RAK
    Zaginęli tego samego dnia i już nigdy nie wrócili. Nierozwiązana tajemnica z Gdańska

    Zaginęli tego samego dnia i już nigdy nie wrócili. Nierozwiązana tajemnica z Gdańska

    741 odsłon
    Zaginęli tego samego dnia i już nigdy nie wrócili. Nierozwiązana tajemnica z Gdańska

    Zawsze Najważniejsze

    Dorota Abramowicz

    Dzisiaj, 05:00

    Kamil Kowalczuk i Andrzej Piędziak z Gdańska zaginęli tego samego dnia. Po niemal 21 latach sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona, a rodzina apeluje o pomoc. Zaginiony Kamil i "14-letni kolega"

    Niedziela, 25 września 2005 r. Orunia Dolna, budynek przy ul. Rejtana. Kamil Kowalczuk ma wraz mamą i młodszym bratem iść do kościoła na mszę o godz. 13. Jest w miarę ciepły, słoneczny dzień i Kamil prosi mamę, by mógł zostać na pobliskim placu zabaw.

    Po powrocie z kościoła mama nie zauważa Kamila, ale nie budzi to jej niepokoju. Kamil lubił zabawy na podwórku, często spędzał tam czas. Jednak już o godzinie 16, gdy dziesięciolatek nie pojawia się na obiedzie, matka rozpoczyna poszukiwania. Wieczorem wraz ze swoim bratem jedzie na najbliższy komisariat na Oruni, zgłosić zaginięcie chłopca.

    Policjanci sprawdzają szpitale, przeczesują ulice z psem przewodnikiem. Komunikat o zaginięciu 10-latka trafia do wszystkich jednostek policji. W mediach ukazuje się zdjęcie Kamila.

    Dopiero następnego dnia do policji dociera informacja o kolejnym zaginięciu. To 14-letni Andrzej Piędziak , także mieszkający przy ul. Rejtana uczeń Szkoły Podstawowej nr 16, tej samej, do której uczęszcza Kamil.

    • Chłopcy się przyjaźnili – mówią dawni sąsiedzi z Oruni. - Mimo różnicy wieku często razem przebywali. Do zniknięcia Andrzeja podchodzi się jednak z mniejszymi emocjami. A właściwie bez emocji. Matka i jej partner powtarzają, że to ucieczka z domu. Kolejna zresztą. Rodzina nie zgadza się na publikację danych chłopca. Później, gdy wreszcie pojawia się policyjny komunikat o zaginionym 14-latku, ktoś dołącza do niego zdjęcie Andrzejka... sprzed ponad dekady. Z fotografii patrzy na nas uważnie jasnowłosy przedszkolak.

    Kamil Kowalczuk zaginął, gdy miał 10 lat. Po prawej zdjęcie ilustrujące jego prawdopodobny wygląd po latach Trzy miesiące później, zbierając materiały do artykułu o zaginięciach w Trójmieście, pytam o Kamila. Podinsp. Henryk Jabłoński, ówczesny komendant z komisariatu na Oruni mówi, że sytuacja jest niepokojąca.

    • Nie możemy wykluczyć, że chłopcu nie stała krzywda – przyznaje. Dziecko zaginęło we wrześniu, teraz jest zima. Ciągle sprawdzamy kolejne tropy.

    Imię Andrzeja nie pada w rozmowie. Występuje jako „14-letni kolega” Kamila, który już wcześniej uciekał z domu.

    Dlaczego informacje na temat Andrzeja były tak ograniczone? Czy wpłynęły na to żądania rodziny, by nie podawać danych chłopca do publicznej wiadomości?

