Rodzeństwo robi porządki w miasteckim szpitalu. Prezes zarządu placówki zatrudniła na stanowisko dyrektora swoją siostrę, bo – jak twierdzi – nie zna lepszego specjalisty do tak trudnego zadania. Część mieszkańców ma wątpliwości.
– To kolejny atak mający na celu sparaliżowanie śledztwa i tym samym pociągnięcie do odpowiedzialności winnych dramatycznej sytuacji miasteckiego szpitala – mówi jego prezes Teresa Finkiewicz, która odnosi się do zarzutów, że na stanowisko dyrektora placówki zatrudniła siostrę. – Tak, przyznaję, że to moja siostra. Pani dyrektor ds. zarządzania jest specjalistką po Szkole Głównej Handlowej, zajmuje się zarządzaniem strategicznym, ma doświadczenie w restrukturyzacji. To jest najlepsza osoba, którą znam i która może wraz ze mną uratować ten szpital – dodaje. Kodeks spółek handlowych nie ogranicza prawa prezes do zatrudnienia siostry, która także uważa, że podnoszenie tej kwestii jest wyrazem obaw środowisk, które doprowadziły szpital do bankructwa. Dyrektor zarządzająca szpitalem w Miastku Agnieszka Chrzanowska (siostra prezes), zaznacza, że jej głównym zadaniem jest ustalenie nieprawidłowości i doprowadzenie do szybkiej konsolidacji placówki z innym szpitalem. – Doskonale wiemy, kto i kiedy najbardziej zaszkodził miasteckiemu szpitalowi. Wszystkie ustalenia i dokumenty przekazaliśmy służbom, które również prowadzą śledztwo. Z tego właśnie powodu nie mogę nic więcej zdradzić, ale co najmniej kilka osób powinno ponieść konsekwencje – dodaje. „DIABEŁ LUB CHIŃCZYK” Po doniesieniach Radia Gdańsk część mieszkańców i radnych nie kryje obaw o rzetelność prowadzonego audytu i restrukturyzacji. Chodzi przede wszystkim o kompetencje niezbędne do uratowania placówki. – W gminie wszyscy się znają. Od pewnego czasu chodziły słuchy, że to rodzeństwo. Moralnie może to być wątpliwe, ale z drugiej strony kolejka chętnych do tej funkcji się nie ustawiła. Dla mnie może to być nawet sam diabeł lub Chińczyk, aby tylko uprzątnął ten bałagan – stwierdził Sylwester Hejza, radny Miastka. W obronie sióstr staje również wiceburmistrz Miastka Daniel Radziszewski, przekonując, że funkcja dyrektora i prokurenta nie ma wpływu na zarząd szpitala. – Nie zachodzi tu żadne przestępstwo, dlatego nie ma żadnych podstaw, aby twierdzić, że powodzenie misji, jaką obie panie mają do wykonania, jest zagrożone – zaznacza. Zarząd szpitala w Miastku jest jednoosobowy i tworzy go jedna z sióstr. KREDYT ZAUFANIA Prezes i dyrektor pełnią swoje funkcje od dwóch tygodni. Zapytani przez naszego reportera mieszkańcy wierzą, że koneksje rodzinne pomogą w ratowaniu szpitala. – Podziwiam, że odważyły się objąć te stanowiska, bo kondycja szpitala jest katastrofalna. Dajmy im trochę czasu, bo w tej chwili widać, że coś się ruszyło. Mówi się o konsolidacji z większym szpitalem. Strona odpowiedzialna za ten bałagan nie będzie spokojnie czekać na wykazanie jej winy, stąd te ataki – komentuje Zdzisław Pocheć, mieszkaniec podmiasteckiej Pasieki. Kredyt zaufania daje również część miejskich radnych, mając nadzieję, że – w odróżnieniu od poprzednich władz szpitala, które zmieniały się już kilkanaście razy – więzy rodzinne pomogą wytrwać i doprowadzić do rozwiązania największych problemów. – Zapaść służby zdrowia jest ogólnopolska. Złe wyceny czy niewyobrażalne kwoty zarobków lekarzy – na to jako radni nie mamy wpływu. Jedyna droga ratunku dla naszego szpitala to połączenie go z drugą placówką, ale na to musi wyrazić zgodę marszałek województwa pomorskiego – wyjaśnia Jan Milda, radny Miastka. ODWIESZANIE ODDZIAŁÓW Przez zadłużenie sięgające 40 mln zł placówka nie była w stanie od stycznia tego roku uregulować zaległych pensji zarówno lekarzom, jak i pozostałym pracownikom szpitala. Dlatego część z nich odeszła od łóżek pacjentów. W rezultacie w czerwcu zawieszono działalność oddziału wewnętrznego, a w lipcu – chirurgicznego i OIOM-u. – Na poprzedniej sesji nadzwyczajnej radni Miastka zdecydowali się przekazać 5 mln zł. Oczywiście ta kwota nie rozwiąże wszystkich problemów szpitala, ale pomoże w częściowym przywróceniu jego funkcjonowania – dodaje zastępca burmistrza Miastka. Dzięki finansowej kroplówce część zaległych pieniędzy została wypłacona lekarzom, dlatego od 1 sierpnia tego roku wznowiona zostanie praca oddziału chirurgicznego oraz OIOM-u. – Aby szpital mógł funkcjonować, chociaż przez chwilę, musimy przywrócić oddział chirurgiczny i OIOM, ale najważniejsza dla funkcjonowania każdego szpitala jest interna. Dlatego już prowadzimy rozmowy z lekarzami, aby możliwie jak najszybciej rozpoczęli pracę na oddziale wewnętrznym. Wszystko uzależnione jest od wypłacenia im zaległości – zaznacza Agnieszka Chrzanowska, dyrektor zarządzająca szpitalem w Miastku. Jak ustaliliśmy, dodatkową presją na zarząd, aby jak najszybciej odwiesić oddziały, jest widmo kary, którą może nałożyć na szpital Narodowy Fundusz Zdrowia za brak wykonywania świadczeń. Niewykluczone, że jeszcze przed wrześniem zacznie także działać oddział wewnętrzny. SZCZEPIONKA NA BANKRUCTWO Za kilka tygodni będzie gotowy szczegółowy audyt, który jest niezbędny do przeprowadzenia konsolidacji z innym większym szpitalem. Na razie nieoficjalnie mówi się o dwóch placówkach, które mogłyby połączyć się z Miastkiem. To Słupsk i Bytów. Sama operacja może potrwać nawet kilka miesięcy. Szpital w Miastku jest zadłużony na prawie 40 mln zł. Posłuchaj materiału reportera: https://radiogdansk.pl/wp-content/uploads/2026/07/Dlugi_szpital_w_Miastku.mp3 Łukasz Kosik/ak
Źródło: Radio Gdańsk