RAK
    PRZEDSZKOLE MA ZWRÓCIĆ PONAD 134 TYS. ZŁ. Dyrektor: „To była ludzka pomyłka”

    PRZEDSZKOLE MA ZWRÓCIĆ PONAD 134 TYS. ZŁ. Dyrektor: „To była ludzka pomyłka”

    403 odsłon
    PRZEDSZKOLE MA ZWRÓCIĆ PONAD 134 TYS. ZŁ. Dyrektor: „To była ludzka pomyłka”

    Dodaj komentarz

    Przez ponad 2 lata jedno z dzieci uczęszczających do prywatnego przedszkola w Słupsku było wykazywane w systemie jako posiadające niepełnosprawność sprzężoną. Tymczasem z orzeczenia wynikało, że chodziło o niepełnosprawność ruchową, w tym afazję. Ta różnica nie była tylko technicznym zapisem w dokumentach. Bezpośrednio przekładała się na wysokość wypłacanej dotacji.

    ::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

    ::event{"type":"horizontal","item":"344"}

    Według wyliczeń słupskiego ratusza Anglojęzyczne Przedszkole Prywatne „Zielona Dolina” otrzymało o 134 119,04 zł za dużo. Placówka została zobowiązana do zwrotu tej kwoty do budżetu miasta.

    Dyrektor przedszkola Iwona Majkowska nie kwestionuje, że w systemie znalazło się błędne oznaczenie. Podkreśla jednak, że nie było ono celowe, a dane wprowadzone przez placówkę miały później zostać zweryfikowane przez pracownika urzędu. Jej zdaniem odpowiedzialność za pomyłkę nie powinna więc spadać wyłącznie na przedszkole.

    – To była zwykła ludzka pomyłka. Nikt nie zrobił tego celowo. Ja wpisałam dane, ale urząd także je weryfikował i zatwierdził – mówi Iwona Majkowska. Kontrola ujawniła jednak również inne uchybienia. W dokumentacji brakowało podpisów rodziców, dat sporządzenia programów dla dzieci i wymaganych ocen ich funkcjonowania. W niektórych miesiącach dzieci otrzymywały też mniej godzin wczesnego wspomagania rozwoju niż przewidywały przepisy.

    KONTROLERZY WESZLI DO PRZEDSZKOLA W MAJU

    Kontrola została przeprowadzona 13 i 14 maja 2026 roku w placówce przy ul. Jana Kazimierza 12A w Słupsku. Urzędniczki Wydziału Edukacji sprawdzały, czy liczba dzieci objętych kształceniem specjalnym i wczesnym wspomaganiem rozwoju zgadzała się z danymi przekazywanymi miastu.

    Badaniem objęto okres od stycznia 2023 roku do sierpnia 2025 roku.

    Na początku wszystko się zgadzało. Liczba dzieci wykazywana w miesięcznych zestawieniach odpowiadała tej, która wynikała z dokumentacji prowadzonej przez przedszkole.

    To właśnie ten element mocno podkreśla dyrektor placówki.

    – Kontrola dotyczyła również liczby dzieci. Są placówki, w których pojawiają się tak zwane martwe dusze. U nas czegoś takiego nie ma. Każde zgłoszone dziecko rzeczywiście uczęszczało do przedszkola, a liczba dzieci zgadzała się ze stanem faktycznym – zaznacza Iwona Majkowska. Kontrolerzy nie zakwestionowali także umów zawieranych z rodzicami. Problemy zaczęły się jednak wtedy, gdy dokładniej przyjrzeli się dokumentacji dotyczącej dzieci z orzeczeniami oraz wysokości wypłacanych dotacji.

    JEDNO DZIECKO, DWIE RÓŻNE KATEGORIE

    Najpoważniejsze ustalenie dotyczyło jednego z wychowanków.

    Od maja 2023 roku do sierpnia 2025 roku dziecko było wykazywane w systemie ODPN jako posiadające niepełnosprawność sprzężoną.

    Z przedstawionego podczas kontroli orzeczenia wynikało jednak coś innego. Dziecko posiadało orzeczenie z powodu niepełnosprawności ruchowej, w tym afazji.

    Dla osoby niezwiązanej z systemem oświaty może to wyglądać jak różnica w nazewnictwie. W finansowaniu oświaty miała jednak ogromne znaczenie. Każdej kategorii przypisana była inna stawka dotacji, a w przypadku niepełnosprawności sprzężonej była ona wyższa.