    Żadne dziecko nie powinno zostać zapomniane

    • Nie uważa pani za dziwne, że takie życzenie padło, a policja temu uległa? Czy wyobraża sobie pani dziś sytuację, że zaginie kobieta, mąż mówi, by jej nie szukać, więc nikt nie wszczyna poszukiwań? - odpowiada pytaniem na pytanie Beata Kwiatkowska. Kuzynka Andrzeja, która przed kilkunastoma dniami na popularnej na FB stronie „Gdziekolwiek jesteś” zamieściła „postarzałe” o kilkadziesiąt lat zdjęcie kuzyna i wzruszający apel: „(..) Byłem zwykłym chłopcem. Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 16 na gdańskiej Oruni. Miałem piegi. Na stopach zostały mi blizny po poparzeniu wrzątkiem, gdy byłem mały.

    Pewnego dnia wyszedłem z domu.

    I już nigdy nie wróciłem.

    Tego samego dnia zaginął również mój kolega, Kamil Kowalczuk. O nim przez lata przypominały media. Powstawały artykuły. Robiono progresję wieku. Ludzie nadal pytali: „Gdzie jest Kamil?”

    A ja… Jakby powoli zniknąłem po raz drugi. Z pamięci. Z rozmów. Z ludzkiej świadomości.

    Dziś mam ponad trzydzieści lat. Jeśli żyję, jestem dorosłym mężczyzną.(…) Jeżeli pamiętasz cokolwiek z tamtych dni... Jeżeli mieszkałeś na Oruni... Jeżeli chodziłeś do SP nr 16... Jeżeli pamiętasz Andrzeja lub Kamila...Odezwij się. Bo żadne dziecko nie powinno zostać zapomniane.”

    • O tym, że Andrzej zaginął, dowiedziałam się dopiero po wielu latach, kiedy nawiązałam kontakt z moją kuzynką, a jego siostrą Kamilą – mówi Beata.

    Przyznaje, że sytuacja rodzinna była skomplikowana ze względu na problem alkoholowy rodziców Andrzeja.

    Zaginiony Andrzej Piędziak.Po lewej zdjęcie z czasów zaginięcia, po prawej - progresja wiekowa wykonana przez policję Dlaczego Andrzej zostawił psa?

    O problemie alkoholowym opowiadają także dawni sąsiedzi. - Jak zaginął Andrzej, to jego ojciec już nie żył, zapił się na śmierć – napisała pod postem Beaty na FB pani Maria, która jako dziecko znała zaginionego chłopca.

    • Jego tata, Bogdan, będący bratem mojej mamy, zmarł parę lat przed zaginięciem Andrzeja – potwierdza kuzynka. - Andrzej pozostał w domu ze swoją starszą siostrą Kamilą. Jakiś czas po śmierci ojca ich mama związała się z innym mężczyzną. Pamiętam, że moja mama i jej bracia starali się pomagać tej rodzinie jeszcze za życia ojca Andrzeja. Kiedy wuj zmarł, jego żona, układając sobie życie z innym partnerem, odcięła się od nas.

    Nie działo się tam zbyt dobrze, była to rodzina mocno dysfunkcyjna.

    Nowy partner źle traktował dzieci. Stąd ucieczki Andrzeja. Także Kamila wyprowadziła się, uciekając z domu do swego ówczesnego chłopaka. Andrzej musiał zostać. Ponoć siostra nawet deklarowała, że kiedy skończy 18 lat, zabierze Andrzejka do siebie.

    Nie zdążyła.

    To Kamila opowiedziała kuzynce, co działo się w domu po zniknięciu 14-latka.

    Andrzej miał ukochanego psa, niewielkiego, rudo-brązowego kudłatego kundelka, z którym się nie rozstawał. Kiedy Kamila przyjechała do domu i zapytała o brata, matka jej przekazała, że Andrzej wyszedł z psem. I pies wrócił, a Andrzej nie.

    Po latach Kamila nadal dziwiła się samotnemu powrotowi psa. Uważała, że Andrzej by uciekł tylko z psem, tak jak to wcześniej robił, że nigdy by go nie zostawił. I nie dopuściłby, żeby pies się sam po dzielnicy błąkał.

