
Najwyższa Izba Kontroli opublikowała w środę wyniki kontroli Warszawskiego Szpitala Południowego. Raport wskazuje na wiele nieprawidłowości, m.in. w zakresie zarządzania placówką, organizacji pracy, rozliczania świadczeń z NFZ i przeznaczenia pomieszczeń szpitalnych. Prezydent Warszawy zapowiada wyciągnięcie wniosków.
NIK zbadała działalność Warszawskiego Szpitala Południowego w okresie pomiędzy 2022 a 2025 r. Kontrola, wszczęta z inicjatywy własnej Izby we wrześniu 2025 r., wykazała szereg nieprawidłowości. Izba przekazała placówce 11 wniosków pokontrolnych.
Zastrzeżenia NIK wzbudził m.in. sposób organizacji pracy personelu medycznego, który powodował przeciążenie pracą - jeden z lekarzy przepracował w ciągu miesiąca 304 godz. i 30 minut, a jedna z pielęgniarek 249 godzin.
W ocenie Izby, znaczne wydłużenie czasu pracy świadczonej przez personel medyczny ma nie tylko negatywne skutki dla samego personelu, ale może mieć niekorzystny wpływ na jakość udzielanych świadczeń zdrowotnych (zdarzenia niepożądane), w tym na zdrowie lub życie pacjentów.
Z ustaleń kontrolerów wynika również, że na badanych oddziałach (chirurgii ogólnej oraz chorób wewnętrznych) dyżurowało znacznie mniej personelu niż deklarowano Funduszowi.
Izba zwróciła również uwagę na funkcjonowanie „Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa”, które - choć szeroko reklamowane - formalnie nie istniało w strukturach szpitala. Na Oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej – w ramach którego funkcjonowało WCCK – nie zapewniono należytego rozdzielenia udzielania świadczeń pacjentom nieodpłatnie (finansowanych ze środków publicznych na podstawie umowy z NFZ) i odpłatnie. Personel, sprzęt i sale finansowane przez NFZ były wykorzystywane do celów komercyjnych w tym samym czasie. Grafiki lekarzy były rozpisywane tak, że w tym samym czasie pracowali oni w ramach umowy z NFZ i komercyjnie.
Pokoje przeznaczone dla pacjentów WCCK - tzw. pokoje łóżkowe - nie były odpowiednio wyposażone, brakowało tam m.in. umywalek, mydła i ręczników papierowych.
Zamiast tego w środku jednego z pokoi był telewizor, meble (fotele, stół, kozetka lekarska) oraz aneks kuchenny, a większa część jego powierzchni użytkowej nie była wykorzystana.
Kontrolerzy mieli również zastrzeżenia do faktu, iż na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR), który zgodnie z prawem dedykowany jest stanom nagłego zagrożenia życia lub zdrowia, odbywały się - choć w ograniczonym zakresie - przyjęcia na leczenie szpitalne w trybie planowym.
Zgodnie z tłumaczeniami kierownika SOR pacjenci planowi nie wchodzili do kolejki pacjentów SOR, nie opóźniali i nie blokowali przyjęć pilnych, a ich przyjęcia odbywały się w czasie, kiedy nikt nie czekał do zarejestrowania się jako pacjent tego oddziału. Mimo to rozwiązanie to mogło - zdaniem NIK - kolidować z przyjęciami w trybie nagłym.
O odniesienie się do wyników kontroli została w środę rano poproszona minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
Dopytywana, czy zaznajomienie się z raportem nie leży w jej gestii i czy nie powinna się zainteresować np. błędnymi zapisami w dokumentacji (brakami w regulaminie lub w księdze rejestrowej) odpowiedziała, że są to „zdecydowanie rzeczy, które leżą po stronie właściciela i podmiotu leczniczego”.
Do raportu odniósł się też prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Zapewnił podczas konferencji, że ratusz analizuje jego treść. - Wyciągniemy z raportu wnioski – zapewnił. Dodał, że zależy mu, aby Szpital Południowy i warszawska opieka zdrowotna mogły funkcjonować normalnie.
Sprawa Szpitala Południowego nabrała rozgłosu po publikacji portalu Zero.pl z 15 czerwca. Według ustaleń portalu pracujący w tej placówce lekarz Dawid Kacprzyk – wówczas koordynator SOR-u i radny KO w Ursusie – miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w 2025 r. około 1,6 mln zł. Portal informował też o zarzutach dotyczących preferencyjnego traktowania polityków KO na oddziale tego szpitala.
Tydzień z Wiara.pl
Przeczytaj jeszcze
Galerie
Andrzej Macura
Katarzyna Solecka
Piotr Drzyzga
Autoreklama
Źródło: Gość Gdański