RAK
    Smród, betonoza i wyludniające się Chojnice. Radni grzmią: Wyprowadziło się "małe miasteczko" - i burmistrz

    Smród, betonoza i wyludniające się Chojnice. Radni grzmią: Wyprowadziło się "małe miasteczko" - i burmistrz

    2744 odsłon
    Smród, betonoza i wyludniające się Chojnice. Radni grzmią: Wyprowadziło się "małe miasteczko" - i burmistrz

    Chojnice

    Monika Smól

    Dzisiaj, 15:20

    Chojnice - niegdyś dynamicznie rozwijający się ośrodek subregionalny - stają się dziś areną głębokiego sporu o jakość życia, demografię i... granice językowego kompromisu. Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej, w trakcie debaty nad wotum zaufania dla burmistrza Arseniusza Finstera, doszło do starcia. Po jednej stronie stanęły zarzuty o „betonozę”, duszący smród i wyludnianie się miasta, a po drugiej - apele o „stonowanie dyskusji” i oburzenie, że krytyka godzi w dobre imię Chojnic.

    Sprawa, która na pierwszy rzut oka dotyczy technicznych i ekologicznych aspektów zarządzania miastem, szybko przerodziła się w fundamentalną dyskusję o standardach życia i poziomie lokalnej polityki. Gdzie leży prawda o dzisiejszych Chojnicach i kto wykazuje w tej sprawie szczególną wrażliwość?

    Głos sprzeciwu: Smród, długi i „ewakuacja” władzy

    Dyskusję z niebywałą mocą otworzył radny Januszewski , który w swoim wystąpieniu nie szczędził burmistrzowi Finsterowi druzgocącej krytyki. Przedstawił on pesymistyczną diagnozę miasta, opierając się na twardych danych demograficznych i codziennych uciążliwościach, z jakimi muszą mierzyć się mieszkańcy.

    • Te gigantyczne, palone w bankowych piecach odsetki, mają swoją konkretną i bolesną cenę. Tą ceną jest drastyczny spadek jakości życia w naszym mieście. Oficjalne dane demograficzne z ewidencji ludności za ostatnie 4 lata, to nie są suche statystyki, to jest bezlitosny wyrok mieszkańców na politykę burmistrza Arseniusza Finstera. W latach 2022 - 2025 nasze miasto skurczyło się o blisko 1 000 stałych podatników. Chojnice niebezpiecznie zbliżają się do granicy 35 000 mieszkańców - mówił Januszewski. - Ale spójrzmy na ten dramat w szerszej perspektywie, aby w pełni zrozumieć skalę katastrofy. Nie tak dawno, w 2011 roku, Chojnice były dumnym, rozwijającym się ośrodkiem, który znacznie przekroczył 40 000 mieszkańców. W ciągu kilkunastu lat z tego miasta wyparowało, uciekło lub zniknęło ponad 5 000 ludzi. Z mapy Chojnic zniknęło całe małe miasteczko.

    Radny Januszewski pytał retorycznie, dlaczego ludzie masowo uciekają z Chojnic. Jego zdaniem, w mieście ciężko się żyje, a młodzież wyjeżdża po maturze z braku perspektyw. Zarzucił burmistrzowi doprowadzenie Chojnic do stanu urbanistycznego i ekologicznego paraliżu.

    • Zamiast nowoczesnego, zielonego i przyjaznego miasta, zaserwował pan mieszkańcom bezduszną betonozę realizowaną pod dyktando deweloperów i wąskiej grupy zaprzyjaźnionych przedsiębiorców. Drzewa są wycinane, przestrzeń publiczna jest zalewana betonem, a środowisko naturalne niszczone na naszych oczach - krytykował Zdzisław Januszewski. - Doszliśmy do momentu, w którym w wielu dzielnicach Chojnic mieszkańcy nie mogą w letnie dni otworzyć okien we własnych domach, bo natychmiast są narażeni na potworny odurzający zewnętrzny smród. Ludzie chorują, duszą się i cierpią.