    Kamila zauważyła też, że w domu nie było już ani jej rzeczy, ani rzeczy brata.

    • Dlatego według mnie coś się tam wydarzyło – twierdzi Beata. - Albo jest jakieś mataczenie ze strony mamy, która też nie zabiegała za bardzo o to, żeby jednak syna szukać. Nie było wówczas monitoringu, dzielnica należała do tych trudniejszych, więc zaginięcie Andrzeja bardzo łatwo było zrzucić na karby ucieczki z domu lub zaginięcia.

    Kamila mówiła kuzynce, że policja przyjęła za pewnik, że brat uciekł z domu.

    • To strasznie dziwna sprawa – twierdzi Beata. - Dziwi też, że od początku nie łączono sprawy Andrzeja i Kamila, który zaginął tego samego dnia, i z którym Andrzej się przyjaźnił. Nawet godziny się zbiegały.

    Próbuję porozmawiać o wydarzeniach z 2005 roku z Kamilą, wysyłam wiadomości na jej profil na FB. Nie odpowiada na moją prośbę.

    Mama Andrzeja wyprowadziła się z Trójmiasta. Ponoć córka nie utrzymuje z nią kontaktu.

    Cztery ściany

    Alkohol, prawdopodobna przemoc, ucieczki dziecka z domu. Czy to możliwe, że nikt nie zwrócił uwagi na dramat chłopca? Nawet jeśli była to Dolna Orunia, gdzie – jak napisała pod postem Beaty pochodząca z tej dzielnicy pani Joanna - „była patologia, alkoholizm, gdzie połowa osób z danej rodziny siedziała w więzieniu. (..) W czasach kiedy oni zginęli albo zaginęli mieszkała tam większość alkoholików i dziwnego szemranego towarzystwa”.

    • Wszyscy, łącznie z sąsiadami, potwierdzają, że rodzina Andrzeja była dysfunkcyjna – mówi pani Beata. - Jednak dziecko, które nie ponosi winy, że się w takim domu rodzi, nie powinno dodatkowo płacić brakiem zainteresowania społeczeństwa, gdyby mu się stała krzywda. Nawet jeśli zakładamy, że to była ucieczka, a rodzina pozbyła się małego buntownika, to dlaczego nikt nie interesował się, czy ostatecznie chłopiec wrócił?

    W szkole, do której uczęszczali Kamil i Andrzej niemal całkowicie wymieniła się kadra. Zresztą na pytania o zaginione dzieci pada odpowiedź: – Niestety, obowiązuje nas RODO.

    Nie wiem nadal, czy w szkole były aktualne zdjęcia Andrzeja. I czy ktokolwiek o nie wystąpił.

    Udaje mi się ustalić, że pracownicy socjalni z Oruni przed 21 laty nie zajmowali się rodziną Andrzeja. - Pewnie nie zgłaszano potrzeby pomocy – słyszę. - Może warto popytać ówczesne kierownictwo Centrum Interwencji Kryzysowej?

    Krzysztof Sarzała, były szef CIK w Gdańsku mówi, że Andrzej na pewno nie trafił do centrum.

    • Dzieci same przychodzące po pomoc pokazywane są w filmach, w rzeczywistości dzieje się to wyjątkowo rzadko – twierdzi Sarzała. - Osobiście pamiętam wszystkie dzieci, które się do nas zgłosiły. Ale jeśli miałyby się potwierdzić zebrane przez panią informacje, to w kontekście zaginięcia chłopca są one bardzo niepokojące.

    Policja – Kamila szukamy, Andrzeja już nie

    Wysyłam maila do KWP w Gdańsku. Pytam, czy nadal trwają poszukiwania chłopców?

    Jeśli tak, to w jakiej formie? Kto je prowadzi? Czy w ostatnich latach dotarły do policji jakiekolwiek informacje o zaginionych? I czy można podejrzewać, że ich zaginięcie wiązało się z czynem przestępczym?

