
Zawsze Najważniejsze
Dorota Abramowicz
Dzisiaj, 07:00
– Określenie górnego limitu kosztów pracy jest bardzo dobrym pomysłem, jednak określenie godzinowej stawki za dyżur już pomysłem dobrym nie jest – mówi dr n. med. Wojciech Wasilewski, kierownik Oddziału Neurochirurgii Szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku, pomorski konsultant wojewódzki w dziedzinie neurochirurgii Dzięki pana dociekliwości cała Polska poznała sposób na milionowe zarobki spółki neurochirurgów w szpitalu w Miastku. Jak do tego doszło?
Jako konsultant wojewódzkim muszę zapoznawać się regularnie z raportami Narodowego Funduszu Zdrowia. Zwróciło moją uwagę, że w niewielkim szpitalu powiatowym w Miastku operują ponad tysiąc kręgosłupów rocznie, o wiele więcej niż w kierowanym przeze mnie Oddziale Neurochirurgii Szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. Postanowiłem więc pojechać na miejsce i wszystko dokładnie sprawdzić. Efektem mojej pracy była opinia przekazana wszystkim zainteresowanym urzędom i instytucjom.
Co pan czuje, kiedy na jaw wychodzą kolejne afery?
Zażenowanie, odrazę, sprzeciw i wszystkie negatywne emocje, które mogą się pojawić u lekarza starającego się podchodzić etycznie do zawodu. Wśród kolegów, z którymi współpracuję, takie podstawy są nieakceptowalne. Oczywiście, w każdym środowisku może się znaleźć czarna owca, która wykorzystuje luki w systemie i próbuje na tym zbić majątek. Jest to niedopuszczalne.
Można tylko mieć nadzieję, że osoby odpowiedzialne za służbę zdrowia wyciągną z tego wnioski i wprowadzą zmiany promujące rzetelną pracę oraz uniemożliwiające trwonienie publicznych pieniędzy.
Jak w tym kontekście ocenia pan ostatnie propozycje Ministerstwa Zdrowia?
Pozytywnie. Każdy, kto próbuje zreformować opiekę zdrowotną, napotyka problemy, których nie można rozwiązać jednym cięciem i jednym pomysłem. To złożone mechanizmy powiązane z finansowaniem, sposobami leczenia, jego kompleksowością i jakością. Nie można mówić, że nic w tym kierunku się nie robi, ale dziś, gdy wypływają kolejne afery, pojawiają się duże oczekiwania społeczne.
Konieczna jest kompleksowa strategia, niezależna od polityków. Tak jak po wybuchu wojny w Ukrainie zawarto pakt o nieagresji politycznej, w celu zwiększenia bezpieczeństwa naszego kraju, również medycyna wymaga podobnego paktu. Systemu nie da się uzdrowić w jednej kadencji jakiegokolwiek rządu. Do tego potrzebne są zgoda narodowa i konsekwentne realizowanie wieloletniej strategii usprawniania funkcjonowania wszystkich elementów sytemu opieki zdrowotnej. Jest bardzo źle?
Nie zgadzam się z opinią, że doszło u nas do katastrofy i należy wszystko wywrócić do góry nogami. Słyszymy o incydentach, jednak tak naprawdę w Polsce dostępność ubezpieczonych osób, w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego, do procedur medycznych jest jedną z lepszych w świecie. Widzimy osiągnięcia bogatych klinik w USA, jednak tam nie ma dostępu do nowych metod leczenia dla przeciętnego obywatela! Potrzebujemy rzetelnej dyskusji, pozbawionej emocji, opartej na twardych danych epidemiologicznych.
A wracając do propozycji przedstawionych przez resort zdrowia, uważam, że choć większość postulatów jest dobra, to tylko bardzo ograniczony wycinek niezbędnych zmian. Należy aktualizować mapę potrzeb zdrowotnych i na tej bazie opracowywać kierunek rozwoju oraz naprawy. Taki plan, przynajmniej dla województwa pomorskiego, już powstał i jest częściowo realizowany.
