- Akcja trwa już od kilku miesięcy. Namierzyliśmy sieć w jeziorze Hańcza, została oznakowana, ustawiliśmy bojkę z liną opustową. Wiemy, że to sieć sielawowa o masie około 130 kilogramów i na taką ewentualność jesteśmy przygotowani. Najpierw sprawdzimy, co to za sieć, jak wygląda i czy są możliwości podczepienia specjalistycznego sprzętu w postaci idrodyny - podkreślił przed próbą wyciągnięcia sieci Zbigniew Kwiatkowski z Fundacji Naukowe Badania Podwodne.
Idrodyny to elastyczne zbiorniki wypełniane gazem, które działają jak podwodne balony wydobywcze - w zależności od rozmiaru potrafią unieść z dna nawet kilkutonowe ładunki. To właśnie na nich opiera się cała operacja.
„Dobry początek"
Pierwsze podejście przyniosło sukces: fragment sieci trafił na powierzchnię.
- Tyle, co idrodyna mogła wyrwać, to wyrwała - część sieci jest już wyciągnięta. Myślę, że jeszcze jedno, może dwa podejścia i wszystko będzie na powierzchni. To dobry początek - skomentował tuż po wynurzeniu Zbigniew Kwiatkowski.
Sieć widmo - co to takiego?
Porzucone lub zagubione narzędzia połowowe, tak zwane sieci widma, to jedno z najbardziej podstępnych zagrożeń dla ekosystemów wodnych. Wykonane z tworzyw sztucznych, nie rozkładają się przez dziesięciolecia i przez cały ten czas robią to, do czego zostały stworzone: łowią.
- Dzisiaj próbujemy rozwiązać ogromny problem, jakim jest dryfująca, częściowo zaczepiona w toni sieć nylonowa, która generuje przyłów. To zagrożenie zarówno dla środowiska, jak i dla ludzi, szczególnie dla nurków korzystających z jeziora Hańcza -mówi Piotr Nieznański z Fundacji Code for Green, która wspiera akcję. - Dryfujące sieci nadal po prostu pracują. Wystarczy, że sieć zaczepiona o brzeg czy o dno podniesie się i nadal łowi jak normalna sieć. Potem z rybami opada na dno, ryby się rozkładają i przyciągają drapieżniki, które również wpadają w sieć. Taka sieć potrafi przyławiać kilkukrotnie. Dla ludzi, zwłaszcza nurków, sieci nylonowe, niemal niewidoczne w wodzie, są zagrożeniem dla życia.
O sieciach widmach mówi się najczęściej w kontekście Bałtyku i tam skala problemu jest przynajmniej rozpoznana. W przypadku jezior i rzek wciąż poruszamy się po omacku.
- Dotychczasowe rozpoznanie wskazuje, że w polskiej strefie przybrzeżnej Bałtyku mamy około 800 ton sieci, które są zaczepione na wrakach lub dryfują w toni wodnej. Od 2011 roku wyłowiono już około 300 ton - to bardzo duże akcje z zaangażowaniem kutrów, całej społeczności rybackiej i ogromnych środków finansowych. Natomiast jeżeli chodzi o wody śródlądowe, ta skala do tej pory pozostaje nierozpoznana. Narzędzia połowowe często nie są znakowane ani rejestrowane, dlatego bardzo trudno ustalić systemowy sposób wyławiania tych zagubionych - wyjaśnia Piotr Nieznański.
Wydobycie sieci z Hańczy to finał wieloletnich starań organizacji pozarządowych i instytucji ochrony przyrody.
- Bardzo się cieszymy, że ta akcja w końcu doszła do skutku. O potrzebie wyłowienia tego niewodu dyskutujemy z Fundacją Naukowe Badania Podwodne od kilku dobrych lat i właśnie dzisiaj udało się ją podjąć. Szukaliśmy podmiotów, które wsparłyby akcję finansowo, włączyły się m.in. Fundacja Dzika Polska, Stowarzyszenie Miłośników Suwalskiego Parku Krajobrazowego „Kraina Hańczy" oraz Fundacja Code for Green, za co serdecznie dziękujemy. Te środki pozwoliły na zakup sprzętu i gazu do pompowania balonów - dodaje Adam Bohdan.
Rezerwat Hańcza będzie większy
Jezioro Hańcza to akwen wyjątkowy w skali kraju i całego kontynentu. Z głębokością sięgającą 108,5 metra jest najgłębszym jeziorem Polski i całego Niżu Środkowoeuropejskiego. Od dziesięcioleci objęte jest ochroną rezerwatową i leży w sercu Suwalskiego Parku Krajobrazowego - najstarszego parku krajobrazowego w Polsce, który w tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia istnienia.
Sieć widmo nie jest jednak jedynym problemem tego zbiornika wodnego.
- Jezioro Hańcza od lat „zakwita” - pojawiają się masowe zakwity sinic i glonów, spowodowane eutrofizacją. Dlatego jako Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska pracujemy obecnie nad powiększeniem rezerwatu o lasy Skarbu Państwa w zarządzie Nadleśnictwa Suwałki. To powiększenie powinno nastąpić dosłownie w ciągu kilku tygodni - zapowiada Adam Bohdan z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku, która objęła przedsięwzięcie patronatem.
Akcję wydobycia sieci z jeziora Hańcza wspierają również partnerzy techniczni i sponsorzy: Santi, XDEEP, Seacraft, Wiśniowski, Bramet, Bator Dive, Atlantis Centrum Nurkowe oraz SSI. Wydarzenie jest częścią obchodów 50-lecia Suwalskiego Parku Krajobrazowego i pokazuje, jak wiele można osiągnąć, gdy organizacje pozarządowe, instytucje publiczne i odpowiedzialny biznes działają razem na rzecz ochrony przyrody.
Napisz komentarz
Źródło: Miasto Suwałki (miastosuwalki.pl)