
Rozmowa z Piotrem Kurstakiem, liderem Scholi Adonai, która wystąpi podczas festiwalu „Prosta Droga do Boga”.
Tomasz Kopański: - Jest takie powiedzenie: "Kto śpiewa, ten dwa razy się modli". Czy zgadza się Pan z tymi słowami? Jak rozumie je Pan w kontekście swojej posługi?
Piotr Kurstak Schola Adonai - Tak zwykliśmy mówić i rzeczywiście jest w tym sporo prawdy. Kiedy śpiewamy, angażujemy się bardziej. Ja jednak odwróciłbym to pytanie do góry nogami. Powiedziałbym, że dwa razy modli się ten, kto swoim życiem potwierdza to, o czym śpiewa i w codziennych wyborach realizuje słowa wyśpiewywanych pieśni.
Bardzo często zatrzymujemy się jedynie na poziomie emocji. Poruszają nas pieśni, piękna muzyka czy oprawa liturgiczna, bo muzyka w naturalny sposób oddziałuje na nasze emocje. Nie zawsze jednak przekłada się to na nasze życie. Z tego względu czasami może być wręcz odwrotnie - głębszą modlitwą okaże się modlitwa w ciszy, w której to w moim sercu zrealizuję słowa wyśpiewane wcześniej przy muzyce.
Dla mnie najważniejsze jest to, czy rzeczywiście żyję tak, jak śpiewam Panu Bogu. To jest główny miernik i oczywiście moja osobista ocena.
Podczas uwielbień powinniśmy więc śpiewać świadomie, tak samo jak w trakcie modlenia się. Nie raz zdarza się przecież, że ktoś odmawia modlitwę rutynowo i nie jest już dla niego ważne osobiste spotkanie z Bogiem, lecz wypowiedzenie samych słów.
Prawdziwa weryfikacja tej modlitwy następuje jednak w codzienności - tej zwykłej, szarej, w trwaniu przy Bogu. To zupełnie inny poziom głębi. Ideałem jest sytuacja, w której ta codzienność wyrasta z głębokiej relacji z Panem Bogiem. Wtedy rzeczywiście zarówno śpiew, jak i granie na instrumencie stają się autentyczną modlitwą. W tym wszystkim chodzi więc przede wszystkim o prawdę.
Jak w takim razie poprowadzić uwielbienie, aby śpiew i muzyka rzeczywiście prowadziły do Boga, a nie zasłaniały Go, skupiając się na wykonawcach czy emocjach?
Dziś organizowanych jest wiele koncertów i różnych wydarzeń, przez co łatwo odnieść wrażenie, że mamy do czynienia przede wszystkim z koncertem. Jest scena, są multimedia, social media. To często przybiera rozbudowaną formę. Cieszę się jednak, że coraz więcej osób odkrywa, że nie o to w tym chodzi. Podsumowałbym to tytułem pewnej książki, którą kiedyś przeczytałem: powinniśmy posługiwać "Twarzą do ściany".
Mógłby Pan rozwinąć tę myśl?
Powinniśmy wykorzystywać wszystkie nasze talenty i dokładać wszelkich starań, aby nasza posługa miała wysoki poziom. Oczywiście dotyczy to również warsztatu muzycznego i wykonawczego. Musimy mieć świadomość tego, co robimy i w jaki sposób to robimy, dlatego warto nieustannie rozwijać swoje umiejętności.
Kiedy jednak jesteśmy na realnej modlitwie, adoracji, uwielbieniu, a zwłaszcza Mszy Świętej, powinniśmy robić to tak, jakbyśmy stali „twarzą do ściany”. Gram i śpiewam najlepiej, jak potrafię, ale jednocześnie mówię: "Nie patrzcie na mnie. Patrzcie na Tego, który JEST w centrum każdej celebracji". Nie chcę zwracać uwagi na siebie. Moją posługą mam prowadzić ludzi i pomagać im kierować wzrok oraz serca ku Temu, który JEST najważniejszy: ku Panu Bogu.
Właśnie to oznacza dla mnie "twarzą do ściany". Chodzi o wewnętrzne nastawienie. Nie oczekuję, że ktoś mnie zauważy, pochwali czy doceni. Wszyscy mamy razem chwalić Pana Boga.
Moja posługa, jedna z wielu, nie jest najważniejsza. Tak samo służy ministrant stojący przy ołtarzu. Podobnie lektor wychodzący na ambonę, który powinien dobrze przeczytać Słowo Boże, ale pozostać przezroczysty, żeby ludzie nie zapamiętali jego, lecz usłyszeli przede wszystkim Boże słowo. Oddaję więc wszystkie swoje zdolności po to, aby służyły Bogu. Tak jak mówi jezuicka dewiza: "Ad maiorem Dei gloriam"-"Na większą chwałę Bożą".