    Dyrektor tłumaczy, że obecnie system jest czytelniejszy, natomiast kilka lat temu poszczególne rodzaje wsparcia miały być oznaczane symbolami i numerami wag.

    – Dzisiaj po rozwinięciu listy mam słownie opisane rodzaje niepełnosprawności i wybieram kategorię zgodną z orzeczeniem. Trzy lata temu system był, moim zdaniem, bardziej skomplikowany. Pojawiały się symbole wag, takie jak P64 czy P97, które dodatkowo mogły zmieniać się w kolejnych latach – wyjaśnia. Jak relacjonuje, w przypadku wątpliwości dyrektorzy placówek kontaktowali się z urzędem, aby ustalić właściwe oznaczenie.

    – Dzwoniłam do urzędu i pytałam, jaka waga odpowiada danemu orzeczeniu. W tym przypadku błąd mógł nastąpić po mojej stronie, ale później został również powielony podczas urzędowej weryfikacji – twierdzi Majkowska. „BEZ ZDJĘCIA KŁÓDKI DOTACJA NIE JEST WYPŁACANA”

    Dyrektor szczegółowo opisuje procedurę zgłaszania dziecka z orzeczeniem.

    Najpierw rodzic przekazywał placówce orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Następnie dane dziecka były wprowadzane do systemu ODPN. Samo wpisanie informacji przez dyrektora nie oznaczało jednak – jak przekonuje – automatycznego przyznania dotacji.

    – Każde dopisane dziecko miało w systemie tak zwaną kłódkę. Dopóki pracownik urzędu jej nie zdjął, dotacja nie była uruchamiana – wyjaśnia. Przedszkole miało następnie przekazywać do Wydziału Edukacji kopię orzeczenia wraz z pismem przewodnim, zawierającym informację, od kiedy dziecko uczęszcza do placówki.

    – Urzędnik otrzymywał kopię orzeczenia i prośbę o weryfikację. Dopiero po sprawdzeniu dokumentów zdejmował kłódkę. Tak jak mnie zdarzył się błąd, tak później urzędnik ten błąd powielił. Dlatego uważam, że wina jest po obu stronach – mówi dyrektor. Podkreśla jednocześnie, że nie zarzuca pracownikom urzędu celowego działania.

    – Ja nie zrobiłam tego celowo i jestem przekonana, że urzędnik również nie zrobił tego celowo. To po prostu pomyłka, która nie została wychwycona podczas podwójnej weryfikacji – dodaje. BŁĄD CIĄGNĄŁ SIĘ PRZEZ KOLEJNE LATA

    Według dyrektor przedszkola niewłaściwa kategoria została przypisana dziecku już na początku jego pobytu w placówce. Później była powielana w kolejnych rozliczeniach.

    – Skoro pierwszego dnia dziecko zostało błędnie przypisane, później ciągnęło się to przez następne lata. Stąd uzbierała się tak wysoka kwota – wyjaśnia. Kontrola objęła łącznie 28 miesięcy, od maja 2023 roku do sierpnia 2025 roku.

    W tym czasie do placówki regularnie trafiała dotacja liczona według wyższej stawki.

    PONAD 200 TYS. ZŁ WYPŁACONEJ DOTACJI

    Urzędnicy przeanalizowali każdy miesiąc osobno.

    W całym okresie objętym kontrolą przedszkole otrzymało na kształcenie specjalne tego dziecka 200 815,83 zł.

    Po ponownym przeliczeniu ratusz uznał, że należna kwota powinna wynieść 66 696,79 zł.

    Różnica była ogromna.

    134 119,04 zł zostało uznane za dotację pobraną w nadmiernej wysokości.

    Dyrektor przyznaje, że przedszkole otrzymało więcej pieniędzy, niż wynikało z prawidłowo przypisanej kategorii. Zaznacza jednak, że cała kwota została przeznaczona na terapię i wsparcie tego konkretnego dziecka.

    – Każda złotówka, która została przekazana przez urząd na to dziecko, została na to dziecko wydana. Pieniądze nie zostały sprzeniewierzone ani przeznaczone na inne cele – zapewnia Iwona Majkowska. „NIE KUPIŁAM SOBIE ZA TO MOTORU”

    Po wykryciu nieprawidłowości placówka została objęta również kontrolą finansową. Jak mówi dyrektor, audytorzy przejrzeli faktury z 3 lat i sprawdzali sposób wykorzystania pieniędzy.

