RAK
    Kran pusty, jezioro mniejsze, susza większa. Pomorze wysycha na naszych oczach

    Kran pusty, jezioro mniejsze, susza większa. Pomorze wysycha na naszych oczach

    2954 odsłon
    Kran pusty, jezioro mniejsze, susza większa. Pomorze wysycha na naszych oczach

    Dorota Abramowicz Dzisiaj, 08:00 Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał w połowie kwietnia ostrzeżenie przed suszą hydrologiczną, spowodowana brakiem wiosennych opadów. Zwrócono przy tym uwagę na niski stan polskich rzek, jezior oraz zbiorników retencyjnych - Gdzie się podziała woda z kra

    Dorota Abramowicz

    Dzisiaj, 08:00

    Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał w połowie kwietnia ostrzeżenie przed suszą hydrologiczną, spowodowana brakiem wiosennych opadów. Zwrócono przy tym uwagę na niski stan polskich rzek, jezior oraz zbiorników retencyjnych

    • Gdzie się podziała woda z kranów? - pytali w ostatnich dniach, po raz kolejny, mieszkańcy Banina. Było upalnie, temperatura znacząco przekraczała 30 stopni, a ciśnienie wody w kranach spadało do zera.

    Spółka Komunalna Żukowo wyjaśniała, że przyczyną obecnych problemów nie była pojedyncza awaria, lecz bardzo wysokie zużycie wody podczas utrzymujących się upałów. „W godzinach największego zapotrzebowania, mieszkańcy pobierali ponad 200 m³ wody na godzinę, podczas gdy bieżące możliwości produkcyjne Stacji Uzdatniania Wody w Baninie wynoszą obecnie około 120 m³ na godzinę” – głosił komunikat spółki. Tylko w czwartek, 25 czerwca w ciągu około pięciu godzin poziom wody w zbiornikach spadł z 5,95 m do 0,50 m. Dopiero w nocy, gdy pobór znacząco zmalał, stacja mogła ponownie odbudowywać zapas wody. Przypominając o trwających inwestycjach w sieć wodociągową, równocześnie apelowano o oszczędność, czyli rezygnację z podlewania ogródków i napełniania basenów.

    Przyczyną obecnych problemów z wodą w Baninie nie była pojedyncza awaria, lecz jej bardzo wysokie zużycie podczas utrzymujących się upałów – twierdzą pracownicy Spółki Komunalnej Żukowo. I nie dają nadziei na szybką poprawę sytuacji, jeśli mieszkańcy nie zaczną oszczędzać wody (Fot. Spółka Komunalna Żukowo) Kłopoty z wodą dotyczą nie tylko Banina. Brak wydajności sieci sprawił, że Spółka Komunalna Żukowo w tzw. czerwonej strefie zagrożenia, obejmującej Miszewo, Pępowo, Czaple, Rębiechowo, Żukowo, Małkowo, Borkowo, przestała wydawać zgody właścicielom nowych domów na podłączenie do istniejącej sieci.

    • Problem z wodą w gminie Żukowo nie wynika tylko i wyłącznie z braku dostępności podziemnych zasobów wodnych, ale także z niedoinwestowania w infrastrukturę wodociągową i z nadmiernego rozrostu gminy w związku z inwestycjami mieszkaniowymi – potwierdza prof. dr hab. Mirosław Miętus , kierownik Katedry Oceanografii Fizycznej i Badań Klimatu Uniwersytetu Gdańskiego. - W tym przypadku inwestycje mieszkaniowe i rozwój infrastruktury komunalnej nie poszły w parze. Inna sprawa, że zasoby wód podziemnych, także w gminie Żukowo, są coraz trudniej osiągalne. Jest to spowodowane pogłębiającym się w wyniku globalnego ocieplenia procesem „wysychania”, na który nałożyła się krótkotrwała, ale bardzo intensywna fala upałów. W efekcie wzrasta ewapotranspiracja, czyli parowanie z powierzchni czynnej. Nie dość, że jest cieplej, to jeszcze obserwujemy większą prędkość wiatru, w związku z tym parowanie z powierzchni czynnej jest silniejsze. Polubić deszcz

    Jeśli ktoś myślał, że ostatnia mroźna i śnieżna zima rozwiązała w tym roku problem wysychania Polski, grubo się mylił.

    Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał w połowie kwietnia ostrzeżenie przed suszą hydrologiczną, spowodowana brakiem wiosennych opadów. Zwrócono przy tym uwagę na niski stan polskich rzek, jezior oraz zbiorników retencyjnych i rosnące zagrożenie pożarowe. Przy czym okazało się, że największe ryzyko suszy rolniczej grozi centralnej i północnej Polsce, gdzie wilgotność gleby była najniższa.

    • Jednym z istotnych czynników wpływających na suszę jest zmniejszenie opadów deszczu - tłumaczy prof. Miętus. - W wielu obszarach Polski w ciągu ostatnich 15 lat straciliśmy opady równoważne opadom z 18 do 20 miesięcy. Tylko z raportu IMiGW wynika, że wiosną tego roku średnia obszarowa suma opadów atmosferycznych dla Polski wynosiła 11,0 mm, co stanowiło zaledwie 29,6 proc. normy z lat 1991-2020. Także w kwietniu sumy opadów w wielu miejscach nie przekroczyły 20 mm.

    Płytko, coraz płyciej

    Wyższe temperatury, brak deszczu oraz działalność człowieka sprawiły, że coraz mniej wody jest w polskich rzekach i jeziorach. W strefie stanów niskich w naszym regionie są m.in. rzeki Reda (31 cm w Zamostnem i 51 cm zmierzone przez stację w Wejherowie), pobliska Bolszewka (41 cm), Łeba (110 cm w mieście Łebie), a także Słupia (zaledwie 26 cm w Soszycy w pow. bytowskim) czy Radunia (89 cm w Stężycy). - I tak jesteśmy w miarę szczęśliwej sytuacji, że poziom rzek utrzymuje się w w dolnej granicy normy - twierdzi, kładąc nacisk na słowo „utrzymuje”, Bogusław Pinkiewicz , rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku.

    Susza hydrologiczna dotyka także jezior. W wielu akwenach na Kaszubach obserwowane jest obniżanie się poziomu wody. Zdarzało się, że jeziora odeszły od starej linii brzegowej o 6-7 metrów. Później wróciły, ale już nie do poprzedniego poziomu, a do 2-3 metrów od pierwotnej linii.

    Od kilkunastu lat toczy się walka o Jezioro Otomińskie. Mieszkańcy Otomina alarmują, że podczas próby wybudowania zbiornika retencyjnego jedyne źródło zasilania jeziora zostało najpierw przekierowane w torfowiska, a następnie - bezskutecznie - w stare koryto. Skutek to całkowite odcięcie jeziora od pierwotnego zasilania i jego drastyczne wysychanie.

    Leśnicy odpowiadają, że zbiornik retencyjny miał zapobiegać wsiąkaniu wody w łąki torfowe przed jeziorem.

    • Poziom jeziora obniżył się po wykonaniu prac retencyjnych, ale od tamtego czasu utrzymuje się w stanach średnich i niskich - mówi Bogusław Pinkiewicz. Problem znikających jezior dotyka także innych regionów Polski. Po jeziorze Zgorzała, leżącym w warszawskiej dzielnicy Ursynów, zostało spękane dno i niewielkie kałuże. Na Mazurach poziom jeziora Świętajno Narckie spadł przez 5 lat o ok. 60 centymetrów.

    Smutne informacje dobiegają też ze świata. Przed trzema laty w „Science” ukazał się artykuł, prezentujący wyniki badań zespołu naukowców z USA, Francji i Arabii Saudyjskiej, którzy po przebadaniu obszaru 1972 największych jezior na Ziemi ustalili, że aż 53 procent z nich wysycha. Dzieje się tak w różnych regionach świata, zarówno na obszarach suchych, jak i podmokłych, w tropikach i w Arktyce.