Rzeczywiście w Polsce jesteśmy leczeni na światowym poziomie?
Mogę odpowiedzieć na przykładzie prowadzonego przeze mnie oddziału. Mamy bardzo dynamiczny rozwój neuromodulacji, czyli każdej terapii, która wiąże się z wszczepianiem stymulatorów układu nerwowego. Wszczepiamy pełen wachlarz stymulatorów – od głębokiej stymulacji mózgu do stymulacji rdzeniowej, przeciwbólowej czy konkretnych nerwów, chociażby nerwów błędnych w padaczce. To jedyny w Polsce ośrodek, który zajmuje się też wszczepianiem stymulatorów w chorobach rzadkich, szczególnie we wrodzonej niewydolności oddechowej u dzieci, zwanej Klątwą Ondyny.
Planując operację z wybudzeniem u pacjentów z guzem mózgu, korzystamy z pomocy neuropsychologa, dr Anny Marcinkowskiej. Idziemy też bardzo mocno w kierunku personalizacji terapii schorzeń kręgosłupa. Zauważyliśmy bowiem, że nieskuteczna terapia wiąże się z sylwetką psychologiczną pacjenta. W zabiegach uczestniczy też neurofizjolog dr Łukasz Dylewicz, który bada funkcję układu nerwowego, gdy jest taka potrzeba.
Korzystacie z robotów?
Od dawna. Rutynowo stosujemy neuronawigację, mamy robota do biopsji stereotaktycznych głębokich struktur mózgu. Kolejny robot pojawił się w chirurgii kręgosłupa. Daje on dodatkowe możliwości perfekcyjnego wprowadzenia implantów do kręgosłupa w trudnych przypadkach. Technologia robotyczna pozwala na niebywałą precyzję, co ma ogromne znaczenie w, np., stabilizacjach kręgosłupa szyjnego, gdzie krytyczne struktury oddalane są od siebie o kilka milimetrów i pomiędzy te struktury trzeba wkręcić śrubę stabilizującą uszkodzony fragment kręgosłupa.
Ostatnio jednak mniej mówi się o neurochirurgii w kontekście osiągnięć, a więcej o zarobkach. Dlaczego akurat w tej specjalizacji pojawiły się bulwersujące kominy płacowe?
Pomysł był taki, by niektóre procedury leczenia bólu w chirurgii kręgosłupa stały się bardziej dostępne. Choć przy ich stosowaniu trzeba mieć dużą wiedzę, technicznie jest to proste. Zakładając, że oddziały urazowo-ortopedyczne i neurochirurgiczne są często mocno obciążone, zezwolono, by można to było robić na oddziałach chirurgii, takich np., jak w Miastku.
Problem w tym, że leczenie pacjentów przestało być kompleksowe. Nie można akceptować kwalifikacji do tego typu leczenia chorego, u którego przed kilkoma tygodniami pojawił się ból. Bez wyjaśnienia jego przyczyny i nakreślenia długofalowej strategii leczenia choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa sprawiamy, że choroba postępuje dalej bez żadnej kontroli, a przede wszystkim, bez przyczynowego leczenia! Medycyna powinna dążyć do przyczynowego, a nie objawowego leczenia.
Aby uniknąć kominów płacowych, trzeba zablokować na poziomie NFZ możliwość wykonywania wyselekcjonowanych, bardzo dobrze płatnych procedur poza oddziałami zajmującymi się kompleksowym leczeniem danej choroby. Tylko kompleksowość i powtarzalność leczenia ma wpływ na jego jakość. Niestety, dochodzimy tu do kwestii społeczno-politycznej.
Jaki jest związek polityki z leczeniem?
