
Zawsze Najważniejsze
Dorota Abramowicz
Dzisiaj, 08:46
Jacek Pałubicki przepłynie Wisłę wpław dla dzieci z FAS! Pokona 942 km, by wesprzeć Fundację Mały Książę Ktoś przed Panem przepłynął Wisłę wpław?
W latach 2018-2020, w ramach „Odysei Wiślanej”, zrobili to Leszek Naziemiec i Łukasz Tkacz. Podzielili Wisłę na odcinki i pokonywali je etapami. Płynęli z przerwami przez dwa lata. W ramach jednej zaplanowanej na trzy tygodnie wyprawy faktycznie nikt tego jeszcze nie zrobił.
Lubię poprzez pionierskie wyzwania poszerzać w jakiś sposób granicę własnych organizmu i psychiki, przekraczać własną strefę komfortu, toteż podjąłem rękawicę. Pływał pan wcześniej w Wiśle?
Dwa razy przepłynąłem ją kajakiem. Teraz pojawia się przede mną inna forma odkrycia tej rzeki. Myślę, że najbardziej wymagająca z możliwych, ale chcę się z tym wyzwaniem skonfrontować.
Ile kilometrów przed Panem?
Szlak żeglugowy Wisły ma 942 kilometry.
I na to dał pan sobie tylko trzy tygodnie, między 18 lipca a 9 sierpnia? Czy pan już wcześniej tak daleko pływał?
Nie, nigdy. Lubię pływać na basenie, ale nie jestem zaawansowanym technicznie pływakiem. Moje wyszkolenie pływackie sprowadza się do tego, że kiedyś w szkole podstawowej dziadkowie opłacili mi jeden semestr nauki pływania. W ten sposób nauczyłem się podstaw, choć na pewno jest to dalekie od doskonałości. Pływać jednak lubię, czy w basenie, czy w ramach wakacji nad jeziorem, w morzu. Pływanie w rzece też ma swój urok, choć na pewno jest bardziej niespodziewane, ze względu na różne przeszkody.
Ostatnio w ramach przygotowań ćwiczyłem sobie na Redzie, która zresztą jest zupełnie inną rzeką niż Wisła. Zarówno pod względem rozmiaru, jak i przez to, że płynie przez lasy, a Wisła jest przecież rzeką odkrytą.
Plusem jest zapewne to, że będzie pan płynąć z prądem. Pozostają jednak zakola, przeszkody, wiry, może fragment częściowo wyschniętego koryta...
Jeśli fragmentarycznie rzeka wyschnie, to najwyżej będę osobą, która przejdzie Wisłę, a nie przepłynie.
To teraz proszę powiedzieć, po co w ogóle wchodzi pan do Wisły?
Płynę dla Fundacji Mały Książę pomagającej rodzinom adopcyjnym i zastępczym, do których trafiają dzieci dotknięte FAS i FASD – nieodwracalnymi zaburzeniami neurorozwojowymi spowodowanymi spożywaniem alkoholu przez matkę w trakcie ciąży. Przyznam, że urzekła mnie działalność tej fundacji. Jest ona wiarygodna, robi bardzo dużo dobrego. Działają w niej ludzie z pasją. Zobaczyłem kiedyś ich wpisy na Facebooku, zainteresowałem się nimi...
Jestem przekonany, że pieniądze zebrane dla Fundacji Mały Książę zostaną dobrze spożytkowane. Kolejna kwestia, to same dzieci z FAS i FASD. Uważam, że trzeba je wspierać, choćby dlatego, że to jest w jakiś sposób po ludzku niesprawiedliwe, iż zostały dotknięte zaburzeniami neurorozwojowymi. Dorosły, który pije alkohol i niszczy własne zdrowie, w zasadzie sam sobie jest winien. Te dzieci nie są niczemu winne. One po prostu urodziły się z zaburzeniami, ponieważ – można kolokwialnie powiedzieć – ktoś inny za nie wypił. Dlatego jestem przekonany, że należy takie dzieci wesprzeć. Nie chcę ich zostawiać samych, bo mają one prawo oczekiwać od świata, aby skoro ktoś je zranił, nie pytając, ktoś inny wyciągnął do nich dłoń bez proszenia. Ponadto, jeśli dziecko trafia do rodziny zastępczej lub adopcyjnej, jest to często poprzedzone jakąś tragedią i pewnie też wiąże się z dużymi deficytami emocjonalnymi na całe życie.
Brzmi przekonująco…
Przyznam, że w tym wszystkim są także moje wewnętrzne, emocjonalne, głębsze i bardziej intymne powody, dla których akurat te dzieci chciałbym wspierać. To jednak chciałbym pozostawić dla siebie.
Wróćmy wobec tego do przygotowań do wyprawy.
