RAK
    Co dalej z linią kolejową z Olzy do Markowic? Przeszliśmy 20 km, aby sprawdzić stan torów i walory turystyczne [REPORTAŻ WIDEO, ZDJĘCIA Z DRONA]

    Co dalej z linią kolejową z Olzy do Markowic? Przeszliśmy 20 km, aby sprawdzić stan torów i walory turystyczne [REPORTAŻ WIDEO, ZDJĘCIA Z DRONA]

    3717 odsłon
    Co dalej z linią kolejową z Olzy do Markowic? Przeszliśmy 20 km, aby sprawdzić stan torów i walory turystyczne [REPORTAŻ WIDEO, ZDJĘCIA Z DRONA]

    Wraz z kolejnymi informacjami o działaniach podejmowanych m.in. przez władze Raciborza oraz PKP, co do ewentualnej likwidacji linii kolejowej 176 z Markowic do Olzy, pojawiają się też pytania i argumenty za utrzymaniem tego szlaku kolejowego. Wybraliśmy się w 20-kilometrowy spacer, aby sprawdzić stan tej linii.

    Wiesz coś więcej na ten temat?

    Napisz do nas

    Co dalej z linią kolejową z Olzy do Markowic? Przeszliśmy 20 km, aby sprawdzić stan torów i walory turystyczne [REPORTAŻ WIDEO, ZDJĘCIA Z DRONA]

    Naszą podróż zaczynamy w raciborskich Markowicach, gdzie następuje rozgałęzienie linii kolejowej i boczny tor zaczyna swój bieg w stronę Arboretum Bramy Morawskiej . W tym miejscu tory są utrzymane na dość dobrym poziomie, a zarośla i krzaki choć są, wymagałyby jedynie podstawowych prac utrzymaniowych. Nieco dalej, bo mniej więcej na wysokości Arboretum chaszcze zaczynają stanowić większy problem. Miejscami niemożliwe staje się w ogóle przejście po torach. Wbrew pozorom, w miejscu, które jest wizytówką arborystów i specjalistów od zieleni, tory kolejowe nieczynnej linii są tak zarośnięte, że potrzeba sporo pracy, aby doprowadzić je do użytku. W tym miejscu widzimy również powalone drzewa, które skutecznie uniemożliwiają przejazd jakimkolwiek pojazdem szynowym, a nawet przejście piesze. Co istotne, zapachy lasu, zieleń liści mieniących się w słońcu oraz bliskość stawów i z drugiej strony Zaczarowanego Ogrodu tworzą wyjątkowy klimat, będący zdecydowaną atrakcją turystyczną, jeśli linia przybrałaby taki kierunek, ale o tym za chwilę.

    Zobacz reportaż ze spaceru śladem linii kolejowej 176 Markowice-Olza:

    Newralgiczny punkt

    W końcu dochodzimy do Dębicza i miejsca, które stało się kością niezgody samorządowców oraz obrońców utrzymania tej linii kolejowej. To właśnie tu ma przebiegać trakt przyszłej drogi Racibórz-Pszczyna , której los jest właściwie zależny od tego, czy uda się wyłączyć z użytkowania w tym miejscu części linii 176, aby bez ogromnych kosztów poprowadzić przez nią ślad nowej drogi. Tutaj też znajdują się dwa przejazdy kolejowe przy skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną z dużym natężeniem ruchu. Dla samorządowców priorytetem stało się przeforsowanie pomysłu odcięcia fragmentu linii kolejowej na rzecz przyszłej drogi, a argumentami za tym rozwiązaniem są m.in. brak użytkowania tego traktu od lat, brak zainteresowania przedsiębiorców wykorzystaniem kolei do transportu, a także brak pomysłów i planów PKP na utworzenie po tej linii kolejowego połączenia pasażerskiego. Z kolei Towarzystwo Entuzjastów Kolei podkreśla wagę tych torów, jeśli nie w ewentualnym przyszłym transporcie kruszywa pod nowo budowaną drogę Racibórz-Pszczyna, to w charakterze taktycznym, w przypadku zagrożenia i konieczności ewakuacji ludności. Zdaniem członków TEK globalna sytuacja geopolityczna wymaga szerszego patrzenia, a likwidacja takiej jak ta linii kolejowych to krótkowzroczność, zakrawająca o zagrożenie bezpieczeństwa. Jednym z pomysłów na wykorzystanie nieużywanej linii kolejowej w celach turystycznych są drezyny rowerowe, obecne już w kilku miejscach w Polsce. Ten pomysł, ze wsparciem prywatnego biznesu, przedstawiciele TEK chcą m.in. przedstawić włodarzom poszczególnych gmin, przez które linia przebiega. Przypomnijmy, że to miasto Racibórz, gmina Lubomia oraz gmina Gorzyce, a także Pszów – gdzie biegnie odnoga linii kolejowej 176 do terenu byłej kopalni Anna.

