
Były życzenia, kwiaty, poczęstunek, upominki, wzruszające słowa. Był nawet krótki koncert największych latynoskich przebojów w wykonaniu trójmiejskiego zespołu Latino Show Band. I był to występ nieprzypadkowy, bo właśnie tu, w sali koncertowej Biblioteki Społecznej , odbywały się koncerty muzyki z c
Jan Urbanik w środę, 22 lipca, został wyróżniony Medalem Prezydenta Miasta Gdańska, choć, jak sam podkreślił, odznaczeń nie potrzebuje. Prezentem, o którym marzy, jest to, by przetrwała biblioteka, którą podarował mieszkańcom Stogów.
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl

Jan Urbanik to wyjątkowy Gdańszczanin i postać szczególna dla mieszkańców Stogów
Piotr Wittman / www.gdansk.pl
Były życzenia, kwiaty, poczęstunek, upominki, wzruszające słowa. Był nawet krótki koncert największych latynoskich przebojów w wykonaniu trójmiejskiego zespołu Latino Show Band. I był to występ nieprzypadkowy, bo właśnie tu, w sali koncertowej Biblioteki Społecznej, odbywały się koncerty muzyki z całego świata - nawet Chin czy Ukrainy. Tym razem, mimo nieszczególnie sprzyjającej pogody, na Stogach było gorąco niczym w Boliwii.
Przede wszystkim - było wręczenie medalu Prezydenta Miasta Gdańska. Medalu za całokształt społecznej działalności, której efektem jest udostępniony, imponujący 31-tysięczny księgozbiór. I niszowe, oddolne, lokalne centrum kultury. Była więc odpowiednia feta, choć medalu, jak humorystycznie padło podczas uroczystości, Jan Urbanik wcale nie potrzebował.
- Jan pewnie w tej chwili wolałby katalogować książki albo grać z dzieciakami w szachy. Bo to jest taki człowiek, który lubi konkretną robotę i tą robotę tutaj robił przez te wszystkie lata - mówił Maciej Niechwiadowicz, przejmujący po panu Janie funkcję prezesa Stowarzyszenia Przyjazne Pomorze (prowadzącego bibliotekę).
- Książki dla Jana nigdy nie były zwykłym zbiorem. Sam mówił, że kupa książek to taka torba z perłami, ale kolekcja to już kolia z pereł. Tę kolię gromadził całe życie kupując książki na które wielokrotnie nie było go stać. Wielokrotnie niedojadając. Kupował i chował przed czujnym okiem żony. nie tylko po swoim domu, ale też po mieszkaniach sąsiadów. Aż w końcu spółdzielnia powiedziała, że już strop ugina się w mieszkaniu. I że Jan musi wyprowadzić te książki. Jan poza tym, że to wszystko kupował, to też to wszystko czytał. Czytał namiętnie biografię, socjologię, psychologię, filozofię, religioznawstwo, które potem przerodziło się studium religioznawstwa. Rozumiał wartość książki już w latach, kiedy dla ludzi była ona tylko wydatkiem. Dziś nauka potwierdza to, co on praktykował przez ostatnie półwiecze. Wiemy, że czytanie poprawia wyniki dzieci w nauce bardziej niż zamożność rodziców i że jest jednym z niewielu narzędzi, które naprawdę wyrównuje szanse - dodał w laudacji na cześć laureata Maciej Niechwiadowicz.
Jan Urbanik w Gdańsku mieszka od 1968 roku, a bibliotekę społeczną prowadził tu blisko 20 lat - od 2008 roku (zrezygnował ze względu na kwestie zdrowotne). Nie było łatwo. Pracował bez etatu, bez szczególnych dofinansowań, nierzadko dokładając z własnej kieszeni. Kierowała nim nie tylko pasja. Pomaganie innym, praca dla lokalnej społeczności, stały się sensem jego życia. Siebie stawiał na końcu.
Przy ul. Hożej 14 (czyli w siedzibie biblioteki) swoje miejsce znalazły mamy z maluszkami, dzieci, seniorzy, lokalni animatorzy i artyści, czy studenci Akademii Muzycznej grający próby i pierwsze koncerty przed publicznością. Oprócz książek i gier planszowych znalazły się tu i komputery, z których mogą korzystać dzieci i młodzież.
W 2008 roku, gdy powszechnie dostępny internet nie był jeszcze oczywistością, dzieciaki wyczekiwały otwarcia biblioteki już od samego rana. Do dziś mogą śmiało korzystać ze sprzętu, choć do teraz przychodzą chętnie i na inne zajęcia. Uczą się gry w szachy, śpiewać, wykonują prace plastyczne. Grupka zaprzyjaźnionych najmłodszych sprezentowała panu Janowi własnoręcznie wykonaną imponujących rozmiarów laurkę.

