RAK
    Ocalałe z rzezi wołyńskiej dzieci wciąż noszą w sobie tamten strach

    Ocalałe z rzezi wołyńskiej dzieci wciąż noszą w sobie tamten strach

    1200 odsłon
    Ocalałe z rzezi wołyńskiej dzieci wciąż noszą w sobie tamten strach

    Widziały mordowanych rodziców, rodzeństwo i sąsiadów. Modliły się o własną śmierć, a po wojnie nauczyły się milczeć. Historyk IPN Katarzyna Osowska-Wołos ujawnia dramatyczne świadectwa dzieci ocalałych z ludobójstwa na Wołyniu.

    Przez dekady nie potrafili opowiedzieć o tym, co przeżyli jako dzieci. Świadkowie rzezi wołyńskiej do dziś noszą w sobie traumę mordów, których dokonywano na ich rodzinach i sąsiadach. - Wielu świadków po raz pierwszy opowiedziało o swoich przeżyciach dopiero po 80 latach - powiedziała historyk IPN Katarzyna Osowska-Wołos.

    Jak podkreśliła badaczka, niemal wszystkie relacje łączy jedno uczucie - wszechogarniający strach. Niektóre dzieci całkowicie wyparły wspomnienia, inne pamiętały każdy szczegół wydarzeń. Do tej drugiej grupy należała Irena Gajowczyk, która przeżyła zamordowanie rodziców i rodzeństwa oraz własne ciężkie zranienie podczas napadu na wołyńską wieś Hurby. Po latach potrafiła odtworzyć przebieg tragedii niemal minuta po minucie.

    Osowska-Wołos zwróciła uwagę, że dla dzieci szczególnie szokujące było to, iż sprawcami często byli sąsiedzi. Ludzie, którzy wcześniej pracowali razem z ich rodzicami, odwiedzali ich domy i uczestniczyli w codziennym życiu lokalnej społeczności. Dzieci nie były w stanie zrozumieć, dlaczego osoby, które znały od lat, nagle stały się oprawcami.

    Szansę na przeżycie dawała najczęściej ucieczka i ukrycie się. Dzieci kryły się w zaroślach, wysokich pokrzywach, ziemiankach, piwnicach, na bagnach, a nawet w budach dla psów. Wiele godzin trwały bez ruchu i bez jednego dźwięku, podczas gdy wokół ginęli ich bliscy.

    Historyk podkreśliła, że bez zrozumienia skali okrucieństwa nie sposób pojąć późniejszej traumy ocalałych. Mordów dokonywano często przy użyciu siekier, wideł, kos czy noży, a cierpienie ofiar było długotrwałe. W relacjach świadków powracają także opisy zabijania całych rodzin, kobiet w ciąży i małych dzieci. Badaczka zaznaczyła, że celem było wyniszczenie całych społeczności, a nie tylko określonych grup dorosłych.

    Po wojnie wiele osieroconych dzieci trafiało do sierocińców, szpitali lub rodzin zastępczych. Część z nich przez lata była przerzucana między kolejnymi placówkami. Jak przypomniała Osowska-Wołos, zachowały się listy dzieci, które nie wiedziały jeszcze, że ich rodzice nie żyją. Pisały do nich, prosząc o powrót do domu.

    Badaczka zwróciła jednocześnie uwagę, że "zdecydowana większość dzieci, z którymi rozmawiałam, przeżyła właśnie dzięki pomocy Ukraińców". Podkreśliła, że ukrywanie polskich dzieci oznaczało ryzyko śmierci dla całych rodzin, dlatego osoby niosące pomoc wykazywały się wyjątkową odwagą.

    Jak podkreśliła historyk, wojna dla tych wołyńskich dzieci nigdy się nie skończyła. Przez dziesięciolecia zmagali się z koszmarami, lękami i poczuciem osamotnienia, a w czasach PRL temat Wołynia został wypchnięty z przestrzeni publicznej. "Nie chcemy zemsty. Chcemy grobu" - mówiło jej wielu ocalałych, wskazując, że najważniejsze pozostaje odnalezienie i godny pochówek bliskich.

    Mira Suchodolska


    Źródło: Gość Gdański

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era