    W wystąpieniu Januszewskiego pojawił się także silny wątek moralny. Zarzucił burmistrzowi skrajny cynizm, wskazując, że Arseniusz Finster doskonale wie, jak ciężko żyje się w zabetonowanym, duszonym smrodem mieście, dlatego... sam w nim nie mieszka:

    • Ewakuował się pan z Chojnic, wybrał sielskie, luksusowe życie w drewnianej chatce poza miastem, na słynnych, czystych Zielonych Wzgórzach niedaleko Charzyków. Tam smród z chojnickich zakładów nie dochodzi. Tam deweloperzy nie stawiają bloków pod pana oknami - grzmiał Januszewski. - Tam można oddychać pełną piersią. Panie burmistrzu, to jest skrajne oderwanie od rzeczywistości i cynizm. Zgotował pan mieszkańcom zabetonowane, zadłużone i śmierdzące miasto, a sam uciekł pan konsumować uroki podmiejskiej przyrody. I pan nie jest odosobniony w tej ucieczce. Część radnych z pana komitetu i koalicji, urzędnicy wysokiego szczebla i zamożniejsi mieszkańcy masowo budują domy poza granicami administracyjnymi Chojnic. Wyprowadzają się do sąsiednich miejscowości gminy wiejskiej Chojnice. Dlaczego? Bo uciekają przed skutkami pana fatalnego zarządzania. Efekt? Chojnice tracą bazę podatkową, tracą młodych, tracą elity, a zostają z gigantycznym długiem i kredytem, który ci, którzy zostali, muszą spłacać w rosnących podatkach i opłatach. To nie jest rozwój. To jest powolna, systemowa kolonizacja miasta przez deweloperów, połączona z ewakuacją władzy.

    Januszewski zakończył odważnym przesłaniem skierowanym do burmistrza Chojnic.

    • Może pan dalej nasyłać na nas prokuraturę i próbować zastraszyć wolnych ludzi, ale prawdy pan nie zaknebluje. Prawda jest taka, że król jest nagi, a Chojnice pod pana rządami zwijają się na kredyt - zakończył radny Januszewski.

    Estetyka słowa kontra fakty. Kto jest „nadwrażliwy”?

    Na tak ostry obraz zareagował obóz sprzyjający burmistrzowi. Radny Sebastian Matthes skupił się na warstwie językowej debaty, wyrażając oburzenie doborem słownictwa przez opozycję .

    • Wiem, że moje apele o stonowanie dyskusji i lepszy dobór słów trafiają jak przysłowiowa krew w piach - mówił Sebastian Matthes . - Natomiast padły słowa ze strony przedstawiciela nowego klubu Chojnice Nasze Miasto, że miasto śmierdzi i tonie w betonie. Nie używajmy tak karygodnych określeń. Państwo nazwaliście klub Nasze Miasto i tak mówicie o tym naszym mieście? Apeluję o to, żebyśmy zmienili retorykę i przestali formułować takie zdania, bo to naprawdę nie przystoi.

    Ta reakcja wywołała natychmiastową ripostę. Radna Marzenna Osowick a wprost zarzuciła Matthesowi ucieczkę od rzeczywistości i próbę tuszowania realnych problemów za pomocą oburzenia estetycznego:

    • Kolego Sebastianie, to jest jakaś taka duża nadwrażliwość akurat na określenia. Fetory i odory, które wydostają się i zatruwają życie mieszkańcom, to jest fakt. Przed czym chcemy uciekać? A beton? Ile mamy tej zieleni tak naprawdę? I jeszcze będzie ograniczana - odpowiadała Osowicka.

    Realia spacerów: Walka o sumienia większości

    W obronie prawa do nazywania rzeczy po imieniu i bez ogródek stanął także radny Kamil Kaczmarek. Wskazał on, że rola radnego polega na opisywaniu rzeczywistości dokładnie taką, jaka ona jest - bez zbędnego ugrzeczniania, które służy jedynie uspokajaniu sumień rządzącej większości.

    • Nie wiem, jak trudne jest opisywanie rzeczywistości taką, jaką widzi ją radny. Natomiast nie widzę nic złego w tym, abyśmy opisywali to, co czujemy, czy widzimy w słowach bezpośrednich - mówił Kamil Kaczmarek. - Nie jest obrazą dla naszego miasta, że wieczorne, letnie spacery, zamiast być przyjemnością i chwilą wytchnienia, są zmaganiem się z fetorem nieznajomego pochodzenia. A państwo radni burmistrza i koalicja - jako większość, przyjmowała zmiany korzystne dla przedsiębiorcy bez wymuszenia koordynacji ze starostwem, którego Sebastian Matthes jest dyrektorem i powinien czuć się w obowiązku, by przegląd ekologiczny wymuszać na niepokornych przedsiębiorcach. Nie chodzi o penalizowanie ich zachowań, a o ustalenie winnego i podjęcie działań, które będą takim sytuacjom zapobiegać.