Ważnym punktem uroczystości było także zwiedzanie biblioteki pana Jana, który z pasją opowiadał o księgozbiorze
Piotr Wittman / www.gdansk.pl
I choć jako społecznik, pan Jan dla wielu jest lokalnym bohaterem, cieszącym się sympatią dużych i małych, sam o sobie mówi bardzo skromnie. Najchętniej - w ogóle. Jeśli już, po prostu, że jest człowiekiem przyzwoitym. Woli raczej mówić o działaniu dla innych i swojej bibliotece. A skąd w ogóle wzięła się pasja do książek?
- Czytałem od zawsze, ale czytałem co popadło. A potem … przyszedł taki czas, że straciłem wiarę - opowiadał Jan Urbanik. - Byłem chowany po katolicku, po polsku, po chłopsku. A gdy zawalił mi się świat, zacząłem szukać tej wiary, szukać sensu. Stąd też zainteresowanie historią, religiami - dodał. - Najpierw był Bliski Wschód, później Egipt, Grecja, Sumer, Babilon, Egipt, Grecja, a potem świat Helleński. Ale nigdzie tej prawdy nie znalazłem.
Co się więc zmieniło? - W końcu przeczytałem “Medytacje o życiu godziwym” Tadeusza Kotarbińskiego. I zrozumiałem, że można żyć przyzwoicie i z sensem. Bez wiary w raj, ale i bez obaw o piekło. I tak żyłem. Bez nagród, bez medali. Nawet ten medal traktuję nie jako coś dla siebie, ale jako szansę na wypromowanie biblioteki i tutejszych działań. Chciałbym, żeby ci, co będą po mnie, też mieli szansę - podsumował.
Choć historia biblioteki (a zarazem świetlicy dziecięcej i klubu sąsiedzkiego) pana Jana brzmi romantycznie, wciąż mierzy się z trudną prozą życia. Niejednokrotnie - z problemami finansowymi. Zawsze znajdują się jednak ludzie dobrej woli. Działalność biblioteki wsparł jeszcze prezydent Paweł Adamowicz, kilka lat temu zaś Port Gdańsk i Baltic Hub w ostatnim czasie sfinansowały powstanie sali koncertowej. Niemniej - potrzeby rosną. Jak podkreślił pan Jan Urbanik, to miejsce bez wsparcia miasta, nie przetrwa. Bez wsparcia finansowego, ale także formalnego. Ponadto, jak zaznaczył, wciąż brakuje społeczników i pasjonatów, którzy promowaliby to miejsce i dbali o to, by do biblioteki przychodzili wciąż nowe osoby.

83-letni Jan Urbanik w towarzystwie prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, od której otrzymał symboliczny medal
Piotr Wittman / www.gdansk.pl
- Z całego serca dziękuję za to, że stworzył pan to miejsce tutaj, na Stogach. Społeczników takich, jak pan, można policzyć na palcach jednej ręki. Z pewnością uratował pan niejeden ludzki los, poszerzył horyzonty, pomagał zadawać pytania i szukać odpowiedzi. To coś najpiękniejszego. Ale szczególnie jestem wdzięczna za stworzenie miejsca, w którym buduje się więzi - mówiła prezydent Aleksandra Dulkiewicz, wręczając medal.
- Wiem panie Janie, że dla pana pewnie największym darem byłaby obietnica, że zawsze to miejsce będziemy wspierać i taką obietnicę też składamy - dodała.
- Jeśli dzieło, które rozpocząłem przetrwa, będę szczęśliwy - podsumował Jan Urbanik.