
Region
materiał partnera
Dzisiaj, 07:30 (aktualizacja 10.07.2026 07:32)
Źródło: News4Media
Dziś szuka się winnych tam, gdzie ich nie ma – mówi w rozmowie z Medonetem dr Jarosław Mijas , kierownik Klinicznego Oddziału Pediatrii w Strzelcach Opolskich, pediatra, alergolog i pulmonolog.
I prezentuje swój pogląd na poprawę ochrony zdrowia.
Zdaniem samorządu lekarskiego wysokie zarobki niektórych specjalistów w placówkach publicznych mają swoje źródło w sposobie wyceny świadczeń medycznych. Dr Mijas potwierdza tę diagnozę na przykładzie własnego szpitala powiatowego, w którym funkcjonują oddziały: chirurgii, ginekologii, interny, pediatrii i położnictwa.
Nasz oddział położniczy zajmuje drugie miejsce w województwie pod względem liczby porodów, a mimo to generuje ogromne straty, ponieważ wycena świadczeń nie pokrywa kosztów. Na położnictwie obowiązuje drugi stopień referencyjności, więc musi być odpowiednia liczba kadry, odpowiednia liczba dyżurów i dwóch ginekologów gotowych do natychmiastowego cięcia cesarskiego. Utrzymanie tego wszystkiego generuje określony koszt, którego zapłata z NFZ za porody nie równoważy – tłumaczy.
Straty z nierentownych oddziałów kompensowane są zyskami z tych, gdzie wykonuje się procedury wysokospecjalistyczne, takie jak ortopedia, kardiochirurgia czy neurochirurgia. Dyrektor placówki może w ten sposób pokryć niedobory, jeśli ma nadwyżkę w innej dziedzinie. Warunkiem jest jednak zatrudnienie specjalisty w rentownej dziedzinie, a takich brakuje – stąd rosnące stawki.
Logiczne byłoby przemyślenie, ile potrzeba oddziałów na terenie województwa, a te, które się dublują, przekształcić. Jednak żaden polityk się na to nie decyduje, bo obawia się, że zostanie obarczony winą. Nie ma odważnego, który by jeden z tych oddziałów zrestrukturyzował. Cały problem polega na tym, że reforma powinna zaczynać się od dołu – uważa dr Mijas.
Podstawowa opieka zdrowotna przyjmuje bardzo wielu pacjentów i jest przeciążona, przez co leczy „za mało" skutecznie. Jak zauważa rozmówca Medonetu, lekarz obsługujący 30-40 osób dziennie nie ma możliwości realnie prowadzić pacjenta. W rezultacie POZ pełni głównie funkcję wystawiania skierowań. To zaburza mechanizm działania systemu.
Najważniejszą rzeczą jest konieczność uregulowania podstawowej opieki zdrowotnej. Kiedy byłem dzieckiem, matka brała mnie za rękę, szła do poradni i byliśmy przyjęci. W tej chwili kolejki są kilkudniowe, bo konstrukcja finansowania sprawia, że poradnie przyjmują tylu pacjentów, ilu tylko się da. Nie można tworzyć systemu, w którym lekarz przyjmuje 50 osób dziennie. Ja przyjmuję 10 i wychodzę zlany potem. Dopiero system medycyny podstawowej, w którym lekarz przyjmie 10-15 osób, jest w stanie kogoś wyleczyć – podkreśla.
Skutkiem takiej organizacji jest kierowanie pacjentów z podstawowymi problemami do szpitali, gdzie identyczne usługi kosztują kilkakrotnie więcej.
Kolejnym obszarem wymagającym korekty jest system kształcenia lekarzy, który dostarcza starzejącemu się społeczeństwu za mało internistów. Z tego powodu oddziały chorób wewnętrznych zamykają się, a medycy, którzy decydują się w nich pozostać, mogą negocjować bardzo wysokie stawki kontraktowe.
Wcześniej istniało tylko kilka szerokich specjalizacji, takich jak pediatria, choroby wewnętrzne czy chirurgia.
Lekarz był pięć lat na internie, a dopiero potem szedł do dziedziny wąskiej, pod okiem doświadczonego ordynatora. Teraz mamy specjalizację modułową, czyli jest się trzy lata na internie, najczęściej w klinice uniwersyteckiej, gdzie są tłumy młodych lekarzy, za to w małych szpitalach, gdzie jest naprawdę dużo pracy, są pustki – nie ma kto pracować, bo młodzi lekarze wybierają od razu po studiach dziedziny wąskie, jak kardiologia czy neurologia – wyjaśnia.