Duży. Tzw. kominy płacowe występowały głównie w małych, powiatowych szpitalach. Kiedy minister zdrowia wspominała o ich koniecznej reformie, pojawiły się silne protesty. Lokalne środowiska alarmowały, że to główny zakład pracy w powiecie, który utrzymuje ludzi, dając zatrudnienie. Zadłużony po uszy szpital w Miastku jest jedynym dużym zakładem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, więc samorząd lokalny będzie go bronić do końca.
Uważam jednak, że NFZ, który ma płacić za leczenie, nie może ratować gospodarczych niepowodzeń powiatów! A niewydolne szpitale nie mogą ratować się spółką neurochirurgów, która i tak zarobi swoje miliony, część oddając szpitalowi za nic. Pytam się też, jakim cudem Miastko ma wielomilionowy kontrakt na oddział chirurgii, na którym nie ma pacjentów, a świetnie wyposażony oddział chirurgii kręgosłupa w szpitalu im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku, z doskonałym zespołem specjalistycznym, dostał kontrakt tylko na kilka milionów złotych w ciągu roku? To jest patologia! Kto powinien przygotować program zmian?
Należy włączyć w ten proces ludzi, którzy zajmują się gospodarką, ekonomią i nauką, by w pełni wykorzystać ich potencjał. Szczególną role widzę w potencjale zakładów Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Były pomysły, by upadające szpitale przekształcić, np., w potrzebne Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze...
Wszystkie szpitale powiatowe, które mają bazę sprzętową, czasami nad wyraz rozwiniętą w stosunku do potrzeb, mogą się stać świetnymi ZOL-ami. Oczywiście, będzie problem, bo jeżeli wydano pieniądze na rezonans, tomograf, utworzono SOR, zakupiono, np., dla ortopedii endoskop najnowszej generacji, nie można tego potencjału zmarnować, wyrzucić. Czeka nas wielowątkowy proces naprawczy, ale trzeba go rozpocząć! Na pewno rozwiązaniem nie jest zatrudnianie neurochirurgów za 300 tys. zł dziennie.
Brakuje jednak lekarzy...
Niektórych oddziałów jest za dużo, co skutkuje kłopotami kadrowymi. Jeśli skumulujemy świadczenia w dużych ośrodkach i uporządkujemy kontrakty, specjaliści przestaną wędrować na dyżury w całym województwie. Wykorzystajmy w pełni sprzęt i sale operacyjne.
Ponadto w specjalizacjach chirurgicznych liczba zabiegów przechodzi w jakość. Neurochirurg czy chirurg, który rzadko operuje, nie będzie dobrym chirurgiem.
A co z wykorzystaniem sprzętu w mniejszych ośrodkach?
Mówiłem już o konieczności zminimalizowania wpływu polityki na ochronę zdrowia. Niektóre zakupy, szczególnie wysoko zaawansowanych technologicznie robotów operacyjnych, nośnych medialnie, to skutek wygórowanych aspiracji polityków czy osobistych ambicji lekarzy. Tak roboty „trafiają pod strzechy”. Lokalne władze i konkretny lekarz ogłaszają olbrzymi sukces! Brakuje przy tym refleksji, czy w tym konkretnym miejscu to niezmiernie drogie urządzenie jest rzeczywiście potrzebne i czy zostanie w pełni wykorzystane! Moim zdaniem, tych instrumentów jest za dużo.
Wróćmy wobec tego do pieniędzy. Minister Zdrowia proponuje, żeby maksymalna stawka godzinowa pracy lekarza nie przekraczała 240 zł. Ile zarabiają neurochirurdzy u Pana w szpitalu?
Na pewno nie 26 tys. zł za godzinę, tylko wielokrotnie mniej. W większości wypadków neurochirurdzy pracują u nas na kontraktach zadaniowych. Mamy do wykonania kontrakt roczny, adekwatny do możliwości naszego oddziału. Można go zwiększyć i to robimy, ze względu na wzrost chorób neuroonkologicznych. Myślę, że bardzo dobrym pomysłem rządu jest wyznaczenie limitu górnego kosztów pracy w danym zakładzie opieki zdrowotnej.
