
Marta Płomecka 17/07/2026 - 06:00 Pracowałam w call center przez prawie dwa lata. Przeprowadziłam tysiące rozmów. Było ciężko, zwłaszcza na początku, ale nie żałuję ani jednego dnia. Dlaczego? Dzień za dniem Podróż komunikacją miejską do miejsca pracy stanowi zazwyczaj czas wytchnienia. Gdy słuc
Podróż komunikacją miejską do miejsca pracy stanowi zazwyczaj czas wytchnienia. Gdy słucham muzyki, szukam spokoju pośród słów i dźwięków. Próbuję odnaleźć siebie w milczeniu.
Docieram do biura, mówię “cześć” współpracownikom, uporządkowuję stanowisko, choć każdy element zdaje się być częścią mojej perfekcyjnej układanki. Czas zalogować się do systemów. Zakładam słuchawki. Zaczynam. Osiem godzin dzieli mnie od wolności, czyli zakończenia zmiany. Zastanawiam się, w jaki sposób zostanę dziś obrażona, może uniknę najgorszego. Martwię się o wynik. Nie mogę zawieść szefostwa. Dzwonię.
Zegar wskazuje godzinę zakończenia pracy. Koniec walki na dziś.
Pracowałam w call center przez niespełna dwa lata z kilkumiesięczną przerwą. Wykonywałam połączenia do klientów (w zasadzie to “system łączy automatycznie, proszę pana, więc proszę na mnie nie krzyczeć”) w celu przedstawienia oferty, a przedstawienie to powinno było zakończyć się transakcją - tak zwana rozmowa sprzedażowa.
Kiedy zdałam maturę, nie wiedziałam, jaki kierunek studiów powinnam wybrać - i czy w ogóle chcę studiować. Przez cały okres mojej edukacji byłam oceniana przez pryzmat swoich niedoskonałości. Nikt nie nauczył mnie jak zarządzać czasem i sobą, jak pokonywać trudności, odnaleźć się w dorosłym życiu oraz jak pielęgnować swoje pasje, pogłębiać zainteresowania. Szukałam pracy w celu wyłącznie zarobkowym i w ten sposób trafiłam do call center. Byłam osobą pełną lęków i obaw, młodą, naiwną, lecz z małą iskierką nadziei w sercu – nadziei na to, że zdołam zbudować stabilną przyszłość.
Pamiętam pierwszy dzień mojej pracy, ledwo byłam w stanie usłyszeć, co mówią osoby, do których dzwoniłam, moje przerażenie sięgało zenitu. Mimo to przetrwałam. Gdy po kilku zmianach udało mi się zawrzeć po raz pierwszy umowę z klientem, ogarnęła mnie radość - zależało mi na tym, żeby się utrzymać, nie zostać zwolnioną. Zazwyczaj nie jest łatwo zostać na dłużej niż kilka tygodni, trzeba osiągać określone cele i normy sprzedażowe, aby nie musieć martwić się możliwym wypowiedzeniem umowy. Mijały dni, miesiące, a ja wspinałam się na szczyt swoich możliwości, osiągałam coraz lepsze wyniki, uczyłam się zabawy słowem - nie kłamałam, jednak opanowałam sztukę manipulacji. Sukces gonił sukces, zostałam doceniona, preludium mojego rozwoju. Bywałam pracownikiem tygodnia, wygrywałam konkursy pracownicze. Szefowie stawiali mnie za wzór. Na późniejszym etapie kariery nierzadko moja wypłata była wzbogacona premią.
Nie od razu nabrałam odporności na przekleństwa rzucane w moją stronę, czy słowne molestowanie. Musiałam nauczyć się oddzielać sferę prywatną od zawodowej – w pracy byłam wyzuta z wszelkich sentymentów i zbędnych emocji, przekraczając próg biura, za każdym razem stawałam się pracowniczką call center, która chce osiągnąć jak najwięcej.
Praca nauczyła mnie jak rozmawiać z obcymi ludźmi, żeby zostać wysłuchaną. Przeprowadziłam tysiące rozmów telefonicznych z osobami ze wszystkich zakątków kraju. Ludzie potrafią powiedzieć wszystko. Słowami można zarówno budować, jak i niszczyć. Muszę przyznać, że liczba dobrych wspomnień zrównuje się z liczbą wspomnień złych.
Dzwoniłam najczęściej do ludzi, którzy byli w pracy i nie mogli rozmawiać, ale jako że odbierali, trzeba było przykuć ich uwagę i zrobić wszystko, by nie nacisnęli czerwonej słuchawki - jeśli człowiek odbiera telefon, nie może być aż tak zajęty.
