyny ocalały przed wodą dziennik, który należący do niego.

    Mistrz praktycznej nauki zawodu Lucjan Zielonka ze swoimi uczniami

    Mistrz praktycznej nauki zawodu Lucjan Zielonka ze swoimi uczniami

    Roku później Lucjan Zielonka przechodzi na emeryturę, ale wraca jeszcze na ¾ etatu w 2007 roku po reaktywacji szkoły. Na terenie zakładu powstaje wtedy oddział szkolenia zawodowego, a nauka, w oparciu o umowę zawartą z Zespołem Szkół Mechanicznych, odbywa się w jego budynku przy ul. Zamkowej w Raciborzu. Kierownikiem warsztatów szkolnych zostaje wtedy Andrzej Czech, a pan Lucjan po raz kolejny wraca do warsztatów przekazując młodym ludziom swoją wiedzę i doświadczenie, ale nawet wtedy, gdy kończy się jego przygoda z praktyczną nauką zawodu nie osiada na laurach. Wraz z żona Krystyną od lat zbiera archiwalne zdjęcia i dokumenty dotyczące historii Kobyli i okolic, by to co najważniejsze dla lokalnego dziedzictwa ocalić od zapomnienia i zachować dla kolejnych pokoleń.

    Katarzyna Gruchot


    Autorka tekstu prosi osoby, które chcą się podzielić swoimi wspomnieniami z pracy w fabryce w czasach PRL-u o kontakt mejlowy: [email protected]


    Źródło: nowiny.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?