RAK
    70 lat temu Lud Paryża stanął w obronie Poznańskiego Czerwca

    70 lat temu Lud Paryża stanął w obronie Poznańskiego Czerwca

    2686 odsłon
    70 lat temu Lud Paryża stanął w obronie Poznańskiego Czerwca

    Jego organizatorem był Jerzy Giedroyc, ale najmocniej w pamięci utkwiły słowa Alberta Camusa.

    12 lipca 1956 r. w Paryżu odbył się wiec solidarności z uczestnikami Poznańskiego Czerwca. Jego organizatorem był Jerzy Giedroyc, ale najmocniej w pamięci utkwiły słowa Alberta Camusa. Słynny pisarz skomentował słowa Józefa Cyrankiewicza o "odrąbywaniu rąk".

    Poznański Czerwiec - brutalne stłumienie robotniczej demonstracji - było wstrząsem dla wielu osób nie tylko w Polsce. Informacje o licznych ofiarach śmiertelnych i wysłaniu wojska przeciwko uczestnikom demonstracji szybko dotarły na Zachód, bo w Poznaniu w związku z odbywającymi się właśnie międzynarodowymi targami przebywało wielu zagranicznych dziennikarzy. Wielu lewicujących intelektualistów na Zachodzie wiadomość o tym, że "robotnicza" władza kazała strzelać do robotników, pozbawiła złudzeń co do charakteru rządów w Polsce i innych krajach bloku wschodniego.

    Robotnicy Poznania wyszli na ulice 28 czerwca 1956 roku, by wyrazić swoje niezadowolenie z powodu niskich płac. Wcześniej wysłali swoich delegatów z różnymi postulatami do ministerstwa, ale byli zbywani, więc rozpoczęli strajk. Do protestu zainicjowanego przez robotników Zakładu Hipolita Cegielskiego (wtedy noszącego imię Stalina) przyłączyło się wielu innych mieszkańców Poznania. Nieśli z sobą takie hasła, jak "Chcemy chleba", "Żądamy podwyżki płac", "Chcemy żyć jak ludzie", "Jesteśmy głodni", a także "Precz z czerwoną burżuazją" i "Precz z bolszewizmem". Manifestanci zgromadzili się przed gmachem Miejskiej Rady Narodowej, a następnie część z nich ruszyła pod budynki więzienia i Urzędu Bezpieczeństwa. Emocje wśród uczestników pokojowej w pierwszym okresie demonstracji wzrosły, gdy pojawiła się pogłoska o aresztowaniu wysłanej do Warszawy delegacji.

    Historyk Jerzy Kajetanowicz podaje, że przeciw robotnikom skierowano "9983 żołnierzy, 359 czołgów, 31 dział pancernych, 36 transporterów opancerzonych". Skutki pacyfikacji były tragiczne. Wśród co najmniej 58 ofiar śmiertelnych najmłodszą był trzynastoletni Romek Strzałkowski. 29 czerwca, gdy na ulicach Poznania stały jeszcze czołgi, premier Józef Cyrankiewicz wygłosił przemówienie, które pokazywało, że władze całą winę za tragiczne zdarzenie chcą zrzucić na protestujących. "Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie" - zagroził Cyrankiewicz i te słowa szybko stały się znane również za granicą.

    Według historyka Piotra Grzelczaka jednym z kanałów, za pomocą którego na Zachód docierały wiadomości o Poznańskim Czerwcu, była paryska "Kultura". Z inicjatywy jej szefa, Jerzego Giedroycia, 12 lipca 1956 roku w Paryżu zorganizowano wiec poparcia dla polskich robotników. Na plakacie jako organizatorzy wydarzenia widnieli "Lud Paryża" oraz Francuska Partia Socjalistyczna, to jednak rzeczywistym pomysłodawcą przedsięwzięcia był właśnie Giedroyc. Wraz ze współpracownikami, m.in. Józefem Czapskim, zaprosił on do udziału w wiecu grono francuskich i polskich mówców. Wśród nich znaleźli się David Rousset, dziennikarz i jeden z pierwszych demaskatorów systemu sowieckich łagrów, Pierre Commin, sekretarz generalny SFIO (Francuskiej Sekcji Międzynarodówki Robotniczej), oraz Andr, Philip, wpływowy francuski polityk socjalistyczny. Wystąpili także polscy emigranci: górnik Edmund Stocki i przedwojenny działacz PPS Zygmunt Zaremba.

    Najbardziej znanym spośród prelegentów był pisarz i filozof Albert Camus. Z powodów osobistych nie mógł przyjechać do Paryża i uczestniczyć w spotkaniu. Organizatorzy odczytali natomiast przesłane przez niego przemówienie. Camus przekonywał w nim, że wydarzenia w Poznaniu nie były dziełem "obcych agentów", jak przedstawiała to komunistyczna propaganda, lecz desperackim protestem robotników pozbawionych prawa do strajku, godziwych zarobków i możliwości pokojowego dochodzenia swoich praw. "Co jednak, poza krzykiem i gniewem, pozostaje im tam, gdzie prawo do strajku już nie istnieje?" - pytał retorycznie. Protestujących nazwał "męczennikami z Poznania", podkreślając, że każdy, kto ich oczernia lub usprawiedliwia represje, "definitywnie wypisuje się ze wspólnoty ludzi wolnych". Nie oszczędził także Cyrankiewicza i przypomniał jego groźbę "odrąbania ręki" każdemu, kto wystąpi przeciw władzy ludowej. Z charakterystyczną dla siebie ironią stwierdził, że gdyby premier rzeczywiście zrealizował swoją zapowiedź, "jego krajem i kilkoma innymi rządzić będzie niebawem, bądźmy tego pewni, sztab jednorękich". Zdaniem Camusa Poznański Czerwiec nie był tylko lokalnym buntem robotniczym. Pisał, że protestujący "zadali właśnie ostatni cios cynicznemu, triumfującemu od dawna kłamstwu", a "w blasku polskiej insurekcji wszyscy widzimy jasno klęskę i nieszczęście wypaczonej rewolucji". Przemówienie zakończył deklaracją wyboru "wolności zamiast dawnego i nowego barbarzyństwa" oraz apelem, by ofiara polskich robotników nigdy nie została zapomniana.

    Pamięć o postawie Camusa przetrwała także w samym Poznaniu. W 2018 roku jego imieniem nazwano skwer w centrum miasta, upamiętniając jego solidarność z polskimi robotnikami.

    Tydzień z Wiara.pl

    Przeczytaj jeszcze

    Galerie

    ks. Leszek Smoliński

    Maria Sołowiej

    Andrzej Macura

    Autoreklama


    Źródło: Gość Gdański

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?