    Wały i pola

    Idąc dalej po oraz obok torów (od Dębicza przez Brzezie do granicy miasta Racibórz znajduje się bardzo dużo zarośli uniemożliwiających bezpieczne przejście po torowisku) dochodzimy do krawędzi zbiornika Racibórz Dolny , który mamy po prawej stronie. Już tutaj, czy to z okien pociągu, czy z rowerowej drezyny, mógłby roztaczać się urokliwy widok na „mokrą” część zbiornika. Od granicy Raciborza również stan torowiska ulega znaczącej poprawie. Jest czysto, otoczenie szyn jest niezarośnięte, a tym samym przejście piesze jest możliwe na bardzo długim odcinku. Praktycznie przejście przez rejon Paprotnika w Lubomi aż do Wielikąta nie nastręcza większych trudności. Zaledwie kilka miejsc z krzakami może utrudnić przeprawę, ale zarośla w tym przypadku łatwo ominąć.

    Urokliwy Wielikąt

    Następnym wyjątkowym miejscem na trasie linii 176 jest kompleks stawów hodowlanych Wielikąt. Tutaj na wszystkich, którzy w przyszłości poruszaliby się po tych torach, czekają niezapomniane widoki. Tory poprowadzone są bowiem przez groble między stawami, co sprawia, że można podziwiać z jednej strony m.in. różne rodzaje ptactwa, z drugiej mając cudnie mieniące się w słońcu trzciny i taflę wody. Jeszcze ciekawiej ten teren wygląda z lotu ptaka, co możecie zobaczyć również na naszym filmie. Wzbijając się ponad korony drzew naszym oczom ukazuje się woda, w której odbijają się promienie słońca i chmury, tworząc prawie idealne lustro. Przed nami widać również linię torowiska, która biegnie dalej na południe. Tam zmierzam.

    Pomysł na poważną ścieżkę rowerową

    Po przejściu przez Wielikąt naszym oczom ukazuje się rozległy otwarty teren. To pola uprawne na granicy Syryni i Bukowa, które przecina wąska nitka szyn. Do tej pory nie było jeszcze żadnego fragmentu linii bez metalowych prowadnic, a tory na całym odcinku wyglądają dobrze, podobnie jak podkłady pod nimi. Jak się okaże za kilka godzin, taki stan szyn utrzyma się prawie do końca linii 176. Teraz jednak dochodzimy do przejazdu kolejowego w Syryni, by za chwilę naszym oczom ukazała się stara stacja przeładunkowa. Tutaj niestety nie da się iść pomiędzy szynami, bo utrudniają to gęste zarośla. To głównie krzaki dzikiej róży, jeżyn, a czasem także robinie akacjowe. W skrócie – wszystko, co ma kolce. Do tej pory przy torach znajdowaliśmy również sporo drzewek owocowych, jak jabłonie czy grusze, które dla ewentualnych przyszłych podróżników rowerowych lub drezynowych, mogłyby być dodatkową atrakcją. Smak owoców w lecie na takiej trasie na pewno wielu osobom przypomniałby czasy dzieciństwa.

    Na ile linia jest obecnie problemem i czy są pomysły na jej wykorzystanie? O to zapytaliśmy zastępcę wójta Gminy Lubomia Bogdana Burka. - Temat linii kolejowej wraca praktycznie co roku. Dla jednych linia ta powinna mieć charakter wyłącznie transportowy, natomiast inni i ja także, widzimy wykorzystanie tej linii w charakterze turystycznym, jak np. zaadaptowanie tego terenu pod ścieżki rowerowe. Doskonałym rozwiązaniem byłoby połączenie terenów zrewitalizowanych terenów po kopalni Anna, gdzie obecnie miasto Pszów wykonuje niezłą robotę. Taka ścieżka w kierunku Olzy połączyłaby także meandry Odry i w drugą stronę kompleks Wielikąt i dalej, już w Raciborzu Arboretum Bramy Morawskiej. Myślę, że taki projekt mógłby być takim zwieńczeniem tematu ścieżek rowerowych w naszej okolicy, co jest dla mnie niezwykle istotne – mówi nam Bogdan Burek .