    To nie Morze Śródziemne

    Naukowcy od kilkudziesięciu lat biją na alarm, apelując do polityków o wspólne, przemyślane działania.

    Prof. Mirosław Miętus, będący m.in.,ekspertem Globalnego Systemu Obserwacji Klimatu, zapewnia, że jego celem nie jest straszenie kogokolwiek. - Mam jednak obowiązek mówić, jakie są zagrożenia i czynię to stałe – twierdzi. - Niestety, decydenci wolą słuchać pseudoekspertów, których w obszarze zagrożeń klimatycznych i pogodowych zrobiło się w ostatnich latach bardzo dużo. Osoby prowadzące strategię zarządczą różnych skal, martwią się problemem zasadniczym, wtedy kiedy występuje. Przykładowo, jeśli mamy do czynienia z powodzią, to po jej przejściu pojawiają się jakieś ustalenia, podejmowane są jakieś działania, realizowana jest część zaplanowanych prac. Wówczas decydenci czują się rozgrzeszeni do wystąpienia następnego problemu. Według gdańskiego naukowcato doraźne myślenie. Tymczasem nie ma po prostu strategii jako takiej.

    • Z jednej strony w Polsce wszyscy zauważają wprawdzie zmianę klimatu, ale chcą widzieć tylko jej pozytywne skutki - mówi profesor. - Myślimy - będzie tak przyjemnie ciepło jak nad Morzem Śródziemnym, będą dłuższe wakacje. Niestety, to nie jest cała prawda. A to, jak jesteśmy przygotowani do takiej zmiany, pokazały ostatnie upalne dni, jakie w całej Polsce przeżyliśmy. Pokazała także ostatnia zima, co tylko potwierdza, że pomimo iż o zagrożeniach związanych z globalnym ociepleniem mówi się w debacie publicznej od ponad trzech dekad, zrozumienie zagrożeń będących konsekwencją tego zjawiska, jest u nas minimalne. Czy wystarczy?

    Obniżanie poziomu jezior i rzek to objaw suszy hydrologicznej. Jest jednak jeszcze jedna, szczególnie groźna susza, obejmująca wody podziemne - hydrogeologiczna. Rozwija się powoli, ale jej skutki mogą być dramatyczne.

    • Woda dostarczana mieszkańcom Gdyni pochodzi w 100 proc. z ujęć wód podziemnych - mówi Małgorzata Pisarewicz , koordynator ds. działań public relations i marketingowych gdyńskiego PEWIK-u. - PEWIK eksploatuje na potrzeby Gdyni sześć ujęć wody. To Reda, Rumia, Wiczlino, Sieradzka, Wielki Kack oraz Kolibki. Wszystkie posiadają własne stacje uzdatniania wody, a ich praca jest stale monitorowana zarówno pod względem ilości dostępnych zasobów, jak i jakości ujmowanej wody. Obserwacje hydrogeologiczne nie dają obecnie podstaw do stwierdzenia, że którekolwiek z eksploatowanych ujęć znajduje się na wyczerpaniu lub wymaga wyłączenia z eksploatacji z powodu malejących zasobów.

    • Natomiast problemem, nie tylko dla Gdyńskiego Systemu Wodociągowego, są gwałtowne, duże wzrosty zapotrzebowania na wodę do celów innych niż spożywcze czy też bytowe w okresie upałów – przyznaje przedstawicielka PEWIK. - Ponadnormatywne zużycie wody w dłuższej perspektywie czasowej powoduje obniżenie retencji systemu i przeciążenie urządzeń wodociągowych. To prosta ścieżka do utraty stabilności funkcjonowania zbiorczego systemu zaopatrzenia w wodę. Zmiany klimatyczne wymagają długofalowego planowania - słyszę w Gdyni. Dlatego konieczny jest stały monitoring poziomu wód podziemnych, rozpoznanie możliwości wykorzystania nowych zasobów oraz sukcesywna modernizacja infrastruktury wodociągowej.