Dzwoniłam do ludzi umierających, osób, które przeżyły wylew oraz do tych, którzy odeszli, ale rodziny nie zdążyły jeszcze zgłosić zgonu.
Dzwoniłam do ludzi, którym przyjemność sprawiały potyczki słowne. Nie potrafię zrozumieć tak specyficznego umiłowania marnowania czasu.
Niektórzy molestowali słownie, inni byli roszczeniowi do granic możliwości, choć jednocześnie nie znali swoich praw, jeszcze inni najzwyczajniej mi współczuli.
Część po prostu mną gardziła.
“Czy pani jest robotem?”
“Kochanie, nie dzwoń do mnie więcej, dobrze? Chociaż głosik masz milutki”.
“Skoro pani musi tyle mówić, to pewnie w łóżku z chłopakiem jest pani cicha”.
“Ma pani dzieci? Pytam się - czy ma pani dzieci?! Nie? W takim razie nic pani nie wie o życiu”.
“Mówiłem, nie dzwoń więcej, ty (...)”
“Umówi się pani ze mną na kawę i ciacho?”
“Ile masz lat?”
“Dlaczego chcecie mnie nagrywać?! Też nagrywam!”
“Chcę, ale tylko za darmo!”
“Powinna pani wziąć miotłę i iść do prawdziwej pracy!”
“Współczuję pani takiej pracy, oj, współczuję”.
Często słyszałam po drugiej stronie barwne opowieści o tym, jak rzekomo wspaniale jest pracować, bądź po prostu żyć za granicą - wszędzie jest taniej, lepiej, lepszy sprzęt, lepsze zarobki.
“Bo wie pani, ja pracuję w Szwajcarii i tam jest o wiele tańszy sprzęt, ciekawsze oferty”.
“W Niemczech nikt nie chciał mnie nagrywać!”
“A macie takie telefony jak w Stanach? Bo wie pani, ja tam często podróżuję w celach zarobkowych”.
“Pracuję w Szwecji, rozumie pani (...)”
Odnoszę wrażenie, że hymny pochwalne wygłaszane przez klientów ku czci obcych krajów stanowiły drabinę dla ich ego. Faktyczny obraz rzeczywistości jest nieistotny, przecież można namalować autoportret i wywyższyć się ponad wszystkich, których “tam” nie ma.
Wiem doskonale, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, zatem traktowałam zagraniczne przechwałki z przymrużeniem oka.
Od początku mojej drogi pojawiali się na linii klienci potrafiący docenić moją pracę oraz mnie jako pracowniczkę. Często słyszałam, że mam miły głos i dobrze się ze mną rozmawia. Usłyszałam raz słowa:
“Wiele pani w życiu osiągnie!”
Nierzadko dziękowano mi, czy proszono o radę. Nie zawsze byłam winna wysokich cen. Uśmiecham się na myśl o “złotych klientach”. Wiele wnieśli do mojego życia - ich małe gesty, wysoki poziom kultury osobistej, wyważone poczucie humoru pozwalały mi niejednokrotnie na moment odprężenia. Dzięki nim nie straciłam ostatecznie wiary w ludzi, w ich dobroć oraz bezinteresowność.
Zbudowałam pewność siebie, której wcześniej mi brakowało. Poznałam wspaniałych ludzi – moich współpracowników. Nauczyłam się pracować zarówno zespołowo, jak i indywidualnie. Doświadczenie zdobyte w call center skłoniło mnie ku dziennikarstwu - odnalazłam właściwy kierunek.
Czy praca jako telefoniczny doradca klienta, telemarketer, pracownik infolinii jest dobrą opcją dla młodych ludzi? Moja historia wskazuje, że odpowiedź powinna brzmieć - tak. Jednak nie każdy młody człowiek odnajdzie się w pracy “na słuchawce”. Mnogość doświadczeń pracowników takich jak ja jest ogromna. Bez wątpienia decydując się na ten rodzaj pracy jako młodzi ludzie, stwarzamy sobie możliwość wypracowania odporności psychicznej i ukształtowania hartu ducha. Warto spróbować, zwłaszcza gdy nie wyobrażamy sobie ciężkiej pracy fizycznej, a jednocześnie nie jesteśmy pewni jaką ścieżkę kariery wybrać.
Spróbowałam kilka lat temu, a dziś piszę ten artykuł.
Źródło: Ślązag.pl