RAK
    Prorocze Traditionis Custodes?

    Prorocze Traditionis Custodes?

    3706 odsłon
    Prorocze Traditionis Custodes?

    Dziś 12:01 GOSC.PL

    Bunt Bractwa św. Piusa X nie tylko ściągnął ekskomunikę na lefebrystów, ale postawił też w trudnej sytuacji wiernych Rzymowi katolików tradycyjnych. Jednocześnie pokazał, że Traditionis Custodes właściwie zdiagnozowało problem ukrytej schizmy.

    Konsekracja czterech biskupów bez zgody Stolicy Apostolskiej przez Bractwo św. Piusa X wywołało najpoważniejszy od dziesięcioleci rozłam w Kościele katolickim. Prośby i ostrzeżenia przed święceniami oraz ekskomunika członków Bractwa po konsekracji biskupiej sprawiły, że wewnątrzkościelny spór stał się tematem rozmów także poza kościelną „bańką”. O ile jednak emocje związane z punktem kulminacyjnym tych wydarzeń trwały kilka dni, o tyle napięcie narastało od co najmniej kilku lat, a konsekwencje decyzji Bractwa będą się ciągnąć jeszcze bardzo długo.

    Same święcenia bez papieskiego mandatu postawiły w bardzo trudnej sytuacji także wielu tradycyjnych katolików wiernych papieżowi. Widać to choćby na przykładzie zamieszania związanego z pytaniami kogo właściwie dosięga ekskomunika. Niegodnie przeprowadzone święcenia rzuciły też cień podejrzliwości na inne wspólnoty sprawujące tradycyjną liturgię. Warto tu podkreślić, że w wielu przypadkach są to podejrzenia niesprawiedliwe i raniące. Świadoma decyzja o publicznym odcięciu się od biskupa Rzymu przez lefebrystów (nawet jeśli na poziomie werbalnym Bractwo temu odcięciu zaprzecza), doprowadziła przecież do sytuacji, w której wielu katolików tradycyjnych publicznie odcięło się od FSSPX, jednoznacznie deklarując, że to, co zrobiło Bractwo jest błędem raniącym również ich serca.

    Osoby te znalazły się dziś w trudnej sytuacji, wiele z nich mogło bowiem dotąd uczestniczyć w liturgii sprawowanej przez lefebrystów – po ekskomunice takiej legalnej możliwości właściwie już nie ma.

    Jednocześnie to, co zrobiło Bractwo, pokazuje, że krytykowana przez środowiska tradycyjne instrukcja Traditiones Custodes, niezależnie od tego jak ocenimy jej wdrożenie, bardzo celnie zdiagnozowała problem sączącej się na długo przed lipcowymi święceniami realnej schizmy. Wydany za pontyfikatu Franciszka dokument nie zabraniał bowiem sprawowania liturgii przedsoborowej, ale znacznie ją ograniczał, a główną osią rozeznania miała być odpowiedź na pytanie czy dana wspólnota kwestionuje Mszę posoborową lub wartościuje ją jako gorszą niż ta sprawowana w starym rycie. Czym innym jest bowiem wrażliwość liturgiczna, która sprawia, że łatwiej nam modlić się na liturgii posoborowej, przedsoborowej, sprawowanej według obrządków wschodnich czy „po ambrozjańsku”, a czym innym nieuznawanie ważności lub równoważności sakramentu sprawowanego w rycie posoborowym. Pierwsza sytuacja to naturalna różnorodność w Kościele, druga stanowi praktyczne i rzeczywiste (nawet, jeśli nie sformalizowane) odrzucenie jedności z Kościołem. Bo nie ma bardziej podstawowej przestrzeni jedności Kościoła, niż jedność przy stole Eucharystycznym.

    Bolesną diagnozę, która przyświecała publikacji watykańskiej instrukcji udowodnił ostatnio w rozmowie z ks. Orfeuszem Malesą i Bogdanem Rymanowskim należący do Bractwa św. Piusa X ks. Szymon Bańka. Zapytany przez moderującego dyskusję Bogdana Rymanowskiego czy wierni i księża Bratwa uznają, że w Hostii konsekrowanej w czasie Mszy posoborowej jest prawdziwy Jezus Chrystus, duchowny odpowiada:

    • Oczywiście uznajemy ważność Nowej Mszy, a więc dochodzi tam do konsekracji.