    Na pytanie, na jak długo mieszkańcom Gdyni, Rumi, Redy, Wejherowa oraz gmin wiejskich: Wejherowo i Kosakowo, zaopatrywanym przez PEWIK, wystarczy wody w kranach, Pisarewicz nie wskazuje konkretnej daty. - Dostępność zasobów zależy m.in. od rozwoju aglomeracji, poziomu zużycia oraz przebiegu zmian klimatycznych czy warunków hydrogeologicznych - tłumaczy. - Bezpieczeństwo wodne traktujemy jako proces wymagający ciągłego monitorowania i planowania.

    W czerwcu tego roku Politechnika Gdańska, Państwowy Instytut Geologiczny - PIB oraz spółka PEWIK GDYNIA rozpoczęli współpracę nad strategią zaopatrzenia w wodę dla aglomeracji Gdyni do 2050 roku. Partnerstwo pomoże odpowiedzieć na wyzwania związane ze zmianami klimatu, zjawiskiem suszy hydrologicznej, zapotrzebowaniem na wodę oraz koniecznością zapewnienia mieszkańcom stabilnych dostaw tego kluczowego zasobu. - Współpraca to sposób na budowanie odpornego systemu, który będzie w stanie reagować na zmieniające się warunki i jednocześnie zapewniać mieszkańcom stabilny dostęp do wody - słyszę w PEWIK.

    Gdańsk zatrzymuje deszczówkę

    Gdańsk stawia na mądre gospodarowanie wodami opadowymi. Agnieszka Kowalkiewicz, rzeczniczka Gdańskich Wód przypomina, że miasto rozciąga się od morza po wysoczyzny morenowe, a różnica wysokości między najniżej i najwyżej położonym punktem wynosi aż 180 metrów.

    • Dbamy o to, żeby jak najwięcej deszczówki zatrzymać w gruncie, a dopiero jej nadmiar kierować do sieci kanalizacji deszczowej - mówi. - Służą temu obiekty małej retencji (np. zbiorniki, parki i skwery retencyjne, ogrody deszczowe, niecki trawiaste, muldy chłonne, zielone dachy), które w gromadzeniu, oczyszczaniu i opóźnianiu spływu naśladują naturę. W Gdańsku takich miejsc jest coraz więcej.

    Dziś zielona retencja zajmuje już blisko 18 hektarów. To rozproszony system, który podczas intensywnych opadów działa jak naturalna gąbka: zatrzymuje deszczówkę, pozwala jej powoli wsiąkać w grunt, odciąża kanalizację deszczową i zmniejsza ryzyko lokalnych podtopień. Gdy deszczu brakuje, zgromadzona woda wspiera roślinność, poprawia mikroklimat i pomaga łagodzić skutki suszy oraz upałów. Dopiero gdy możliwości naturalnej retencji zostaną wyczerpane, nadmiar wody trafia do kanalizacji deszczowej.

    W Gdańsku funkcjonuje kanalizacja rozdzielcza, co oznacza, że wody opadowe i ścieki sanitarne odprowadzane są dwoma niezależnymi systemami. Dzięki temu deszczówka może być zagospodarowywana efektywniej, a system kanalizacyjny jest bardziej odporny na skutki nawalnych opadów. Takie rozwiązania powstają również na osiedlach, przy szkołach czy w przestrzeniach lokalnych. Ich realizację wspierają miejskie programy, m.in. Zielony Budżet Obywatelski oraz system dofinansowań do zagospodarowania wód opadowych.

    Takie działania na pewno nie powstrzymają globalnego ocieplenia i grożącej nam suszy. Za to może odsuną wyrok? I dadzą szansę, byśmy zdążyli zmądrzeć? Bo inaczej wszystko pójdzie jak woda w piach.

    Współpraca: Lucyna Puzdrowska

    Napisz komentarz


    Źródło: Zawsze Pomorze

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era