    Asp. Łukasz Kirkuć z Zespołu Prasowego KWP odpowiada, że sprawy zaginięć Kamila Kowalczuka oraz Andrzeja Piędziaka od początku prowadzone były przez policjantów z Komisariatu Policji I w Gdańsku.

    • Od momentu przyjęcia zgłoszeń, mundurowi prowadzili poszukiwania gdańszczan, weryfikowali informacje, które docierały do nich w tych sprawach. Do działań wykorzystano przewodnika z psem służbowym – czytam w mailu z KWP. - Funkcjonariusze sprawdzili szpitale oraz adresy, pod którymi mogli przebywać zaginieni, docierali do osób, które mogły coś wiedzieć o miejscach ich pobytu. Do wszystkich jednostek Policji zostały wysłane komunikaty o zaginięciach 10-latka i 14-latka. Komunikaty o zaginięciach chłopców zostały udostępnione także w mediach. Do policjantów dotarło wiele informacji dotyczących miejsc pobytu chłopców, jednak żadna z nich się nie potwierdziła. W 2009 r. i 2022 Laboratorium Kryminalistyczne KWP w Olsztynie wykonało tzw. progresję wiekową Kamila, a w 2018 r. - Andrzeja. Policja dysponuje także materiałem genetycznym pobranym od rodzin zaginionych dzieci i w przypadku ujawnienia niezidentyfikowanych zwłok, weryfikuje, czy nie należą one do zaginionych.

    • Zebrane w tych sprawach informacje nie wskazują, aby zaginięcia te wiązały się z czynem przestępczym – przekazuje asp. Kirkuć, dodając, że Kamil i Andrzej nadal są uznawani za osoby zaginione. Sprawą Kamila Kowalczuka zajmują się policjanci z Komisariatu Policji I w Gdańsku. Czynności poszukiwawcze za Andrzejem Piędziakiem z uwagi na upływ czasu zostały zakończone. Dlaczego? Według przepisów dotyczących poszukiwań osób zaginionych policjanci kończą czynności w przypadku, gdy upłynęło 5 lat od dnia, w którym zaginiona osoba małoletnia osiągałaby pełnoletniość. - Mimo tego sprawa ta pozostaje w dalszym zainteresowaniu Policji i w przypadku pojawienia się kolejnych informacji w tej sprawie będą one sprawdzane i weryfikowane przez policjantów – podkreśla rzecznik. Kilka pytań

    Beata ma nadal wątpliwości. Andrzej był uczniem Szkoły Podstawowej nr 16. Czy pedagodzy interesowali się jego sytuacją? Czy po zaginięciu Andrzejka byli przesłuchiwani? Czy ktoś odwiedził przychodnię i zadawał pytania o dziecko? - pyta o kolejne kwestie. Wreszcie dochodzimy do najważniejszej. - Gdyby rzeczywiście do zbrodni doszło w tym domu, pojawia się pytanie – czy ktoś w ogóle sprawdzał stojący w mieszkaniu piec? - mówi kuzynka.

    W poście na stronie „Gdziekolwiek jesteś” Beata Kwiatkowska napisała: „Może pamiętasz chłopca z Oruni. Może pamiętasz tamten wrzesień. Może pamiętasz coś, co wtedy wydawało się nieważne.”

    Szukamy śladów pamięci.

    A policja, za pośrednictwem asp. Łukasza Kirkucia apeluje: - W przypadku posiadania informacji, które mogą przyczynić się do odnalezienia zaginionych lub ustalenia ich miejsca pobytu, prosimy o kontakt z Komisariatem Policji I w Gdańsku przy ul. Platynowej 6F pod numerem tel. 47 741 67 22 lub pod numerem alarmowym 112.

    Napisz komentarz


    Źródło: Zawsze Pomorze

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?