RAK
    Nowy ciągnik w Bronowie. Agnieszka i Jarek stawiają na nowoczesność: „Trzeba sobie życie ułatwiać”

    Nowy ciągnik w Bronowie. Agnieszka i Jarek stawiają na nowoczesność: „Trzeba sobie życie ułatwiać”

    1204 odsłon
    Nowy ciągnik w Bronowie. Agnieszka i Jarek stawiają na nowoczesność: „Trzeba sobie życie ułatwiać”

    – Niedawno kupiliśmy ciągnik do naszego gospodarstwa. Jest mocniejszy od tych, które już mamy. Co prawda nie mamy dużo pól pod pług, ale za to kosimy około 25 hektarów łąk, a przy dwóch czy trzech pokosach w sezonie taki sprzęt naprawdę się przydaje – opowiada Agnieszka Rogalska.

    W gospodarstwie Agnieszki i Jarka z Bronowa pojawił się nowy, mocniejszy ciągnik. Choć maszyna już pracuje w polu, to właściciele nie zamierzają na tym poprzestać. Trwa przygotowanie do montażu ładowacza czołowego, a cały proces rozpoczyna się od precyzyjnego skanowania ciągnika.

    Jak przyznaje gospodyni, nowy zakup był także spełnieniem marzeń jej męża i syna.

    – Adam i Jarek bardzo chcieli taki ciągnik. No i jest. Teraz będziemy montować do niego ładowacz czołowy. Większa moc oznacza większy ładowacz i większe możliwości. A ja już nie będę musiała słuchać, że Jarek chce kupić ładowarkę, bo teraz się na nią na pewno nie zgodzę – żartuje.

    Koniec z wożeniem paszy wózkiem

    Nowy sprzęt ma przede wszystkim usprawnić codzienną pracę w gospodarstwie. W planach jest zakup chwytaka typu „aligator”, który ułatwi wybieranie kiszonki z pryzmy.

    – Będziemy wycinać kukurydzę z pryzmy i wozić ją krowom. Do tej pory Jarek robił to jeszcze wózkiem na dwóch kołach. Chyba już ostatnim takim we wsi – śmieje się Agnieszka.

    Jarek nie ukrywa, że takie rozwiązanie było już mocno przestarzałe.

    – Jak mnie nie było w domu, to Agnieszka sama musiała ciągać ten wózek. A podczas sianokosów ja cały czas byłem w polu – kosiłem, przewracałem, zgrabiałem albo belowałem. Wtedy ona rano i wieczorem karmiła krowy. Świat idzie do przodu. Po to są nowoczesne maszyny, żeby z nich korzystać – podkreśla.

    Agnieszka dodaje, że już teraz odczuwa różnicę.

    – Narazie jestem bardzo zadowolona, bo trochę już tym ciągnikiem pracowaliśmy. Właściwie Jarek pracował, a ja nie musiałam. I to mi się bardzo podoba. Komfort pracy jest zupełnie inny.

    Zanim jednak ładowacz zostanie zamontowany, ciągnik trzeba dokładnie zeskanować.

    – Trzeba mu zrobić takie USG, żeby było wiadomo, czy wszystkie śrubki będą pasowały. Nie chcemy sytuacji, że przyjedzie gotowa adaptacja i okaże się, że nic do siebie nie pasuje – tłumaczy z uśmiechem Jarosław.

    Małymi krokami do celu

    Choć nowy ciągnik jest już w gospodarstwie, właściciele przyznają, że teraz trzeba będzie sukcesywnie doposażać go w większe maszyny.

    – Mało mamy jeszcze sprzętu do tego ciągnika. Musimy dokupić większe maszyny, ale wszystko po kolei. Pomalutku, nic na siłę – zaznacza Jarosław.

    Ładowacz czołowy ma znacznie zwiększyć możliwości wykorzystania nowej maszyny.

    – Teraz, kiedy pojedziemy po bele, będzie można od razu wszystko załadować. To również ułatwienie dla mnie, bo nie będę musiała jeździć za Jarkiem drugim ciągnikiem. Trzeba sobie życie ułatwiać, a nie utrudniać – przekonuje Agnieszka.

    Jarek nie ma wątpliwości, że to kolejny krok w rozwoju gospodarstwa.

    – Co wart jest taki ciągnik bez ładowacza czołowego? Niewiele. Z ładowaczem będzie mógł robić znacznie więcej, dlatego warto inwestować w takie rozwiązania. Małymi kroczkami idziemy do przodu.

    Red. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

    Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl


    Źródło: Podlaskie24.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?