Czy w Scholi Adonai poruszacie tę kwestię? Rozmawiacie ze sobą, kiedy zauważacie, że wasza muzyka, śpiew odbiega od najważniejszego celu, jakim jest przyciągnięcie ludzi do Boga?
Zresztą samo życie przynosi takie sytuacje. Kiedy ktoś przychodzi i mówi: "Ale pięknie gracie, ale wspaniale śpiewacie", odpowiadam: "Uwaga, zapalamy lampki kontrolne. Coś poszło jednak nie tak do końca tak, jak powinno". Uczulam na te kwestie swoich ludzi, bo Msza Święta, adoracja, uwielbienie – to nie koncert !
Jest jednak różnica, gdy po modlitwie podchodzi poruszony człowiek i mówi: "Dziękuję, dziś naprawdę mogłem się modlić" albo: "Dopiero teraz zrozumiałem słowa tej pieśni". Wtedy myślę: "O, właśnie o to chodzi".
Pamiętam też wiadomość, którą po jednej z naszych posług otrzymał pewien kapłan. Przy kolacji przeczytał nam SMS od parafianina: "Księże, dziękuję za ten wieczór i za tę piękną modlitwę. Czas się nawracać. Kiedy mogę przyjść do spowiedzi?".
Nawet teraz mam dreszcze, gdy o tym mówię. Właśnie na tym najbardziej mi zależy, żeby nasza posługa prowadziła ludzi do Pana Boga. Takie świadectwa traktuję jako potwierdzenie, że idziemy w dobrym kierunku, ale jednocześnie staram się do nich nie przywiązywać.
W każdej posłudze zdarza się przecież, że przez długi czas nie usłyszymy żadnego dobrego słowa. Podobnie jest z kapłanem głoszącym kazania. Czasem to nawet dobrze, że nic po tym nie usłyszy - bo nie urośnie przez to w pychę. Innym razem człowiek zastanawia się: "Czy to w ogóle do kogoś dotarło?". Może dopiero w niebie się o tym przekonamy, jeśli będzie nam to dane dzięki Bożemu miłosierdziu.
Wspomniane przez Pana świadectwo jest bardzo piękne. Czy mógłby Pan opowiedzieć jeszcze jakąś historię, kiedy po waszym uwielbieniu ktoś faktycznie przemyślał swoje życie i nawrócił się do Boga?
Rozłożyliśmy sprzęt, odbyliśmy próbę techniczną i wszystko było przygotowane do wystawienia Misterium Męki Pańskiej. Nagle bardzo źle się poczułem. Okazało się, że mam gorączkę i jakieś zatrucie. Było mi naprawdę fizycznie niedobrze.
Kiedy wszedłem do kościoła, od razu zapytali mnie, czy wszystko w porządku. Czułem się fatalnie. Myślałem tylko: "Boże, jak ja to zagram? Materiał jest bardzo trudny, a ja cały się trzęsę". Ostatecznie pomyślałem sobie: "W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego… Jedziemy!".
Podczas grania modliłem się jeszcze bardziej niż zwykle. Mimo to zagrałem obiektywnie jedno z najgorszych wykonań w swoim życiu. Po tym wszystkim chciałem zapaść się pod ziemię ze wstydu. Według mnie nic się tam nie zgadzało.
Jakby tego było mało, siedziałem pod starą amboną, gdzie kiedyś księża głosili kazania. Zapomniałem o niej i podczas zmiany gitary wstałem, uderzając głową z całej siły w tę ambonę od spodu. Pamiętam tylko jak się modliłem w trakcie grania: "Panie Boże, pozwól mi dograć to do końca".
Cieszyłem się, kiedy to wydarzenie dobiegło końca, bo byłem na granicy fizycznego wyczerpania. Tym większe było moje zdumienie, gdy zaczęli podchodzić do mnie ludzie. Nie jedna czy dwie osoby, ale cała grupa. Wszyscy mówili właściwie to samo: "Panie Piotrze, dziękujemy za te dźwięki. Te gitary przeszywały serce. Bardzo duchowo to przeżyłem". Niektórzy byli zapłakani i wzruszeni, a ja stałem z tą gorączką, patrzyłem w niebo i mówiłem: "Boże, przecież Ty wiesz, jak słabo zagrałem. Przecież obiektywnie to było naprawdę słabe i pełne moich błędów".