    – Miałam sprawdzane wszystkie faktury. Kontrola miała wykazać, na co zostały wydane środki. Ja nieświadomie otrzymywałam wyższą kwotę, ale skoro pieniądze przychodziły na dziecko, to wydawałam je na jego terapie i zajęcia – mówi. Dyrektor podkreśla, że środki nie zasiliły prywatnego majątku osób prowadzących placówkę.

    – To nie jest tak, że kupiłam sobie motor albo coś do domu. Pieniądze były wydatkowane na dziecko. Były kolejne terapie, dodatkowe zajęcia i specjalnie przygotowany program wsparcia – zaznacza. Według jej relacji rodzice byli zadowoleni z prowadzonych zajęć, a dziecko osiągało widoczne postępy.

    – Najważniejsze jest to, że dziecko skorzystało. Terapie przyniosły efekty, a dodatkowe środki zostały przeznaczone dokładnie na cel, na który je przekazano – przekonuje. Trzeba jednak zaznaczyć, że fakt wydania pieniędzy na dziecko nie zmienia ustalenia kontrolerów dotyczącego samej wysokości należnej dotacji. Urząd uznał bowiem, że placówka nie miała podstaw do otrzymywania środków według wyższej kategorii.

    CO MIESIĄC RÓŻNICA SIĘGAŁA KILKU TYSIĘCY ZŁOTYCH

    W 2023 roku miesięczna różnica wynosiła najczęściej 3 903,19 zł.

    W maju 2023 roku przedszkole otrzymało 5 704,57 zł, podczas gdy według wyliczeń kontrolerów powinno otrzymać 1 801,38 zł.

    W czerwcu, lipcu i sierpniu wypłacano po 5 664,95 zł, choć należna kwota miała wynosić po 1 761,76 zł.

    W 2024 roku miesięczna nadpłata wzrosła do 5 039,56 zł.

    W większości miesięcy placówka otrzymywała po 7 380,67 zł, podczas gdy prawidłowo naliczona dotacja miała wynosić 2 341,11 zł.

    Jeszcze więcej pieniędzy wypłacano w 2025 roku. Od stycznia do lipca placówka otrzymywała co miesiąc po 8 371,29 zł, a zdaniem urzędników należało wypłacać po 3 068,94 zł.

    Miesięczna różnica sięgała wtedy 5 302,35 zł.

    W DOKUMENTACH BRAKOWAŁO PODPISÓW I DAT

    Kontrola nie ograniczała się jednak tylko do pieniędzy.

    Urzędnicy przejrzeli indywidualne programy edukacyjno-terapeutyczne, czyli dokumenty przygotowywane dla dzieci posiadających orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego.

    Przedszkole przedstawiło 8 takich programów.

    Tylko jeden z nich był podpisany przez rodzica.

    Żaden nie zawierał daty utworzenia.

    Dla dzieci nie sporządzono również wymaganych wielospecjalistycznych ocen poziomu funkcjonowania.

    Takie oceny powinny pokazywać, jak dziecko radzi sobie w różnych obszarach, jakiego potrzebuje wsparcia i czy prowadzona terapia przynosi efekty. Powinny być także aktualizowane co najmniej 2 razy w roku szkolnym.

    Kontrolerzy ustalili, że tych dokumentów brakowało.

    Dyrektor w rozmowie skupiła się przede wszystkim na kwestii błędnie naliczonej dotacji i odpowiedzialności za wpis w systemie. Nie odniosła się szczegółowo do wszystkich braków dotyczących podpisów, dat oraz ocen funkcjonowania dzieci.

    DZIECI MIAŁY OTRZYMYWAĆ CO NAJMNIEJ 4 GODZINY WSPARCIA

    Kolejne nieprawidłowości dotyczyły zajęć w ramach wczesnego wspomagania rozwoju.

    Przepisy przewidywały, że dziecko powinno otrzymywać od 4 do 8 godzin zajęć miesięcznie.

    W dokumentacji „Zielonej Doliny” najczęściej wpisywano po 4 godziny, ale nie zawsze taki wymiar był faktycznie realizowany.

    W niektórych miesiącach zapisano tylko 3 godziny, w innych 2 godziny, a zdarzały się nawet miesiące zaledwie z 1 godziną wsparcia.