    Jednocześnie jednak duchowny zaznacza, że Bractwo zaleca wiernym, aby unikać jakiejkolwiek akceptacji Novus Ordo Missae. W praktyce jest to odrzucenie podstawowej przestrzeni jedności Kościoła. Tej najważniejszej, bo przecież właśnie wspólnota łamania Tego Chleba od samego początku Kościoła była tym, co wyróżniało chrześcijan ze świata pogan. Właśnie „aby byli jedno” modlił się Pan Jezus przy stole eucharystycznym. Wobec braku tej jedności, wszystkie zarzuty ze strony Bractwa, czy to dotyczące nauczania moralnego czy sposobu prowadzenia dialogu ekumenicznego, są drugorzędne.

    Co z tego wynika? Że jako wspólnota Kościoła znaleźliśmy się w sytuacji trudnej, a szerokie otwarcie przez Benedykta XVI dostępu do starej liturgii z jednej strony umożliwiło rozwój licznych wspólnot o takiej wrażliwości, z drugiej jednak zostało wykorzystane przez środowiska realnie schizmatyckie do rozsadzania jedności Kościoła od środka, poprzez kwestionowanie posoborowej liturgii. W tej sytuacji motu proprio Traditionis Custodes staje się odpowiedzią na ten kryzys, w pewnym sensie papierkiem lakmusowym testującym jedność Kościoła. I jak wiele innych badań diagnostycznych, w niektórych przypadkach jest to badanie bolesne, bo ogranicza dostęp do starej liturgii również tym, którzy nauczania soborowego nie odrzucają.

    Wszystko wskazuje więc na to, że przed nami okres bolesnej przynajmniej dla wielu katolików diagnozy i terapii. Z jednej strony ich bólu nie należy ignorować i bagatelizować. Z drugiej jednak odpowiedź na pytanie czy konkretny człowiek lub jego wspólnoty są w rzeczywistej jedności z Kościołem jest potrzebna – tak Kościołowi, jak również im samym. Z tej perspektywy postulowane przez niektórych księży i świeckich natychmiastowe zniesienie lub chociaż silne poluzowanie norm wprowadzonych papieską instrukcją byłoby błędem, który uniemożliwiłby wspomnianą diagnostykę. Ostatecznie bowiem nawet czasowe ograniczenie dostępu do starej Mszy nie jest ograniczeniem dostępu do Pana Jezusa w sakramencie Eucharystii. Jeśli ktoś tak uważa, powinien zada sobie pytanie o rzeczywistą jedność ze wspólnotą Kościoła.

    Jednocześnie jednak należałoby się przyjrzeć dokładniej temu, jak instrukcja była w poszczególnych diecezjach wdrażana. Czy rzeczywiście poświęconą wystarczającą uwagę zbadaniu tego, czy w konkretnych wspólnotach dochodzi do nadużyć? A może wybrano drogę na skróty, likwidując duszpasterstwa tradycyjne jednym podpisem, ot tak, na wszelki wypadek? Takie sytuacje byłyby poważnym nadużyciem, ale nie ze strony wspólnot wiernych, a hierarchii odpowiedzialnej za te decyzje. Cały czas mamy bowiem do czynienia z najbardziej wrażliwą przestrzenią, będącą kwintesencją życia Kościoła katolickiego – z rozumieniem i dostępem do Mszy Świętej. Żadne listy pasterskie, krucjaty moralne, apele ws. szkolnej katechezy czy akcje charytatywne nie mogą nawet stawać do konkurencji wobec tego tematu.

    Wojciech Teister Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego” oraz kierownik działu „Nauka”. W „Gościu” od 2012 r. Studiował historię i teologię. Interesuje się zagadnieniami z zakresu historii, polityki, nauki, teologii i turystyki. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „Stacji7”, „NaTemat.pl”, portalu „Biegigorskie.pl”. W wolnych chwilach organizator biegów górskich.


    Źródło: Gość Gdański

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?