To było jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Przypomniały mi się wtedy słowa z "Dzienniczka" siostry Faustyny Kowalskiej. Kiedy zobaczyła obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego, była rozczarowana i pytała: "Jezu, kto Cię wymaluje?". W odpowiedzi usłyszała, że siła tego obrazu nie tkwi w jego pięknie, lecz w Bożym działaniu. To Bóg będzie przez niego dotykał ludzkich serc.
W tamtym momencie zrozumiałem, że dokładnie o to chodzi również w naszej posłudze. To był jeden z ważniejszych momentów, który bardzo mocno pokazał mi, jak Pan Bóg wszystko prowadzi i mówi: "Nie martw się, jeśli coś ci nie wyjdzie. To nie jest najważniejsze, Ja i tak będę działał. Ważne jest twoje serce". To doświadczenie wyznaczyło kierunek moich działań zarówno w grze na gitarze, jak i prowadzeniu Scholi Adonai na wiele kolejnych lat, aż po dzisiejszy dzień.
15 sierpnia Schola Adonai wystąpi podczas Festiwalu "Prosta Droga do Boga". Wokół wydarzeń z muzyką chrześcijańską czasem pojawiają się opinie, że są one jedynie religijnym widowiskiem. Co, Pana zdaniem, sprawia, że "Prosta Droga do Boga" jest czymś więcej niż "katolickim performancem" czy chrześcijańskim muzycznym wydarzeniem?
To sprawia, że trudno mówić o tym wydarzeniu jedynie jako o katolickim widowisku. Oczywiście, jeśli ktoś ma złą wolę, zawsze znajdzie coś, co skrytykuje. Tego nie zmienimy. Wystarczy jednak spojrzeć na program. Organizatorzy bardzo wyraźnie pokazują, co jest najważniejsze - najpierw wspólna Eucharystia i adoracja, a dopiero później koncert. My również będziemy się starali jak zawsze, oddzielić koncertowość od Eucharystii. Liturgia pozostaje Liturgią, a nasz śpiew ma jej służyć.
Oczywiście, musimy dziś szukać nowych sposobów docierania do ludzi, zwłaszcza młodych. Nie możemy udawać, że kościoły są pełne młodzieży. Wszyscy wiemy, że tak nie jest. Albo będziemy udawać, że wszystko jest w porządku, albo zaczniemy szukać nowych dróg głoszenia Ewangelii. Dlatego to dobrze, że wykorzystujemy współczesne środki przekazu - koncerty, multimedia, nagłośnienie, światło czy nowoczesne brzmienia. To wszystko oddziałuje na dzisiejszych zabieganych ludzi i może pomóc dotrzeć do ich serc.
Gdyby miał Pan w kilku zdaniach zaprosić na Festiwal "Prosta Droga do Boga", to dlaczego warto przyjechać do Gdańska? Z jakim doświadczeniem bądź uczuciem może, Pana zdaniem, wyjechać każdy uczestnik wydarzenia?
Tym razem będziemy mogli ją odkrywać patrząc na życie świętego Maksymiliana. Warto przyjrzeć się, jakim był człowiekiem, zatrzymać się nad jego życiem i zadać sobie pytanie, skąd wzięła się w nim gotowość do oddania życia za drugiego człowieka w akcie czystej, bezinteresownej miłości.
Jak mówi Pismo Święte: "Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć" (Rz 5,7-8). Ale za kogoś, kto niekoniecznie jest tak postrzegany, niewielu byłoby gotowych to zrobić. Tymczasem Pan Jezus powiedział, że nie ma większej miłości niż oddanie swojego życie za drugiego człowieka. I najważniejsze: sam potwierdził to swoim życiem.
Myślę, że udział w tym wydarzeniu pozwoli jeszcze lepiej poznać świętego Maksymiliana i przez jego świadectwo odkrywać własną, prostą i konkretną drogę do Pana Boga. Taką, która prowadzi do oddawania Mu swojej codzienności. Serdecznie zapraszam!
Z Piotrem Kurstakiem liderem Scholi Adoani rozmawiał Tomasz Kopański Organizatorami festiwalu są Fundacja Filmowa 12 Gwiazd, telewizja EWTN - globalna katolicka sieć medialna obecna na wszystkich kontynentach oraz Fundacja SMS z nieba. Szczegóły na temat festiwalu dostępne na stronie drogadoboga.com Dołącz do uczestników festiwalu „Prosta Droga do Boga” i wesprzyj powstanie filmu o św. Maksymilianie Kolbem. „Prosta droga do Boga” odbędzie się w sobotę 15 sierpnia o godzinie 16:30 w Ergo Arenie Gdańsk–Sopot. Zapraszamy!
Warto wrócić do...
Źródło: Gość Gdański