    W marcu 2024 roku przy jednym z dzieci wykazano 0 godzin zajęć.

    Kontrolerzy uznali, że w przypadku części wychowanków nie zapewniono nawet minimalnego wymiaru wsparcia wynikającego z przepisów.

    Placówka prowadziła jednocześnie szereg zajęć specjalistycznych, w tym terapię logopedyczną, terapię ręki, integrację sensoryczną, pedagogikę specjalną, sensoplastykę, ćwiczenia motoryki dużej i trening umiejętności komunikacji językowej.

    CZĘŚĆ DODATKOWYCH ZAJĘĆ MA BYĆ KONTYNUOWANA

    Po wykryciu błędu kategoria dziecka została poprawiona w systemie.

    – Urzędnicy poprawili wpis i ponownie zdjęli kłódkę już przy właściwym oznaczeniu – mówi dyrektor. Jak dodaje, część zajęć finansowanych wcześniej z wyższej dotacji ma być jednak kontynuowana pomimo zmniejszenia przyszłego finansowania.

    – Skoro niektóre terapie zostały już rozpoczęte, będziemy je prowadzić dalej. Dziecko pozostanie w naszym przedszkolu jeszcze przez rok i nie chcemy nagle przerywać rozpoczętego wsparcia – zapewnia. MIASTO WYDAŁO TRZY ZALECENIA

    Po zakończeniu kontroli Wydział Edukacji wydał placówce 3 zalecenia.

    Pierwsze dotyczyło wpisywania na orzeczeniach i opiniach daty ich wpływu do przedszkola.

    Drugie zobowiązywało do zapewnienia dzieciom pełnego wymiaru wczesnego wspomagania rozwoju.

    Trzecie było najdotkliwsze finansowo.

    Placówka ma zwrócić do budżetu Miasta Słupska 134 119,04 zł.

    DYREKTOR CHCE ROZMAWIAĆ Z MIASTEM

    Iwona Majkowska nie deklaruje obecnie formalnego odwołania. Zapowiada jednak, że chce podjąć rozmowy z miastem i spróbować znaleźć rozwiązanie.

    – Chciałabym dojść z urzędem do porozumienia. Nie wiem, czy się uda, ponieważ tych pieniędzy już nie mam. Zostały wydane na dziecko – mówi. Jej zdaniem znaczenie powinien mieć zarówno brak celowego działania, jak i fakt, że błędny wpis przeszedł przez urzędową weryfikację.

    – Przykro mi, że tylko przedszkole miałoby ponosić konsekwencje sytuacji, w której nie byłam jedynym ogniwem. Nie uchylam się od swojej części odpowiedzialności, ale urząd również miał sprawdzić dokumenty – podkreśla. Dyrektor zaznacza również, że podpisanie protokołu nie oznaczało automatycznej zgody ze wszystkimi ustaleniami.

    – Protokół podpisuje się po zapoznaniu z jego treścią. Od tego momentu przysługuje jeszcze 7 dni na wniesienie zastrzeżeń. Sam podpis nie oznacza, że sprawa jest zakończona i że zgadzam się ze wszystkim w 100 procentach – wyjaśnia. TERMIN DO KOŃCA LIPCA

    Termin wykonania zaleceń wyznaczono na 31 lipca 2026 roku.

    Protokół sporządzono 8 czerwca 2026 roku, a przedstawicielki placówki podpisały go 29 czerwca 2026 roku.

    Przedszkole mogło odmówić podpisania dokumentu albo wnieść pisemne zastrzeżenia w ciągu 7 dni.

    Sprawa nie sprowadza się więc wyłącznie do jednej błędnie zaznaczonej rubryki. Z jednej strony kontrolerzy wskazali konkretną kwotę pobraną w nadmiernej wysokości, braki w dokumentacji oraz zbyt małą liczbę godzin wsparcia w części miesięcy. Z drugiej strony dyrektor przekonuje, że błąd nie był celowy, został zatwierdzony również przez urząd, a pieniądze w całości przeznaczono na pomoc dziecku.

    – Najważniejsze jest to, że dziecko skorzystało. Pieniądze poszły na jego terapię i rozwój, a nie na prywatne cele. To właśnie powinno być najważniejszym podsumowaniem tej sprawy – mówi Iwona Majkowska. ::news{"type":"see-also","item":"8761"}

    ::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

    Co sądzisz na ten temat?


    Źródło: hej.slupsk.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era