RAK
    Renesans wyszedł z muzeum. Letnie starcie historii i współczesności w Ciechanowcu - [VIDEO]

    Renesans wyszedł z muzeum. Letnie starcie historii i współczesności w Ciechanowcu - [VIDEO]

    2921 odsłon
    Renesans wyszedł z muzeum. Letnie starcie historii i współczesności w Ciechanowcu - [VIDEO]

    W niedzielę, 12 lipca, park Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu stał się sceną spotkania dwóch odległych epok. Rekonstruktorzy odtwarzali wydarzenia sprzed pięciu stuleci, a współczesna publiczność przekonywała się, że dobra opowieść historyczna nie musi zaczynać się od daty zapisanej kredą na tablicy.

    Tegoroczny Zajazd poświęcono 500. rocznicy włączenia Mazowsza do Korony Polskiej. Osią wydarzenia był akt przysięgi złożonej 10 września 1526 roku przez sejm mazowiecki królowi Zygmuntowi I Staremu. Program obejmował inscenizację tego wydarzenia, pokazy chorągwiarzy, musztrę piechoty, prezentację lekkiej jazdy, turniej kopijników, dawne rzemiosła oraz rekonstrukcję bitwy pod Orszą.

    Każdego roku inna podróż Zajazd Wysokomazowiecki nie przywiązuje się do jednej epoki. Kolejne edycje prowadzą widzów przez różne rozdziały historii, wybierane w związku z ważnymi rocznicami i wydarzeniami dotyczącymi regionu. Rok wcześniej muzeum przypominało dramatyczne lata 40. XX wieku. Tym razem mundury ustąpiły miejsca renesansowym szatom, kopiom i królewskim insygniom.

    – W tym roku podczas szesnastego Zajazdu przenieśliśmy się do XVI wieku, kiedy nastąpiło włączenie Mazowsza do Korony. Każdą edycję staramy się dopasować do wydarzenia, którego rocznica właśnie przypada i które jest związane z historią tych ziem – mówiła Anna Wiśniewska, zastępca dyrektora Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka. Dla czytelników z Łomży ta opowieść ma również lokalny wymiar. Współczesne granice administracyjne nie pokrywają się bowiem z dawnym podziałem historycznym.

    – Łomża należy dziś do województwa podlaskiego, ale historycznie była częścią Mazowsza. Dawne krainy i województwa wyglądały inaczej niż te, które znamy obecnie – przypomniała Emilia Jabłońska, pełniąca obowiązki kierownika Działu Historycznego muzeum. Król bez dworskiego dystansu Na scenie przed pałacem pojawił się poczet polskich monarchów. Każdy z nich prezentował swoją postać, a publiczność mogła oddać głos na najlepszego króla. Był to historyczny plebiscyt potraktowany z przymrużeniem oka, ale przygotowany z dbałością o stroje, zachowanie i realia epoki.

    W Jana Olbrachta wcielił się Paweł Obłoza. Jak wyjaśniał, rekonstruktorzy nie wybierali postaci wyłącznie według własnych sympatii. Brano pod uwagę wygląd, charakter i możliwość stworzenia możliwie wiarygodnego wizerunku monarchy.

    – Rekonstrukcja chce być jak najbliższa oryginałowi. Trzeba interesować się historią i po prostu ją kochać. To jest jej żywe, niemal namacalne dotknięcie – mówił Paweł Obłoza. I właśnie na tym polegała siła wydarzenia. Król nie przemawiał z niedostępnego portretu, lecz stawał przed widzem. Można było przyjrzeć się jego szacie, zapytać o panowanie, a nawet ocenić, czy zasługuje na głos współczesnych poddanych.

    Kopia nie była rekwizytem Najwięcej emocji wzbudzały pokazy jazdy konnej i turniej kopijników. Rekonstruktorzy z grupy Rycerze Gniewu prezentowali wojskowość przełomu XV i XVI wieku, opowiadali o wyszkoleniu koni, rodzajach uzbrojenia oraz ewolucji turniejów rycerskich.

    W popkulturze turniej bywa efektownym pojedynkiem dwóch rycerzy, których kopie kruszą się przy akompaniamencie orkiestry. W rzeczywistości był niebezpieczną próbą sprawności, siły i wyszkolenia. Używano zarówno kopii zakończonych specjalnie zabezpieczonym grotem, jak i broni ostrej, a jednym z podstawowych celów było wysadzenie przeciwnika z siodła.