Efektem jest sytuacja, w której pacjent z chorobą serca, mający równocześnie schorzenia naczyniowe i inne dolegliwości, nie może liczyć na kompleksową pomoc u wąsko wyspecjalizowanego kardiologa. Dawniej dobrze wykształcony internista potrafił prowadzić leczenie niewydolności krążenia, niewydolności nerek i wielu innych chorób, zanim skierował chorego do specjalisty.
Obecnie specjaliści zajmują się jednym schorzeniem lub jednym narządem, a pacjent szuka pomocy w różnych miejscach.
Dr Mijas zwraca uwagę, że młodzi lekarze powinni — jak dzieje się to w innych krajach — zdobywać doświadczenie przede wszystkim przy pacjencie. Tymczasem środowisko rezydentów koncentruje energię na wywalczaniu kolejnych udogodnień. Rezydenci stali się w samorządzie lekarskim grupą o dużej sile sprawczej.
Wynegocjowali różne rzeczy. Na przykład ograniczenie liczby dyżurów do czterech w miesiącu, argumentując to zmęczeniem i obciążeniem psychicznym. Albo że pracują tylko w oddziale i nie można ich kierować na SOR czy izbę przyjęć – podkreśla dr Mijas..
I dodaje: A ja widzę to tak: jeżeli lekarz kształci się u mnie w zakresie pediatrii i ma rezydenturę, to w moim interesie jest jak najlepiej go przygotować. I to ja jako kierownik specjalizacji powinienem decydować, gdzie on dzisiaj będzie, bo wiem, gdzie najwięcej się nauczy. Jak jest więcej pracy na SOR-ze, idzie na SOR. Jak więcej na oddziale, idzie na oddział.
Prezydent zawetował ustawę przedłużającą lekarzom z Ukrainy możliwość wykonywania zawodu przy ograniczonej znajomości polskiego. Decyzję poprzedził apel izby lekarskiej.
Dr Mijas ocenia ma własne obserwacje.
Z lekarzami z Ukrainy to złożona sprawa. Część z nich nie ma motywacji, żeby w pełni wejść w polski system. Rzadziej się doszkalają i wolniej uczą języka. Są oczywiście znakomite wyjątki. Mam w zespole lekarkę ze Wschodu i jest świetna. Wydaje mi się jednak, że kierunek dotyczący wymagań wobec lekarzy z zagranicy jest dobry. Jeżeli polski lekarz wyjedzie gdziekolwiek, musi przecież nostryfikować dyplom albo zdać egzamin z języka – ocenia.
Zdaniem eksperta wnioski są jednoznaczne - jeśli uda się realnie wykorzystać większą liczbę lekarzy, system zacznie się porządkować samoczynnie. Sprawnie działający POZ ograniczyłby ucieczkę pacjentów do prywatnych gabinetów, a przemyślana sieć szpitali zapewniłaby odpowiedni poziom opieki bez konieczności doraźnego zamykania placówek z powodów finansowych.
Jeżeli lekarz POZ działa i dobrze leczy, mało kto pójdzie prywatnie. Jeżeli zastanowimy się nad siecią szpitali – a nie będzie dzikiego zamykania placówek tylko dlatego, że akurat mają trudną sytuację finansową – ustalimy takie rozłożenie szpitali, aby zapewniały pacjentom odpowiedni poziom opieki. Wtedy system sam się uporządkuje i siłowe rozwiązania nie będą potrzebne; jeżeli lekarz rezydent popracuje dwa razy więcej, to tak, jakbyśmy mieli dwa razy tylu lekarzy – zauważa.
Prof. Religa miał świetny pomysł: ustalić na danym terenie, ile i czego potrzeba, i tego się trzymać. Do tego trzeba wykorzystać w systemie rezydentów, bo to jest okres szkolenia, który powinien być czasem intensywnej pracy przy pacjencie. Lekarz specjalista to bardzo ważny i wymagający zawód – biały fartuch zobowiązuje, a wiedzy i doświadczenia nie da się zdobyć inaczej niż przy łóżku chorego – podsumowuje dr Mijas.
Napisz komentarz
Źródło: Chojnice24.pl / Chojnice TV