Przygotowania można podzielić na różne płaszczyzny. Pierwsza jest promocyjna, żeby nagłośnić naszą akcję i zyskać rozgłos społeczny. Tutaj istotne było wystąpienie o patronaty honorowe. Czuję się zaszczycony, że objęli nimi moją wyprawę burmistrz Rumi oraz dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Konieczne stało się także medialne nagłośnienie tego wydarzenia.
Kolejną jest płaszczyzna logistyczna. Będzie towarzyszyła mi sztafeta kajakowa składająca się z osób płynących ze mną na różnych odcinkach. Trzeba się do tego dobrze przygotować, rozplanować choćby żywienie, bo nie każdy produkt można ze sobą zabrać na taką podróż – takie choćby mleko nie wytrzymałoby jednego dnia w przypadku upału. Pomimo utrudnień, trzeba zadbać o to, żeby mieć wszystkie makro- i mikroelementy. Ustalić, kto na jakim etapie ze mną płynie, czy ma odpowiedni sprzęt... Mówi się, że szczegóły tworzą doskonałość, a doskonałość nie jest już szczegółem, dlatego też nad tymi szczegółami trzeba się mocno zastanowić.
Następny jest wymiar fizyczny przygotowań, czyli treningi. Muszę mieć zarówno dobre przygotowanie kondycyjne, jak i siłowe. Z jednej strony potrzebna jest wydolność pozwalająca na płynięcie przez wiele godzin dziennie, z drugiej – siła do walki z nurtem lub z przeszkodami rzecznymi. Z tego powodu ćwiczyłem zarówno na siłowni, trochę na basenie, trochę biegałem, trenowałem też pływanie na wodach otwartych. W ostatnich dniach testowałem GPS, sprawdzając, czy dobrze odbiera na wodzie w takich warunkach, w jakich będę płynąć.
Ile godzin dziennie zamierza pan spędzić w Wiśle? Lub ile kilometrów przepłynąć jednego dnia?
Łatwiej mówić o godzinach. Zamierzam dziennie płynąć około 10-12 godzin. Ile to będzie kilometrów? Nie wiem. Wisła ma bardzo nieregularny nurt. Na przykład, na odcinku, w którym uchodzi Dunajec, Wisła płynie szybko, a Dunajec jeszcze szybciej. Kiedy te wody się łączą, pojawia się bardzo mocne przyspieszenie, czego doświadczyłem już na kajaku. Na takich odcinkach prawdopodobnie będę błyskawicznie „połykał” kolejne kilometry.
Są jednak też miejsca, gdzie Wisła wręcz stoi. Jest tak chociażby na Zalewie Włocławskim, który ciągnie się przez ponad 40 kilometrów, od Płocka do Włocławka. To że jednego dnia przepłynę 20 kilometrów nie oznacza, że włożyłem w to mniej wysiłku niż w przepłynięcie innego dnia 50 kilometrów.
A co z czystością Wisły? Woda źródlana to nie jest, nie boi się pan kąpieli w ściekach? Mam świadomość, że Wisła do najczystszych rzek nie należy. Przygotowałem różnego rodzaju maści dermatologiczne, środki antygrzybiczne, będę płynął też z zatyczkami na uszy, żeby mi się coś nie dostało i jakiś grzyb się nie zrobił. Mam nadzieję, że skóra w miarę wytrzyma. W końcu są brudniejsze rzeki.
Rodzina pana wspiera czy odradza wyprawę z obawy o pańskie życie i zdrowie?
Jedno i drugie. Myślę, że te uczucia się ze sobą łączą. Jest strach, jest też poczucie dumy.
Będziemy mogli na bieżąco sprawdzać, jak panu idzie?
Zamierzam relacjonować wyprawę na stronie „Na Otwartym Nurcie” na FB. Codziennie wrzucę przynajmniej jeden post. Niektóre będą krótkie, po prostu zdjęcie i sucha informacja, a inne dłuższe, w których znajdą się jakieś przemyślenia. Pod każdym postem będzie link do zbiórki charytatywnej: https://www.siepomaga.pl/nie-pij-za-mnie .
Jak już napisałem na FB, potrzeby podopiecznych Fundacji Mały Książę są bardzo duże. Koszt objęcia pomocą 300 rodzin to 50 tys. złotych, tymczasem tylko w województwie łódzkim takich rodzin, które wymagają wsparcia i właściwego zaplecza przy wychowywaniu dzieci z FAS/FASD, jest około tysiąca. Nie wiem, czy uda się pomóc wszystkim, ale mogę obiecać, że każdego kolejnego dnia, począwszy od 18 lipca, będę wkładał serce, płuca i ciało, żeby przyczynić się do promocji tej akcji. Pod każdym postem umieszczę także link GPS, żeby móc śledzić moją lokalizację bieżącą z dokładnością do 5 minut.
Napisz komentarz
Źródło: Zawsze Pomorze