
Jeśli świat nie zareaguje, "autorytarny ekspansjonizm" Chin na morzu będzie trwał - ostrzegły w środę władze Tajwanu. Ich zdaniem Pekin dąży do przekształcenia międzynarodowych szlaków wodnych w swoje "wody wewnętrzne", stosując metodę małych kroków i presji. - Jeśli świat nie usłyszy naszych obaw
Jeśli świat nie zareaguje, "autorytarny ekspansjonizm" Chin na morzu będzie trwał - ostrzegły w środę władze Tajwanu. Ich zdaniem Pekin dąży do przekształcenia międzynarodowych szlaków wodnych w swoje "wody wewnętrzne", stosując metodę małych kroków i presji.
Według niego Pekin "nieustannie przesuwa granice, stosując taktykę salami", czyli wykonując kolejne małe kroki. W tym celu wykorzystuje okręty wojenne, straż przybrzeżną oraz milicję morską.
Szef NSC Joseph Wu ocenił w serwisach społecznościowych, że rozmieszczenie ponad 110 chińskich okrętów wokół tzw. pierwszego łańcucha wysp to "wyraźny znak ekspansjonizmu"; nie podał przy tym źródła informacji o liczbie jednostek. "Ten agresor ma dużo pieniędzy do przeznaczenia (na takie cele - PAP), a nie ma ich dla własnych obywateli" - skomentował polityk.
Pierwszy łańcuch wysp to strategiczny obszar ciągnący się od Kurylów, przez archipelag japoński, wyspy Riukiu (w tym Okinawę), Tajwan, aż po północne Filipiny i Borneo.
Ministra ds. oceanów Kuan Bi-ling dodała, że również Japonia i Filipiny stoją w obliczu "tego samego schematu działań" Chin, celowo utrzymywanych poniżej progu wojny konwencjonalnej.
Szef tajwańskiej agencji wywiadowczej ostrzegł ponadto przed trwającymi do 13 lipca wspólnymi rosyjsko-chińskimi manewrami na Morzu Żółtym. W jego ocenie mają one przeciwdziałać obronnym sojuszom USA w regionie.
Komunistyczne władze w ChRL uznają demokratycznie rządzony Tajwan za część swojego terytorium i nie wykluczają użycia siły w celu przejęcia nad nim kontroli. Pekin rości sobie prawa do większości Morza Południowochińskiego i części Morza Wschodniochińskiego i argumentuje, że działania na tych wodach stanowią rutynowe, legalne patrole i badania środowiskowe.
Krzysztof Pawliszak
Źródło: Gość Gdański