    • Widzimy, jak nasi mieszkańcy są głodni tego typu inwestycji i w tym kierunku chcielibyśmy podążać. Są jednak na ten moment dwie bariery. To temat własnościowy oraz temat finansów. Z punktu widzenia samorządowców widzimy podobne patrzenie, że teren można zaadaptować na rozbudowę ścieżek rowerowych, co połączyłoby nas z innymi gminami i mieszkaniec poczułby możliwość poznania tych terenów, bo jest co zwiedzać i zobaczyć. To jednak wizja przyszłości, na razie rozbijająca się o sprawy własnościowe i ewentualne pozyskanie środków zewnętrznych – wyjaśnia zastępca wójta Lubomi. Taki szlak rowerowy – czy to po śladzie linii kolejowej 176, czy też z wykorzystaniem torów – do rowerowych przejazdów drezynowych – mógłby być krajobrazowo nawet ciekawszy niż Żelazny Szlak Rowerowy, który przebiega przez Godów, Jastrzębie-Zdrój, Zebrzydowice i dalej w Czechach: Karwinę i Piotrowice koło Karwiny na odcinku ok. 55 km. Odległość od Markowic do Olzy to około 20 km, a jeśli doliczyć odnogę do Pszowa, mamy jeszcze kilka kilometrów, które na pewno zainteresowałyby miłośników aktywności na dwóch kółkach.

    Szlak do kopalni

    Właśnie teraz, przechodząc obok ruin stacji przeładunkowej w Syryni docieram do rozgałęzienia linii 176, której odnoga zaczyna bieg w kierunku Zawady, a następnie Pszowa – aż do terenu dawnej kopalni Anna, obecnie w fazie szeroko zakrojonej rewitalizacji. My jednak idziemy dalej, czasem schodząc z torowiska przez wyrastające spośród szyn drzewa i krzaki. W Bluszczowie przy linii kolejowej znajduje się m.in. minizoo i zajazd Hacjenda, gdzie można odpocząć i zjeść coś ciepłego, a po prawej mamy wały Polderu Buków – również wyjątkowo urokliwego, kiedy zmienimy perspektywę i wzbijemy się w powietrze dronem. Mijając Bluszczów, linia kolejowa wchodzi w tereny rolnicze. To kilka kilometrów pól, okalających miejscowości Odra i dalej już Olza w gminie Gorzyce. W upalnym słońcu ciężko poruszać się tym traktem, a dla przyszłych eksploratorów rowerowych zdecydowanie przydałyby się tu zadaszone przystanki. Mijam po drodze cieki wodne, odprowadzające wodę z pól uprawnych. Przepusty kolejowe wyglądają solidnie, nie wymagałyby większych renowacji, prócz być może poprawy estetyki.

    Bez torów

    Mijając kilometry pól uprawnych docieramy w końcu do fragmentu, gdzie kończą się szyny. To jakieś 200 metrów przed zakończeniem linii kolejowej na stacji w Olzie. Sam fragment bez torów ma jakieś kilkadziesiąt metrów i w przypadku wprowadzenia na linii transportu jakimikolwiek pojazdami szynowymi, odcinek ten wymagałby odbudowy. Niestety działalność złomiarzy i łatwy dojazd od strony pól poskutkowały w tym miejscu odcięciem znacznego fragmentu torowiska. Teren ten jest przez to bardziej zarośnięty. Nam jednak udało się zlokalizować zarówno oba zakończenia torów – z jednej i drugiej strony. Są one oznaczone żółtą farbą, aby ktoś np. jadąc drezyną, przez nieuwagę nie wypadł z szyn.

    Epilog w Olzie

    Linia po dużym zakręcie włącza się w końcu w torowisko przy stacji kolejowej w Olzie, gdzie już następuje spory ruch pociągów na trasie z Czech do Rybnika i dalej do Katowic. Naszą podróż kończę w tym miejscu bardzo zbudowany tym, co zobaczyłem, szczególnie pod względem walorów przyrodniczych i krajobrazowych. Choć kość niezgody w postaci fragmentu na Dębiczu w Raciborzu zapewne ostatecznie – na korzyść drogi Pszczyna-Racibórz – stanie się wyłączona z ruchu kolejowego, cały pozostały teren nieczynnej trasy kolejowej jest do zagospodarowania i wykorzystania. Oczywiście bez zewnętrznych pieniędzy – jak miało to miejsce w przypadku Żelaznego Szlaku Rowerowego, nie da się przeprowadzić tak szeroko zakrojonej inwestycji. Wierzę jednak, że jest to ciekawy plan na przyszłość i każdemu polecam taki spacer – może nie po całej, ale przynajmniej po wybranych fragmentach tej linii.

    Kończąc moją podróż na betonowym peronie stacji kolejowej w Olzie wierzę, że będzie mi dane za kilka lat być może pokonać tę trasę w inny sposób. W tym miejscu dziękuję przedstawicielom Towarzystwa Entuzjastów Kolei za wdrożenie w temat i przydatne informacje, m.in. na co uważać i gdzie znaleźć fragment pozbawiony szyn. Przez gęste zarośla i bez tych wskazówek łatwo byłoby to pominąć. Do zobaczenia na szlaku!

    Szymon Kamczyk

    1 komentarz

    Jakoś maziizam się nie wypowiada w artykule. Juz chyba wszyscy wiedza, aby mu nie dawać głosu, bo malo kto go rozumie


    Źródło: nowiny.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era