
Niby taka zwykła rzecz: kolejność, a ile potrafi narobić kłopotu (nawet przez szyk wyrazów w zdaniu).
Rozterki początkujących kucharzy (i zapracowanych matek), co po kolei: kiedy włączyć piekarnik, poddusić najpierw cebulę czy mięso (albo te całkiem podobne – podłoga na początek, dopiero potem pralka, a może Vulcan czy usiąść i poszukać rozwiązań)… Nie tylko oni zresztą (kucharze i matki) obarczeni są tym podstawowym dylematem co kiedy. Decydować musimy właściwie ciągle, choć czasem i tak okaże się, że może trzeba było inaczej, nie zostawiać czegoś na koniec, coś innego najpierw…
Wiadomo, zastanawiać się nie wolno ani za długo, ani za krótko. Wiele zresztą decyzji podejmujemy już chyba intuicyjnie, na podstawie doświadczenia. O innych chcemy myśleć, że byśmy je podjęli w konkretnych okolicznościach (decyzjetakie jak nałożenie sobie i komuś maski w samolocie), choć wolimy tej wiedzy praktyce nie sprawdzać.
Ale po kolei. Ani za długo: bo te niekończące się galopady myśli przed i po potrafią dać w kość i nam, i wszystkim wokół. Ani za krótko: bo punktowe impulsy też potrafią krzywdzić, choć nie było w nich miejsca na złe (i dobre) chęci. W sam raz: choć niekoniecznie wiadomo, ile to właściwie jest. Po owocach?
Ale do czego zmierzam. Kolejność jest ważna, naprawdę. Nie róbmy jednak sobie bożka z kolejności (z niczego innego zresztą też). Niewymyte okno, to, że ktoś musiał poczekać na obiad, zapomniana szczotka do włosów (pakowanie na ostatnią chwilę!) – no są, zdarzają się, po prostu. Cierpliwość nie jest naszą najmocniejszą stroną (jest?), ale przecież przeżyjemy! Tę płynącą z doświadczenia wiedzę mamy już przecież: my przeżyjemy takie i owakie kataklizmy, jesteśmy odporni (no, odporniejsi niż by się mogło wydawać w każdym razie).
Siedzą nam czasem w głowie uparcie wszelkie „a nie mówiłam”, „trzeba było” itepe. Cóż poradzić. Inne ścieżki – tak, prostsze i rozsądniejsze. Może. Tyle że jesteśmy na własnej. A to jest dobre przecież (dobre!). I ta kolosalna lista wypaczeń, uchybień, błędów i pomyłek, którą potrafimy wyrecytować ot tak, z głowy, obudzeni w środku nocy, nie ma tu ostatecznego znaczenia.
Powtarzam sobie ostatnio często: „Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia” (a także: „nie jesteś z cukru, nie rozpuścisz się”). Krzepiące. Na całą tę kakofonię jedynej możliwej niewłaściwej kolejności.
Krzepiące.
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Przeczytaj jeszcze
Galerie
Katarzyna Solecka
Piotr Drzyzga
ks. Leszek Smoliński
Autoreklama
Źródło: Gość Gdański