    – Turniej stał się sportem, który narodził się z dyscypliny wojennej. Podobnie było później z wieloma konkurencjami kawaleryjskimi. Ich korzeni trzeba szukać w przygotowaniu konia i jeźdźca do działań wojskowych – wyjaśniał Krystian Mróz z grupy rekonstrukcyjnej Rycerze Gniewu. Opowiadał również, że koń bojowy i turniejowy były przygotowywane do zupełnie innych zadań. Samo zwierzę stawało się częścią uzbrojenia, a umiejętność kierowania nim decydowała niekiedy o przewadze na polu walki.

    Dzięki takim komentarzom pokaz nie kończył się wraz z ostatnim galopem. Widowisko otrzymywało historyczny kontekst, a widz dowiadywał się, dlaczego rycerz robił to, co przed chwilą zobaczył na muzealnej łące.

    Orsza w skali ciechanowieckiej Kulminacją Zajazdu była inscenizacja bitwy pod Orszą z 1514 roku – zwycięskiego starcia wojsk polsko‑litewskich z armią moskiewską. Na łące pojawiły się oddziały piechoty i jazdy, wykorzystano także elementy dawnej artylerii. Rekonstrukcja nie próbowała oczywiście odtworzyć wielotysięcznych armii w rzeczywistej skali. Była skrótem pozwalającym pokazać uzbrojenie, ruch wojsk oraz różnice pomiędzy walczącymi stronami.

    Dowódcą piechoty moskiewskiej został Jan Nałęcz, lider wieloepokowego projektu rekonstrukcyjnego Rekowaw. Jego wypowiedź pokazywała mniej widowiskową, lecz niezwykle ważną stronę rekonstrukcji: uczciwość wobec luk w źródłach.

    – Zachowało się niewiele informacji o tym, jak dokładnie wyglądała i działała piechota moskiewska. Możemy przybliżyć się do jej wizerunku przez analogię, ale nie jest to łatwy temat. Każda taka bitwa pozostaje pewną przenośnią, także pod względem liczebności oddziałów – wyjaśniał Jan Nałęcz. To ważne zastrzeżenie. Rekonstrukcja historyczna nie jest wehikułem czasu ani kostiumową fantazją. Najlepsza zaczyna się tam, gdzie wiedza spotyka się ze świadomością tego, czego nadal nie wiemy.

    Historia do sprawdzenia własnymi rękami Organizatorom zależało szczególnie na młodych odbiorcach. Dlatego obok widowisk przygotowano warsztaty dawnych rzemiosł, animacje, tańce renesansowe i rodzinną grę terenową „Renesansowi Rzemieślnicy”. Publiczność nie miała jedynie stać pod sceną i słuchać. Mogła działać, pytać, próbować i podejmować własne decyzje.

    – Chcemy docierać do młodszego pokolenia, aby historia nie była wyłącznie wiedzą przeczytaną w książce. Dzięki doświadczeniu można ją lepiej poczuć i zrozumieć – podkreśliła Emilia Jabłońska. Podobnie wydarzenie oceniał Jerzy Leszczyński, radny województwa podlaskiego. Zwrócił uwagę, że muzealny skansen tworzy szczególną scenerię do poznawania dziejów regionu.

    – Uczymy się historii na żywo. Grupy rekonstrukcyjne prezentują bardzo wysoki poziom, a dla publiczności jest to możliwość zobaczenia z bliska czasów odległych o niemal pięć stuleci – mówił. Po zakończeniu bitewnego zgiełku publiczność mogła obejrzeć spektakle „Świeczka zgasła” i „Dwie blizny” w wykonaniu Teatru Parabuch z Warszawy. Dawna wojskowość spotkała się więc z literaturą i teatrem, a dzień zamknęła nie kolejna szarża, lecz słowo wypowiedziane ze sceny.

    Muzeum, w którym nie trzeba szeptać Współczesność podczas Zajazdu nie walczyła z historią. Dała jej jedynie nowe tempo. Zamiast wykładu – rozmowa z rekonstruktorem. Zamiast opisu uzbrojenia – pokaz. Zamiast nazwiska monarchy pod portretem – człowiek w królewskiej szacie, gotowy odpowiedzieć na pytanie.

    – To wydarzenie ma bardzo dużą wartość historyczną. Warto zapraszać młodzież, aby słuchała tych opowieści, bo jest to dobra lekcja historii – podkreśliła obecna na wydarzeniu poseł na Sejm RP Bogumiła Olbryś. W Ciechanowcu historia nie wygrała z teraźniejszością i teraźniejszość nie pokonała tradycji. Obie zawarły letni rozejm. Jedna przyniosła opowieść, druga podała jej rękę i wyprowadziła ją z muzealnej sali wprost na zalaną słońcem łąkę.


    Źródło: Telewizja Narew (Grupa Medialna Narew) / Narew.info

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?