
Niemcy umieszczali snajperów w wieżach kościołów, a armia amerykańska miała zwyczaj burzenia takich wież. Niewiele brakowało, a słynną chartyjską świątynię spotkałby ten sam los. Ocalała dzięki nie do końca wyjaśnionej determinacji jednego człowieka.
Rankiem 16 sierpnia 1944 r., w upalny, bezchmurny dzień, amerykańska armia, w postaci 7 Dywizji Pancernej oraz 5 dywizji piechoty z XX Korpusu, podjęła kolejną nieudaną próbę wyzwolenia Chartres, okupowanego przez Niemców od ponad czterech lat. Wcześniej, tej samej nocy, pułkownik Welborn Griffith wraz z dwoma żołnierzami wjechał potajemnie do okupowanego miasta. Zaparkował jeepa przy katedrze i przeszukał budowlę w poszukiwaniu śladów niemieckiej obecności — ukrytych żołnierzy, amunicji czy stanowisk snajperskich. Nie znaleźli niczego.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
już od 14,90 zł
Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI
Źródło: Gość Gdański