
W historii naszego regionu lipiec zapisał się jako miesiąc szczególnej żałoby i niemieckiego okrucieństwa. Ponad 80 lat temu, w lesie w Bacieczkach, życie straciły dziesiątki mieszkańców Bociek oraz okolicznych miejscowości. Byli to ludzie, którzy do końca pozostali wierni ojczyźnie, a ich tragiczny
sobota, 11/07/2026 - 14:26

Fragment donosu "Franka" (IPN)
Featured
W historii naszego regionu lipiec zapisał się jako miesiąc szczególnej żałoby i niemieckiego okrucieństwa. Ponad 80 lat temu, w lesie w Bacieczkach, życie straciły dziesiątki mieszkańców Bociek oraz okolicznych miejscowości. Byli to ludzie, którzy do końca pozostali wierni ojczyźnie, a ich tragiczny los przypomina o brutalności niemieckiego okupanta.
Wszystko zaczęło się wiosną 1943 roku. W dniach 21–23 kwietnia Niemcy przeprowadzili masową łapankę w powiecie bielskim. Aresztowano wówczas osoby zaangażowane w działalność niepodległościową. Większość z nich należała do struktur Armii Krajowej oraz konspiracji o charakterze narodowym. Wśród zatrzymanych znalazł się m.in. Bolesław Derehajło, komendant placówki AK w Boćkach.
Aresztowani trafili do więzienia w Białymstoku. Tam, przez ponad dwa miesiące, poddawani byli brutalnym przesłuchaniom. Niemcy oskarżyli ich o „akcję powstańczą”. Wyrok zapadł na początku lipca. 6 lipca 1943 roku więźniowie zostali wywiezieni do lasu w Bacieczkach i tam rozstrzelani w masowej egzekucji.
Skalę niemieckiego terroru, który zalał wówczas region, dokumentują zachowane meldunki z tamtego okresu. Zaledwie dwa dni po mordzie, 8 lipca 1943 roku, komendant Okręgu Białystok Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) mjr Marcin Wawrzyniak pisał w raporcie do komendanta Okręgu Białystok AK ppłk. Władysława Liniarskiego:
„Wydane wyroki referuje i podpisuje hurtem delegat sądu kolegialnego gestapo niejaki von Gliński, poczem aresztowani masowo wywożeni są do Nowosiółek względnie w okolice Marczuk (lasek Bacieczki), gdzie dokonuje się masowych egzekucji. Ostatnimi czasy rozstrzelano 448 osób pomiędzy którymi znajdowało się 50 Polaków, posądzonych o akcję powstańczą lub też jakieś błahe sprawy polityczne”.
Dramat lokalnej społeczności i rozbicie struktur podziemia w powiecie bielskim nie były dziełem przypadku. Niemcy skutecznie wykorzystali swoją sieć agenturalną. Kluczową i niezwykle destrukcyjną rolę w tej historii odegrały donosy informatora o pseudonimie „Franek”, pochodzącego z Knoryd. Mężczyzna ten zdołał głęboko przeniknąć do struktur polskiej konspiracji. To właśnie jego zdrada doprowadziła do ujawnienia nazwisk, a w konsekwencji do aresztowań i tragicznej śmierci kilkunastu patriotów z naszego regionu.Pamięć o ofiarach tamtych wydarzeń pozostaje jednym z najważniejszych fundamentów lokalnej tożsamości historycznej.
Rodziny niektórych aresztowanych były przekonane, że w rozbiciu podziemia w kwietniu 1943 r. pomagał Niemcom również proboszcz parafii prawosławnej w Boćkach, który oficjalną współpracę z okupantem rozpoczął 1 czerwca 1943 r., przyjmując pseudonim „Zimnicki”.
opr. (ms) na podst materiałów IPN
Nasze materiały wideo:
Źródło: Bielsk.eu