Nadal jednak bulwersują wysokie zarobki medyków.
Kiedy piętnuje się chirurgów, że tyle zarabiają, pytam, czy ktoś się bulwersuje młodym influencerem, który zrobił świetne show w Internecie i zarobił już pierwszy milion, mając lat 20? Czy można go porównać z neurochirurgiem, który codziennie spotyka się ze śmiercią, cierpieniem i naraża na konsekwencje prawne własnego błędu?
Określenie górnego limitu kosztów pracy jest bardzo dobrym pomysłem, jednak określenie godzinowej stawki za dyżur już pomysłem dobrym nie jest. W zabiegowych dziedzinach system wynagrodzenia musi być motywujący. Z kolei w specjalnościach zachowawczych liczy się czas, który lekarz spędza nad pacjentem. Nie ma szans, że w 5 minut wyleczy on chorego z rozchwianą cukrzycą. Uważam, że te specjalności są niedowartościowane i nie powinny być niżej wyceniane niż praca neurochirurga. Jednak maksymalna stawka godzinowa nie jest lekiem na całe zło. Do grudnia 2026 r. ma być wprowadzona centralna e-kolejka. Zapanuje sprawiedliwość?
Może to częściowo rozwiązać problem kolejek. Trzeba jednak wiedzieć, że w stanach nagłych do dyspozycji chorych są centra powiadamiania ratunkowego, śmigłowce, karetki, świetnie wyposażone, niemal jak małe OIOM-y. W szpitalach województwa pomorskiego pacjenci, którzy naprawdę cierpią lub są w stanach zagrożenia życia, mają natychmiastową dostępność do leczenia w najwyższych standardach światowych. To działa na najwyższym poziomie! Są jednak choroby przewlekłe, w przypadku których rzeczywiście kolejka jest trudna do opanowania.
Do poradni neurochirurgicznej czeka się nawet 3 lata.
Tylko proszę mi powiedzieć – po co? Większość pacjentów przychodzi z przewlekłą chorobą zwyrodnieniową kręgosłupa. Mówią, że nie chcą się operować, pytają jedynie, co im jest. W poradni neurochirurgicznej takich chorych jest najwięcej. Zadaniem neurochirurgia jest leczenie operacyjne, a nie diagnozowanie i przewlekłe leczenie zachowawcze. Moim zdaniem, należy przenieść pewne kompetencje na poziom lekarzy POZ, by mogli skierować na badania i wstępnie postawić diagnozę.
Możliwość zlecania diagnostyki przez POZ powinna być połączona ze współpracą ze szpitalami na zasadzie konsyliów. Obecnie większość skierowań do specjalistów ma dopisek „pilne”, co teoretycznie powinno skrócić kolejkę. Tymczasem pacjentów „pilnych” jest więcej niż „niepilnych”, co paradoksalnie sprawi, że ci ostatni będą czekać krócej.
I na koniec porozmawiajmy o wyzwaniach i przyszłości pomorskiej neurochirurgii. Pokonamy śmiertelne choroby?
Szczególnym wyzwaniem są choroby mózgu. W tej dziedzinie ściśle współpracujemy z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym. Posiadamy też nowe urządzenie do precyzyjnego naświetlania mózgu, które, mamy nadzieję, w najbliższym czasie zostanie w pełni uruchomione. Do tego dochodzą rozwój neuroonkologii, opieka wielospecjalistyczna, badania genetyczne.
Niedaleko, bo w Bydgoszczy, powstało Centrum Neuroonkologii, z którym zamierzamy ściśle współpracować. Chcemy też podobne centrum utworzyć na Pomorzu. Mamy trzy ośrodki neurochirurgiczne, świetnie działające Centrum Radioterapii w UCK, drugie centrum w szpitalu w Redłowie. Zamierzamy złożyć to wszystko w jedną całość, i nad tym obecnie pracujemy.
Napisz komentarz
Źródło: Zawsze Pomorze