
Obserwuję gołębie, a one obserwują mnie. Czasem mnie nie zauważają, kiedy napuszone, nieporuszone, z białą powieką zaciągniętą na oko siedzą w dużej donicy na moim mikroskopijnym balkonie. Są jednak dość czujne.
Para gołębi upodobała sobie to miejsce. Te dwa identyczne ptaki, szare z czarnymi pasami na skrzydłach i białą plamką na grzbiecie, początkowo przylatywały razem i wtulały się w siebie pod brzozą rosnącą w donicy. Szczególnie uroczo wyglądały, kiedy jedno z nich wkładało drugiemu głowę pod skrzydło.
Nie bały się mnie, mimo że często zachodziłam na balkon. Mam tam wszak wiele roślin, które podlewam, przesadzam i obrywam uschnięte kwiatki i listki. Może i gołębiom spodobała się ta mikrodżungla w śródmieściu naszego wybetonowanego miasta?
Zaczęły znosić gałązki, trawy, klonowe noski, a nawet pąki kwiatów i liście drzew. Na wijącym się pod brzózką bluszczyku kurdybanku, nadawały swojej niedbałej konstrukcji okrągły kształt. Aż w końcu pojawiło się białe jajko, a niedługo potem kolejne. Gołębie wysiadują teraz na zmianę – większość czasu, w tym nocą, samiczka, w ciągu dnia samiec. Zazwyczaj wymiana następuje bardzo szybko - słyszę charakterystyczne klaśnięcie skrzydłami nadlatującego gołębia, gruchnięcie i klaśnięcie skrzydłami odlatującego gołębia.
Czy słońce, czy deszcz, grzmoty, błyski, kot w oknie, nieważne co, gołąb siedzi i ogrzewa swoim ciałem jaja. A trzeba przyznać, że pogoda nie rozpieszcza. Po czterdziestostopniowych upałach przyszła silna burza (kot się schował ze strachu pod sofę). Gołąb pozostał wśród błysków i grzmotów niewzruszony. Lecz któż to wie, co się wtedy działo w jego gołębim sercu. Nad ranem wyglądał jak zmokła kura.
W każdym większym mieście na całym świecie można spotkać gołębie. Trudno sobie wyobrazić miejskie przestrzenie bez tych gruchających, płynnie latających i żwawo drepczących po ziemi ptaków. Są mocno związane z człowiekiem i od niego zależne. Ciekawa jest ich historia. Wywodzą się od gołębi skalnych, które do dziś żyją w stanie dzikim m.in. na skalistych wybrzeżach Europy Zachodniej i Morza Śródziemnego. W naszych miastach gołębie gnieżdżą się na gzymsach budynków, balkonach, wnękach wysokich kościołów. Te miejsca przypominają ich naturalne tereny lęgowe.
WIARA.PL DODANE 20.05.2024 AKTUALIZACJA 20.05.2024
Gołębie zostały udomowione kilka tysięcy lat temu, o czym świadczą najstarsze pisane dokumenty i starożytne malowidła. W kulturach wielu narodów uważano je za ptaki święte lub ofiarne. To także znak pokoju, a w chrześcijaństwie symbol Ducha Świętego.
Od gołębia skalnego wywodzą się wszystkie rasy gołębi domowych, a jest ich naprawdę sporo. Różnią się między sobą sylwetką i barwą upierzenia. Są gołębie pocztowe, są i ozdobne, czy też wydające charakterystyczne dźwięki. Gołąb miejski pochodzi od gołębi domowych, które uciekły z gołębników i kontrolowanej przez człowieka hodowli. Pozostały jednak w pobliżu ludzi. Czyli można by powiedzieć, że zdziczał udomowiony dziki gołąb.
Interesujące jest to, że te różne różniste gołębie domowe przez kilka pokoleń mogą wrócić do formy wyjściowej, czyli stają się podobne do gołębia skalnego. W stadach na rynkach, placach i osiedlach dostrzeżemy gołębie o nietypowym ubarwieniu, czasem białym, czasem brązowym, czasem nakrapianym. Przeważają jednak mające szaroniebieski tułów, zielonkawofioletowy metaliczny połysk na szyi oraz dwa czarne paski w poprzek skrzydeł.
Warto poobserwować te sympatyczne ptaki. Spotkanie z przyrodą praktycznie na wyciągnięcie ręki, zwłaszcza jeśli trzyma się w niej ziarna (byle nie chleb!). Gołębie są mocno związane z człowiekiem, łatwo jest spotkać, popatrzeć na nie z bliska. Ot, choćby zobaczyć, jak one piją. Nie podnoszą głowy do góry, żeby woda mogła spłynąć wzdłuż przełyku, jak robią to inne ptaki. Jako jedne z nielicznych ptaków potrafią pić wodę bez podnoszenia głowy. Lubią się również kąpać, co widać w fontannach bądź kałużach. Nie uciekają przed deszczem, przed słońcem też nie – chętnie się wygrzewają w jego promieniach. Nie są krzykliwe jak wiele innych ptaków. A to przyjemne dla ucha gruchanie gołębiego samca, jest ściśle związane z procesem rozmnażania.
Patrzę na nieruchomego gołębia pod brzozą w wielkiej donicy na balkonie. Czekam wraz z nim na pojawianie się młodych. I cieszę się, że człowiek w mieście jeszcze nie pozostał sam (choć chyba niektórzy by tego chcieli), że natura nadal mu towarzyszy w swych najrozmaitszych formach.
Tekst z cyklu Spotkania z przyrodą
Rozpocznij korzystanie
Blogi redaktorów
Źródło: Gość Gdański