    Kamil Kaczmarek zauważył też z ironią:

    • Dużo łatwiej by się o tym państwu rozmawiało, gdybyśmy mówili, że w mieście panuje wieczorami czasem nieprzyjemna aura i atmosfera odbiega od wymarzonej. Byłoby pięknie - ironizował radny Kaczmarek. - Ale realia są takie, że jeżeli powtarzamy te same postulaty po raz enty, to staramy się wzburzyć państwa sumienia, przemówić do rozsądku. Zmagamy się z uciążliwością zakładów produkcyjnych czy wodociągów, stajemy się zakładnikami tego typu działalności jako mieszkańcy.

    Radny odniósł się również bezpośrednio do problemu wszechobecnego betonu, podając konkretne przykłady z mapy Chojnic, które kontrastują z ugrzecznionym wizerunkiem miasta:

    • A to, że jest za dużo betonu, no proszę spojrzeć na targowisko przy Młodzieżowej, gdzie wśród bloków jest no betonowa pustynia. Od Centrum Parku, przechodząc w kierunku targowiska, dalej w kierunku Obrońców Chojnic, Jana Pawła, wszędzie jest asfalt i beton, tak? I powinniśmy starać się, żeby tej przestrzeni zielonej było jak najwięcej.

    Kaczmarek zniósł się ponad partyjne podziały, doceniając to, co w mieście dobre - jak nasadzenia i klomby na Starym Rynku, za które publicznie chwalił miejskiego ogrodnika. Podkreślił jednak, że pozytywne akcenty nie mogą zamazywać ogólnego, trudnego obrazu miasta.

    • A to, że jest za dużo betonu, proszę spojrzeć na targowisko przy Młodzieżowej, gdzie wśród bloków jest betonowa pustynia. Od Centrum Parku, przechodząc w kierunku targowiska, dalej w kierunku Obrońców Chojnic, Jana Pawła, wszędzie jest asfalt i beton. I powinniśmy starać się, by tej przestrzeni zielonej było jak najwięcej. To samo dotyczy Starego Rynku i bezpośredniej strefy centrum - wymieniał Kaczmarek.

    Burmistrz wbił szpilkę w kierunku radnych opozycji.

    • Nie zawsze długo znaczy dobrze. Czasami lepsza jest technika wypowiedzi po to, żeby przekazać tematykę - skrytykował za długość wypowiedzi swoich poprzedników Arseniusz Finster . I dodał, że zarzuty radnego Januszewskiego się powtarzają. - Na amnezję jeszcze nie choruję i pamiętałem to, co pan powiedział. Szantażyki się zaczynają, ja opuściłem miasto i tak dalej. To już są takie zgrane płyty, że gdyby były winylowe, to już nie byłyby do słuchania.

    Mówił też o tym, że kredyt miasta lada moment nie będzie rekordowy.

    • Chcąc osiągać cele społeczne, kredyt jest też narzędziem, którym się musimy posługiwać. Proszę pokazać mi miasto, które się rozwija i nie ma kredytu? Proszę mi pokazać kraj, który się rozwija i nie ma kredytu? - apelował Finster. - Nie mówię o Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, o normalnych krajach.

    Czy wizerunek wygra z rzeczywistością?

    W Chojnicach zderzają się dwie różne wizje samorządu. Z jednej strony mamy obóz rządzący, dla którego priorytetem wydaje się być dbałość o nienaganny wizerunek, „stonowana retoryka” i unikanie ostrych sformułowań - nawet jeśli ceną jest ignorowanie faktu, że mieszkańcy duszą się od smrodu, a miasto systematycznie traci swoją populację. Z drugiej strony stoi opozycja, która uważa, że ugrzeczniony język („nieprzyjemna aura” zamiast „fetoru”) to jedynie usypianie czujności i dawanie przyzwolenia na dalszy regres Chojnic. Dla nich bezpośredni, czasem brutalny opis rzeczywistości to nie obraza miasta, a elementarny obowiązek wobec udręczonych mieszkańców. Wydaje się, że mieszkańcy Chojnic, zmagający się na co dzień z uciążliwym odorem i betonowymi placami, sami doskonale wiedzą, która strona opisuje ich realne życie. I żadne apele o „lepszy dobór słów” tego nie zmienią.


    Źródło: Chojnice24.pl / Chojnice TV

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?